niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 7

Wtedy te dwie godzinki coś się przedłużyły i obudziła nas we własnym domu nasza menadżerka. Chyba zrozumiała naszą sytuację i pozwoliła nam odpocząć. Przesunęła nam też nagrania o tydzień, bo stwierdziła, że i tak mamy dość sporo na głowie i potrzebujemy odpoczynku. Jeśli odpoczynek to u niej znaczy koncerty, próby, wywiady itp.
Jen jak to Jen powiedziała jej, że tego jest trochę za dużo na nas dwie i chcemy chociaż tygodniowe wakacje. Nie była zbytnio przychylna na tę propozycję, ale w końcu uległa i dała nam nawet więcej niż się spodziewałyśmy. Mamy teraz trzytygodniowe wakacje i przez ten czas robimy dosłownie co chcemy.
- Odzyskałaś już torebkę? - zapytała przyjaciółka, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie. - zaśmiałam się ironicznie. - Chyba powinnam sobie kupić nowy telefon. Wiecznie bez kontaktu być nie mogę.
- Mamy wolne, dziewczyno! Posłuchaj raz starszej koleżanki i odpocznij. - poradziła z uśmiechem.
- Pojechałabym na wakacje. Wiesz, o co mi chodzi. O wylegiwanie się na plaży, ale nie tak by się zjarać na raka. - zaśmiałyśmy się.
- Może da się coś zrobić. - oznajmiła z entuzjazmem.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Jen, a ona na mnie. Obie miałyśmy wymalowane zdziwienie na twarzy. Postanowiłam pójść otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stał Parker. Wybałuszyłam na niego oczy.
- Pomyliłeś adresy? - zapytałam.
- Nie. Chyba. Przyniosłem Ci Twoją torebkę. I na znak zgody chyba powinienem dać Wam obu to, skoro mamy wspólnego menadżera. - powiedział lekko zmieszany i wręczył nam małe bukieciki kwiatów różnego rodzaju.
- Co proszę?! - wyskoczyła Jen.
- Niby jakiego menadżera?! Naszą jest Naomi i żadnego innego nie mamy.
- To wy nic nie wiecie?! - zapytał zszokowany.
- Niby czego?!
- Scooter Braun was przejął. Wczoraj Naomi podpisała z nim umowę.
- Nie wiem, co brałeś, ale zmień dilera albo zmniejsz dawki, bo jazdy to masz niezłe.
- Naomi w życiu by nam tego nie zrobiła. Chociaż by nam powiedziała, albo porozmawiałaby. To nie w jej stylu. - szepnęłam z niedowierzaniem.
- A jaki był powód przejęcia? - zapytała Jen.
- Ja tam wiem?
-Pewnie kasa jak zwykle. - odpowiedziałam za bruneta.
Ten spojrzał na mnie spod byka.
- Nie gadaj, że się nie połapałeś. Braun jak tylko w kimś widzi dolary to robi wszystko, żeby to mieć. - dodałam. - Sory, że zrujnowałam idealną równowagę Twojego świata, panie Parker. - powiedziałam.
Zabrałam mu z ręki jego torebkę i poszłam do domu. Jen z nim została i jeszcze chwilę z nim rozmawiała. Gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, podeszłam do niej.
- Co jak co, ale prawdziwa fanka tak się nie zachowuje. - stwierdziła Jen.
- Co masz na myśli?
- Zamiast się cieszyć, że będziemy miały okazję pracować z naszymi idolami i nie tylko to jeszcze go zbanowałaś, że nas uprzedził.
- Sama lepsza nie byłaś.
- Dobra! Nie byłam!
- Jen. Tu nie chodzi już o to, że Parker zachował się jak dupek. Chodzi mi tylko o ten spisek pomiędzy Braunem a Naomi. Mogłaby chociaż nam wspomnieć, że coś takiego dojdzie do skutku, a nie postawiła nas jedynie przed faktem dokonanym i dowiadujemy się tego do cholery od Thomasa Parkera z The Wanted, który nawet nie był w tamtym momencie w centrum zainteresowania! - krzyknęłam.
- Caroline uspokój się trochę. - powiedziała spokojnie przyjaciółka.
- Jak?! Jen do cholery jasnej. Oboje potraktowali nas jako karty przetargowe do większej kasy! Czy ty tego nie widzisz?!
- Czy ty nie widzisz tego, że jesteśmy pod opieką jednego z najlepszych i najbardziej obrotniejszych menadżerów na świecie?! Co za tym idzie? Że drzwi do super sławy i kariery otworzyły się przed nami! Jesteśmy na tyle dobre w tym co robimy, że zechciał wziąć nas pod swoje skrzydła jak Biebera czy The Wanted i nadać tempa naszej karierze! Tylko szkoda, że nic z tych rzeczy nie potrafisz docenić. - powiedziała i poszła na górę przy czym zostawiła mnie samą w salonie.
Poczułam się jedynie oszukana. Czemu nikt nie potrafi tego zrozumieć?
Poszłam na górę do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Położyłam się w poprzek łóżka. Zawsze tak robiłam, kiedy byłam zła. Usłyszałam dzwoniący telefon. Wyjęłam go z torebki i odebrałam. Kiedy zobaczyłam, kto dzwoni, miałam ochotę rozwalić go o ścianę, ale opanowałam się i go odebrałam.
- Halo? - zapytałam z niechęcią.
- Widzę, że humor dopisuje idealnie. - stwierdziła Naomi. - Za półgodziny widzę Was w biurze bez żadnego ale, musimy porozmawiać.
- Ta. - prychnęłam. - Nawet wiem, o czym. - szepnęłam. - Dobrze, będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam zaraz do pokoju Jennifer.
- Nie słyszałaś o czymś takim jak pukanie? - zapytała uszczypliwie.
- Możliwe, że tak, ale nie teraz Jen. Za półgodziny mamy być w biurze u Naomi. chce pogadać. Już nawet chyba wiemy, o czym. - powiedziałam i wyszłam.
Poszłam z powrotem do pokoju i ubrałam się w wygodny zestaw.
Gdy zeszłam na dół spotkałam czekającą na mnie w salonie Jennifer, która miała na sobie to.
- No w końcu. - powiedziała. - Możemy już iść?
- Ta. - oznajmiłam. - Jen nie złość się no, ale po prostu nie chcę się czuć jak przedmiot podczas aukcji.
- Ja to rozumiem i sama tak się czuję, ale zluzuj trochę, okej?
- Spróbuję. - szepnęłam.
Po krótkiej wymianie zdań bez słowa wyszłyśmy z domu i spacerem poszłyśmy do biura. Całą drogę żadna z nas się nie odzywała, bo nie miała żadnego powodu. Oczywiste było to, że paparazzi nas śledzili itp., ale już nie miałam na to siły. Pognałyśmy do budynku na siódme piętro i weszłyśmy do gabinetu, a tam już czekali na nas: Naomi, Scooter Braun i The Wanted.
- No to się zaczyna. - szepnęłam i posłałam wszystkim sztuczny uśmiech.
- Cześć dziewczyny usiądźcie. - poleciła kobieta.
Żeby nie było zgrzytów, zajęłyśmy dwa wolne miejsca obok niej.
- Byle szybko - powiedziałam naburmuszona.
- Coś czuję, że nie będzie zbyt miło. - szepnęła Jen.
- Chodzi o to, że podpisałaś wczoraj umowę ze Scooterem, tak? - zapytałam. - Że nic nam nie powiedziałaś, potraktowałaś nas jak karty przetargowe lub jak kto woli przedmioty licytowane na aukcji?! Że nie zadzwoniłaś do nas nawet i nic nam nie powiedziałaś, nawet słówkiem nie pisnęłaś o tym! - podniosłam głos i wstałam.
- Caroline usiądź. - powiedział Braun.
- Nie będę siadać! - krzyknęłam. - Wiesz co?! Myślałam, że masz do nas chociaż trochę szacunku i chociaż nas uprzedzisz, ale tego?! Do cholery bym się w życiu po Tobie nie spodziewała! W życiu! Żebym musiała się do cholery od Parkera dowiadywać, co jest grane, a nie od własnej menadżerki! Sory. Byłej menadżerki. - warknęłam.
Wyminęłam ich wszystkich i wyszłam, trzaskając drzwiami, tak mocno, że aż zazgrzytało. Zamiast windy wybrałam schody i szybko zbiegłam na parter i pokierowałam się do domu.
- Caroline! Caroline zaczekaj! - usłyszałam głos Nathana za sobą.
- Czego?!
- Spokojnie dziewczyno. Przecież ja nic nie zrobiłem. - powiedział.
- Mam dość na dzisiaj. Sory . - odrzekłam i poszłam dalej.
Jednak tak łatwo mi to nie przyszło. Sykes złapał mnie za rękę i obrócił do siebie.
- Możesz nie zachowywać się jak rozkapryszona dziewucha i nie odstawiać szopek na środku ulicy? - zapytał.
- Będę robiła co mi się podoba. - powiedziałam i się wyrwałam z jego uścisku...

 --------

Hejka Wszystkim!
 7 rozdział za nami!
Mamy nadzieję, że pomimo dosyć długiego oczekiwania było warto c:
Dziękujemy za wszystkie Wasze mega motywujące komentarze :*
 jesteście kochane/kochani :* 
 No to... Do nexta oczywiście ;)
Pati&Nika

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 6

Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie. Jen patrzała na nas wielkimi oczami.
- Yyy. - odsunęłam się od niego o dwa kroki.
- Caro... - powiedział zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Chciałem Cię odwiedzić.
- Łał. Po roku Ci się o mnie przypomniało. Ciekawie się zapowiada nie powiem.
- Caro daj mi jeszcze szansę! Naprawię to! Obiecuję. Tylko daj mi ostatnią szansę. - poprosił chłopak.
- Daniel daj sobie spokój, okej? Dawałam Tobie "ostatnią" szansę z trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo. - powiedziałam. - Nie wiem, co sobie myślałeś przyjeżdżając tutaj, ale powiem ci, że możesz wracać do domu. Bo niczego nie wskórasz.
 Daniel to mój eks. Wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach, w których niegdyś się zakochałam. Jednak to był błąd i to wielki. Omamił mnie. Bawił się mną jak tylko potrafił. Wystarczyło, że pstryknął palcami, a ja byłam koło niego i spełniałam praktycznie każde jego zakichane pragnienie. W tych pięknych oczach można było się zatopić, jednak to była ślepa uliczka, bo w tych oczach krył się po prostu potwór, który napawał się tylko bólem swoich ofiar. W tym przypadku moim. Cieszył się wtedy kiedy wylewałam gorzkie łzy przez niego, kiedy ranił mnie i fizycznie i psychicznie. To był chory związek bez przyszłości. Z czasem nauczyłam się bronić i skończyłam po ośmiu miesiącach z nim. Jednak to nie było tak hop siup. Czasami byłam zbyt słaba, żeby odejść i zostawałam z nadzieją, że on się zmieni. Po pewnym czasie powiedziałam sobie dość i odeszłam naprawdę. Mimo tęsknoty za nim, uświadomiłam sobie i moja przyjaciółka też mi to uświadomiła, że nie warto. Że to jest pomyłka, że to nie jest ktoś kogo kocham. I miała rację. Jeszcze potrafił mnie nachodzić w szkole muzycznej, potrafił wchodzić do klasy i mówić jakieś obrzydliwe rzeczy o mnie, które w ogóle nie były prawdą. A teraz co? Zjawia się i chce, żebym wróciła?! Do niego!? Po tym wszystkim?! To są jakieś kompletne jaja! 
Jen mnie pociągnęła za rękę i poszłyśmy migiem do naszego domu. Była w szoku. Tym bardziej ja.
- No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego gnojka. - powiedziała.
- Nie ty jedna. - szepnęłam.
- Caro ty chyba nie chcesz...
- Nie! Nie ma mowy. Nie jestem taka głupia, żeby wejść drugi raz w to bagno. - powiedziałam stanowczo.
- Tyle dobrego. - szepnęła z ulgą.
Usiadłyśmy na schodach przed frontowymi drzwiami. Deszcz nie przestał lać, a my spędziłyśmy całą noc pod domem. Byłyśmy przemoknięte do ostatniej suchej nitki.
- Tego bym się w życiu nie spodziewała. - powiedziałam.
- Czego? - zapytała ziewając.
- Że tak się ten cudowny bankiet zakończy. - zaśmiałam się. - Parker nie oddał mi torebki, cholera wie, czy ją wyrzucił czy nie.
- Zagadka roku normalnie.
- Bez kitu. - szepnęłam. - A ty wytrzeźwiałaś?
- Tak. - uśmiechnęła się szeroko.- I nawet nie mam zbytniego kaca. - dodała.
- Tyle wygrać, co? - zaśmiałam się.
W końcu Jen zaczęła szperać ręką pod wycieraczką. Patrzałam na nią dosyć zdziwiona. W końcu w jej ręce pojawił się srebrny kluczyk. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Patrz co mam. - powiedziała.
- I my tu całą noc siedziałyśmy i marzłyśmy?! - zapytałam z oburzeniem.
- Jakbym to specjalnie chciała zrobić to byś od razu wiedziała. - zaśmiałam się. - Teraz mi się przypomniało, że zapasowy klucz jest pod wycieraczką. Na której siedziałyśmy przez całą noc. - nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
Przy końcu ja też zaczęłam.
- W ogóle, która godzina? - zapytałam.
- Coś koło siódmej rano. - szepnęła.
- Menadżerka nas zabije. - powiedziałam przestraszona.
- Czemu?
- Mamy dzisiaj nagrywać. - szepnęłam i walnęłam się w czoło. - Kurde miała jeszcze dzwonić do nas.
- Wyluzuj. Przecież zawsze ma jeszcze do mnie numer, nie? - zapytała.
- Jakby do Ciebie miała jeszcze dzwonić, skoro nigdy nie odbierasz telefonu. - zaśmiałam się.
- W sumie też fakt. - odpowiedziała.
- Będzie ciekawie dzisiaj. - szepnęłam. - Chodź idziemy do domu, a nie będziemy siedzieć jak te kołki w płocie. - powiedziałam i wstałam.
Jen podała mi klucz i w końcu weszłyśmy do domu, gdzie panował ład i porządek. 


Rozsiadłam się na fotelu i niemal od razu zasnęłam. Jen tak samo. Jednak długo ten odpoczynek nie trwał, bo zadzwonił telefon przyjaciółki.
- Jeeezu - stęknęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Halo? - zapytała Jen. - Tak. Caro zgubiła torebkę i telefon w nim był. Tak. Tyle co do domu weszłyśmy. Tak. - zaśmiała się nerwowo. - Dobrze, pamiętamy. O 14, tak? Cześć. - rzuciła telefon na stoliczek.
- Naomi? - zapytałam.
- Taaa. - mruknęła.
- Opierdziel mamy?
- Jeszcze jaki. - syknęła.
- Żeby to pierwszy. - zaśmiałyśmy się równo. - Na 14.00 mamy być w studio tak?
- Taaa. Boże jak my damy radę, to ja nie wiem.
- Jak ty dasz. Ja niczego nie piłam. - zaśmiałam się.
- Ale całą noc mamy zarwaną? Mamy. Więc jedziemy na jednym wózku.
- W sumie. Idę spać, chociaż 2 godzinki. - ziewnęłam i zasnęłam z Jen w salonie...

-----

Witamy !
Co do rozdziału to w całości pisała Pati ;)
Ja dzisiaj tylko notkę machnę ^^
No to dziękujemy za 7 strasznie motywujących komentarzy :*
Buziaki :*
Do nexta ♥
Pat & Nika

czwartek, 29 sierpnia 2013

The Versatile Blogger Award

Dziękujemy za nominację EN Say ♥
 
ZASADY

-podziękować za nominację osobie dzięki której zostałeś włączony do gry,
- pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger Award,
- ujawnić 7 faktów o sobie,
- nominować 15 osób, które według nominowanego na to zasługują,
- poinformować nominowane osoby o ich nominacji.
 
Pati :
 
1. Lubie kuchnie meksykanska
2. Mam dwa psy
3. Ostatnio dosc czesto napada mnie brak weny
4. Nie lubie miec balaganu w pokoju
5. Lubie jesc
6. Uwielbiam grac w siatkowe oraz badmingtona (tak sie chyba to pisze xd)
7. Uwielbiam Harrego Pottera
 
Nika :
 
1. Mam uczulenie na pieprz
2. Uwielbaim gdy ktoś mnie czesze :)
3. Jestem spokojna
4. Nie lubię jesieni
5. Przeczytałam trylogię 50 Twarzy Greya
6. Lubię bawić się ogniem
7. Kocham fotografię ♥
 
NOMINOWANI :
 
 
 
 
Buziaki
Nika&Pati

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 5

Buty i torebkę wzięli Siva i Nareesha, a TomTom mnie asekurował poprzez trzymanie mnie za łydki.
Jen, Nathan, Jay i Max szli z tyłu.
- Ej ludzie - zaczął Loczek
Odwróciliśmy się do niego.
- No bo ja dzisiaj mam urodziny, nie? I może jakaś mała impra by się przydała? Co wy na to? - spytał
Popatrzyliśmy po sobie i się uśmiechnęliśmy kiwając głowami
- Siedem razy tak - zaśmialiśmy się
- No i to mi się podoba - potrząsnął swoimi bujnymi loczkami
- McGuiness, a gdzie? - spytał Max
- Może u nas? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- No to lecimy! - uśmiechnął się Tom i poszliśmy <ja właściwie zostałam przeniesiona>
Gdy już byliśmy przed domem chłopaków, okazało się, że Max zgubił gdzieś klucze. Wszyscy zaczęli poszukiwania. W końcu znalazł je Nathan. Zapomniał, że miał je w kieszeni.
Tom postawił mnie na ziemi, a Naree podała mi buty i torebkę.
Weseli i uśmiechnięci weszliśmy do domu. Muszę przyznać, że było tam tak... czysto. Wystrój był nowoczesny, meble białe, tak samo jak ściany. Normalnie czułam się trochę jak w szpitalu. Jay, Max i Tom zniknęli w piwnicy. Poszli po procenty.
- Siva, ty nie? - spytała Jen
- Ja nie lubię alkoholu. A poza tym po co jeszcze ja im tam? - uśmiechnął się i przytulił Nareeshę
Po chwili 3/5 The Wanted wróciło z trunkami.
- No to co, zaczynamy imprezę? - spytał Jay
Wszyscy się szeroko uśmiechnęliśmy
- Nathan podaj jakieś kieliszki! - krzyknął Tom
- Ok - uśmiechnął się i spełnił życzenie Parkera
Po chwili Jen, Jay, Max i Tom mieli szklane naczynia do połowy zapełnione Jackiem Danielsem.
- No to zdrowie naszego McGuinessa. Kochamy cię bracie - Łysolek wzniósł toast
Wszyscy stuknęli się kieliszkami i pociągnęli łyka. Ja, Nath, Seev i Naree nalaliśmy sobie soku pomarańczowego i również wypiliśmy za Jaya.
Wszyscy mieli dobry, nawet mogę powiedzieć bardzo dobry humor, ale to po paru głębszych. Jay włączył muzykę na full i zaczęliśmy hasać w rytm muzyki po całym domu.
Było zabawnie. Opróżnili 3 Danielsy plus dwie wódki po pół litra. Po jakiś dosłownie dwóch godzinach, ci co pili zataczali się już nie w rytm muzyki, ale dlatego, bo ledwo co na nogach stali.
Ja jako jedna z trzeźwych w tym towarzystwie, postanowiłam z Nareeshą schować alkohol, bo gdyby wypili więcej, byliby nachlani do nieprzytomności.
- Dobra starczy. - powiedziała Naree.
- Naree no co ty? - zapytali niezadowoleni Max z Tomem i Jayem.
- Nachlejecie się do nieprzytomności i potem będziecie trzy dni rzygać jak koty.
- Tutaj się zgadzam. - odezwałam się.
- Ooo pani małomówna zaczęła się odzywać? - zapytał Tom.
- Jeb z dzidy widzę. - westchnęłam. - Idź już więcej nie pij.
- Będę pił tyle ile będę chciał. Niańki nie potrzebuję.
- Właśnie widać. Wysoki do nieba a głupi jak trzeba. - uśmiechnęłam się.
- Przeszkadza Ci to?
- Jedynie jak jesteś narąbany w trzy dupy. - oznajmiłam. - Tak to niekoniecznie, bo to jest nawet śmieszne.
Nathan się zaśmiał. Ja pokręciłam głową by tego nie robił. Niebezpiecznie zaczął się zbliżać.
- No. Panienko z X-Factora.
- Masz z tym problem? - zapytałam
- Wyjmij z powrotem alkohol.
- Może gdybyś był trzeźwy to byśmy to zrobiły. - odpowiedziała mulatka.
- Ej no co z wami? - zapytał Jay.
- Tomowi chyba alko za szybko do głowy uderzyło.- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Żeby tobie coś zaraz nie uderzyło. - odpowiedział.
- A wal sie. - warknęłam. - Jen idziemy! - powiedziałam.
- Dziewczyny no co wy? - zapytał solenizant.
- Przykro nam JayBird, ale nie będę słuchała kazań nachlanego w trzy dupy Parkera.
- Po nazwisku to po pysku! - powiedział.
Nie odpowiedziałam, bo nie było warto. Przewróciłam teatralnie oczami. Z Jen ubrałyśmy się i opuściłyśmy twierdzę The Wanted.
- Co za idiota. - warknęłam, gdy już byłyśmy za drzwiami frontowymi.
- Oj Caro weź się rozluźnij. Zawsze musisz być taka odpowiedzialna? - zapytała delikatnie.
- Nie ale... Cholera! - powiedziałam głośno, gdy byłyśmy już dosyć oddalone.
- Co jest?! - zapytała zdezorientowana.
- Nie wzięłam torebki. - walnęłam się w czoło.
- No to się wracamy.
- Teraz to dzwonek już po ptakach. - westchnęłam. - Tylko że tam jest mój telefon, klucze do domu i tym podobne. Jen? Wracamy się. - powiedziałam stanowczo. - Tylko zdejmę te cholerne szpilki, bo mi nogi odpadną za dwie sekundy. - oznajmiłam i to zrobiłam.
- Już? Bo zaraz tu zastygnę jak posąg. - powiedziała rozbawiona.
- Śmiej się dalej, a śpisz na wycieraczce.
- To ja jestem ta starsza kochana. - odpowiedziała klepiąc mnie po plecach.
- Dobra. - westchnęłam i po chwili znowu byłyśmy pod drzwiami domu TW.
Chciałam zadzwonić, ale o dziwo Tom otworzył mi drzwi.
- Czyś byś czegoś szukała? - zapytał chwiejnie.
- Tak. Trzymasz to w ręce. - odpowiedziałam. - Oddaj moją torebkę.
- Magiczne słowo?
- Szybko? Chcę się wyspać. Bo kurde mam parę dni wolnych i chce odpocząć w domu, a nie pod domem? - spojrzałam na niego.
- Byłby ciekawy widok. - odpowiedział rozbawiony.
- Oddaj torebkę Tom to nie jest zabawne. - wtrąciła Jen.
- Z tobą nie rozmawiam koleżanko. - odpowiedział.
- Proszę, żebyś mi oddał tę torebkę, bo kurwa zamarznę razem z Jen przez noc jeśli będę musiała nocować na ławce w parku. - warknęłam.
Bruneta to wyraźnie rozbawiło, a we mnie zaczęło się po prostu gotować. Jen to zauważyła.
- Chodź Caro. Nie warto użerać się z debilem. Mam zapasowe klucze schowane pod wycieraczką jeszcze. - powiedziała spokojnie.
- Dobra. - westchnęłam. - Baran. - powiedziałam na odchodne i poszłyśmy.
- Już myślałam, że pod koniec z obcasa mu w twarz przyłożysz. - odezwała się po kilku minutach Jen.
- Przeszło mi to przez myśl, ale się powstrzymałam na szczęście. - odpowiedziałam.
- Groźna Caroline. Co za niespotykany widok. - zaśmiała się Jen.
- Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. - burknęłam. - Nie dość, że cholera mnie nogi strasznie bolą, to jeszcze nie odzyskałam ani telefonu, ani kluczy, ani chociaż samej torebki.
- Oj nie marudź! Mogło być gorzej. - powiedziała.
Zaczęło padać. Mało co nie wybuchłam. Zaczęłam krzyczeć.
- Dobra cofam to. - oznajmiła cicho.
- No to są jakieś jaja po prostu!
- Caro spokojnie. Jest środek nocy, a my zachowujemy się... Ty się zachowujesz jak dziecko.  - zaśmiała się.
Z bezsilności zaczęłam się też śmiać.
- Dawaj! - zaczęłam się kręcić w deszczu, a zaraz Jen dołączyła do mnie.
Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie...




-----------

Cześć :3
Z góry przepraszamy za sporą przerwę w pisaniu, ale typowy brak weny nas napadł ;c 
Mamy nadzieję, że rozdział się spodobał. :)
Czytasz = komentujesz
Pat & Nika

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 4

*Perspektywa Jennifer*

- Panno Jefferson i Staford prosimy na scenę. - powiedział operator
Spojrzałam na Caroline i zauważyłam jak nerwowo przygryza wargę. Podeszłam do niej.
- Ej, nie denerwuj się - poklepałam ją po ramieniu
- Co jeśli pomylę chwyty? Co jak sfałszuję?! Nie ja tam nie wyjdę! Nie pokażę się! Tam jest za dużo sław - mówiła
- Spokojnie, jesteś mistrzynią w tym co robisz. Tylko w siebie uwierz - powiedziałam, jednocześnie wkładając do uszu moje czerwone słuchawki.
- Ty w ogóle nie masz stresa, więc łatwo ci mówić - stwierdziła
- Bo ja jestem pewna siebie - odpowiedziałam
- I właśnie masz wielkie szczęście - uśmiechnęła się nerwowo, założyła swoje fioletowe słuchawki i wzięła mikrofon w jedną dłoń, a w drugą chwyciła gitarę
Wyszłyśmy na scenę

*Perspektywa Caroline*

Byłam tak potwornie zestresowana, że to była poezja. Jak ja miałam się nie denerwować? Przecież tam są same gwiazdy rangi światowej! Byłyśmy w sumie gotowe do występu. Ręce zaczęły mi się trząść.
- Caro spokojnie. Wszystko pójdzie jak zawsze. Czyli dobrze. - uśmiechnęła się.
Przełknęłam ślinę. Gdy nas zapowiedziano usłyszałyśmy oklaski.
Przełożyłam pas od gitary przez ramię, Jen usiadła przy perkusji, i reszta naszego zespołu też była gotowa. Uśmiechnęłam się do widowni. Spojrzałam na Jen i dałam znak, że już możemy zaczynać.
Kapodaster był na trzecim progu. Zaczęłam grać palcami wstęp na gitarze. Od chwytu G, przez D i e do C.
- There's something I'd like to know/ but I'm afraid of it/ you have made me so insecure/ and I always show it/ feelings are so mixed in my head/ I'd like to know what I feel instead/ I've always been so different to this world/ but the greatest thing is that... - i wtedy piosenka nabrała całościowego kształtu.
Basista, drugi gitarzysta, moja przyjaciółka. Wszyscy spisali się na medal. Moja trema jak zwykle odpłynęła w siną dal i dałam z siebie wszystko.
Na końcu dostałyśmy owacje na stojąco. Ładnie się ukłoniłyśmy i zeszłyśmy ze sceny.
- O mój Boże! - pisnęłam.
- Mówiłam, że będzie wszystko okej! - szturchnęła mnie Jen.
- To było niesamowite! - podeszła do nas nasza mentorka z X-Factor, Nicole.
- Nicole! - pisnęłam i się mocno przytuliłyśmy.
- Wyglądacie przepięknie!
- Ty też, ale to już norma. - odrzekła Jennifer.
- Jak nagrywanie płyty Wam idzie?
- To był właśnie jeden z kawałków, który się na niej znajdzie. - powiedziałam.
- No, no, no jestem pod wrażeniem. Dobrze, ja lecę, bo mój chłopak na mnie czeka. - uśmiechnęła się i odeszła.
Odłożyłam gitarę, mikrofon i słuchawki, po czym poszłyśmy z powrotem na salę. Wszyscy co znajdowali się blisko nas, gratulowali świetnego występu. Tylko się uśmiechałam i dziękowałam. Z resztą Jen tak samo.
Zauważyłyśmy, że The Wanted szło w naszą stronę. Z tego powodu na mojej twarzy automatycznie pojawił się szeroki uśmiech.
- To. Było. Nie-sa-mo-wi-te! - powiedział na głos Max.
- Czysta zajebistość! - dodał Jay.
- Dzięki. - odpowiedziała Jen.
Mi znowu odebrało mowę.
- Ej, Carola, co ty taka małomówna? - spytał Tom, popijając drinka
- Ona jest strasznie nieśmiała - odpowiedziała za mnie Jennifer
- Dzięki - szepnęłam sarkastycznie i szturchnęłam ją w ramię
Ona tylko wzruszyła ramionami i się uśmiechnęła, po czym wciągnęła się w rozmowę z Jayem oraz Nathanem. Ja natomiast zajęłam się rozmową z Maxem i Tomem.
Na początku było mi dość ciężko rozmawiać z nimi, ale po niespełna pięciu minutach było już wszystko okej i dogadywałam się z nimi bez praktycznie żadnego problemu.
- Usiądziecie z nami? Bo chyba nie będziemy stać jak te kołki. - zaproponował Siva.
- No właśnie. W sumie lekki przypał.- dodał Tom.
- No spoko. - odpowiedziałam.
Poszliśmy do dużego stołu. Było akurat na 8 osób. Siedziała przy nim Nareesha.
- Poznajcie Nareeshe.
-Cześć. - podałyśmy sobie ręce.
- Miło nam poznać.
- Mi też. - była bardzo miła.
Usiedliśmy na swoich miejscach. Siedziałam z Jen i Maxem po jednej stronie, naprzeciwko nas siedzieli Tom, Siva i Nareesha, a po bokach Nathan i Jay. Zaraz podszedł kelner.
- Coś państwu podać? - zapytał.
- Poproszę Martini razy osiem.- zamówił Max.
- Siedem. - poprawiłam.
- Jak to siedem? - zapytał zszokowany Jay.
- Ja nie piję. Jedynie szampana wypiłam. Nawet tego nie, bo był niedobry. - odpowiedziałam szybko.
- No to siedem razy Martini. - powtórzył Tom.
- To wtedy dla pani abstynentki polecałbym mrożoną herbatę z marakują.
- Poproszę. - odpowiedziałam łagodnie.
Jen na mnie dziwnie patrzała.
- Caro mogę cię na słowo? - zapytała. - Na osobności. - dodała i pociągnęła mnie za rękę na balkon.
- Nie wiem, czy wiesz, ale mnie to bolało. - syknęłam i złapałam się za nadgarstek.
- Na głowę upadłaś? Tak fajnie się dogadywaliśmy, a gdy doszło co do czego, to nawet szampana się nie napijesz.
- Jen znasz mnie dobrze i wiesz, że ja nie piję.
- Nawet dla naszego ulubionego zespołu? No Caro proszę.
- Nie ma mowy. Nie będę zmieniała swoich postanowień nawet dla ulubionego zespołu! Nie ma mowy. Nie piję i nie zamierzam! - odpowiedziałam stanowczo.
- Caro no weź.- ponowiła prośby błagalnym tonem.
- Nie ma mowy. Mam swój rozum. Mimo że mam te zakichane 18 lat. Jasne? - zapytałam i poszłam z powrotem z uśmiechem na twarzy do chłopaków i Nareeshy.
- Wszystko okej? - zapytał Nathan.
- Tak jak najbardziej. Czemu miałoby być coś nie tak?
- A nie wiem. Wyglądało to tak jakbyście się kłóciły.
- O czym mowa? - zapytała Jen.
- Pokłóciłyście się? - zapytała Naree.
- Nie. Niby o co? 
- Bo Caro nie pije? - zgadywał Jay.
- Coś w tym złego, że nie ciągnie mnie do tego?
- Nie. To nawet dobrze, bo ma ktoś nas holować do domu. - zaśmiał się Max.
- Tak i co jeszcze? Na pewno Caro da radę wziąć wasze ciężkie zady i holować do domu.- zaśmiał się Tom.
- Nathana może bym dała radę, ale gorzej z resztą. - odpowiedziałam śmiejąc się.
- No to dawajcie, ile ważycie. - odezwał się Siva.
Spojrzeliśmy na niego zdziwieni. Naree miała minę bezcenną.
- No co? Muszę wiedzieć, czy w razie co dadzą radę nas holować.- wyszczerzył rządek białych zębów.
- No to Caro? Ile ważysz? - zapytał Jay.
- 51,5 kilograma. - odpowiedziałam.
- A Jen? - zapytał Tom.
- 60 kilogramów.- odpowiedziałyśmy równo.
Nie obyło się oczywiście bez dziwnego spojrzenia pozostałej szóstki.
- Kelner chyba o nas zapomniał. - zmieniła temat Jen.
- Jednak nie! Idzie! - ucieszył się Jay.
Dostaliśmy to co chcieliśmy i powoli popijaliśmy. Chłopcy, Naree i Jen drinki, a ja mrożoną herbatę. Jen patrzała na mnie, bo po prostu to wyglądało dosyć dziwnie, że wszyscy piją alko, a ja herbatę.
Niedługo po tym nogi od obcasów mnie tak bolały... Zemsta normalnie. O godzinie 23:20 nie mogłam praktycznie chodzić, a jeszcze Max i Siva wpadli na super zajebisty pomysł, żeby iść gdzieś na spacer albo coś.
Na samym początku czyli przy The O2 Arena odpadłam.
- Co jest Caro? - zapytała mulatka.
- Ja odpadam. Nogi mnie tak cholernie bolą, że to jest poezja po prostu! - stęknęłam i usiadłam na krawężniku.
- Zdejmij buty. - odpowiedziała.
- I co? Będę na boso chodziła?
- Nie. - odpowiedział Tom.
Zaraz poczułam jak ktoś mnie bierze na barana.
- Aaaa! - pisnęłam, a reszta wpadła w śmiech.
Siedziałam w sumie na jego barkach. Buty i torebkę wzięli Siva i Nareesha, a TomTom mnie asekurował poprzez trzymanie mnie za łydki...


--------
przepraszamy za małą przerwę, ale brak weny nas dopadł.
na szczęście rozdział już jest :3
czytasz=komentujesz :)
dla nas to wielka motywacja! :]
Pat&Nika

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 3

  Podczas jazdy limuzyną, ja i moja przyjaciółka spędziłyśmy czas na Twitterze. Wstawiałyśmy zdjęcia, odpowiadałyśmy na wiadomości od fanów i dałyśmy follow parunastu osobom. Gdy byłyśmy coraz bliżej, czułam motyle w brzuchu z tego wszystkiego.
W końcu po dwudziestu minutach jazdy, limuzyna się zatrzymała. Drzwi otworzył szofer. Wyszłyśmy z pojazdu prosto na czerwony dywan. Automatycznie rozbłysły się przy nas blaski fleszy od aparatów paparazzi.
- Caroline! Jen! Obróćcie się do nas! - wołali.
- Super! Głowa trochę na bok! - w końcu trochę zaczęłam się gubić, ale nie dałam poznać tego po sobie i kontynuowałam pozowanie razem z przyjaciółką.
Potem zrobiłyśmy sobie spacer po czerwonym dywanie i przy samym wejściu złapała nas reporterka.
- Mogłabym z Wami zamienić dosłownie parę słów? - zapytała po za kamerą kobieta.
- Oczywiście. - odpowiedziałam grzecznie.
Po chwili kamerzysta zaczął nagrywać wywiad.
- Stoję teraz z gwiazdami muzyki pop. Caroline Jefferson i Jen Staford. Dziewczyny, X-Factor to była Wasza droga do sławy. Co teraz zamierzacie?
- No cóż. Z pewnością nie zamierzamy spocząć na laurach. - oznajmiła Jen.
- W tej chwili pracujemy nad naszą płytą, występujemy na dużej scenie bardzo regularnie.
- To wspaniale, a jakie plany zawodowe macie na dzisiaj? - zapytała reporterka.
- Dzisiaj przede wszystkim liczy się uczynność, pomoc i zaangażowanie. Tu nie chodzi o wielkie gwiazdy, ale o potrzebujących, dla których ten bankiet został zorganizowany.
- Chociaż plan pewien jest. - dodała szybko Jen.
- A co planujecie?
- Chcemy przedstawić naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty.
- To wspaniale! Z pewnością Wasi fani ucieszą się na taką gratkę.
- Mamy nadzieję. - odpowiedziałam.
- Dzięki dziewczyny bardzo za poświęcony czas.
- My też dziękujemy. - odrzekła przyjaciółka i weszłyśmy do środka.
W środku panował przepych. Wszystko wyglądało bardzo wykwintnie. Kremowy wystrój dawał ten specyficzny nastrój, że tylko elita tutaj może być. Zadbano o każdy szczegół.
Mało tego. Kiedy weszłyśmy do środka, wzrok każdego powędrował na nas. Zbierało się coraz więcej ludzi. Każdy wyglądał zjawiskowo tego wieczoru. Mężczyźni byli ubrani w idealnie dopasowane garnitury, a kobiety w kreacje, które idealnie podkreślały figury. Czułam się nieco niezręcznie, gdy nie jedne dziewczyny sławnych chłopaków czy mężczyzn patrzały na nas ze zniewagą i coś sobie szeptały do ucha.
- Nie przejmuj się. To są zwykłe łajzy, które niczego nie osiągnęły, po za zaciągnięciem gwiazdy do łóżka. - poklepała mnie po ramieniu Jen.
- Odważna opinia. - ktoś się odezwał.
Obie odwróciłyśmy się, a tam stał James Arthur! Szczęka mi opadła do samej podłogi. Język w buzi stanął mi dosłownie kołkiem i nie mogłam się odezwać.
- Jestem James.
- Wiemy. - odpowiedziałam totalnie ucieszona. - Jestem Caroline, a to Jen.
- Miło mi. - podaliśmy sobie ręce. - Jak się czujecie, jako super zwyciężczyni?
- Całkiem spoko. To było dosyć niespodziewane.
- Iść na casting z czymś własnym, zrobionym tylko dla żartów. Trzeba mieć odwagę na coś takiego. Jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że piosenka była na serio dobra.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Może byłybyście zainteresowane nagraniem ze mną piosenki?
- Zwycięzcy z 9 i 10 edycji. Brzmi na całkiem dobrze. - dodała z entuzjazmem Jen.
- Co ty na to, Caroline?
- Ja... - chłopak spojrzał na mnie coś dziwnie.
- Caroline jest dość nieśmiała, ale jest na tak z pewnością. - wyratowała mnie przyjaciółka.
- Zdążysz nabrać pewności siebie nie bój się.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się.
Każde z nas poszło w swoją stronę. Usiadłam sobie wygodnie przy stoliku, który miał pomieścić jeszcze 3 osoby. Napiłam się wody i powędrowałam do łazienki. Zrobiłam tam ewentualne poprawki i wróciłam na salę. Kelner podał mi kieliszek szampana , który oczywiście wzięłam. Był wyjątkowo niedobry.
- Tu jesteś. Wszędzie Cię szukam. - wyskoczyła mi zza pleców Jen.
- Tak się składa, że ja Ciebie też. - zaśmiałam się.
- Jak tam? Wypatrzyłaś jakąś sławę?
- Ha ha. Nie. - odpowiedziałam.
- To obie mamy świetną okazję, by to zrobić. Spójrz. - pokazała delikatnie palcem.
Spojrzałam w bok.
- O mój słodki Boże! The Wanted! - pisnęłam cicho. - Przecież my śpiewałyśmy ich Heart Vacancy w siódmym tygodniu X-Factora! - dodałam cała rozradowana.
- Tak zgadza się. - uśmiechnęła się Jen.
Szybko odwróciłyśmy się w inną stronę. Poczułam jak mnie buty zaczynają powoli obcierać.
- Jen możemy iść do łazienki?
- Ta spoko. - oznajmiła i szybko weszłyśmy do pomieszczenia. - Co ci?
- Buty mnie obcierają. - syknęłam.
Zdjęłam swoje czarne szpilki i obejrzałam pięty.
- Ciekawie się zaczyna, co? - zapytała Jen.
- Cicho bądź. - zaśmiałam się. - Masz te żelowe plastry?
- Mam, mam. Przypuszczałam, że to się stanie, ale nie tak szybko. - podała mi dwa żelowe plastry i spokojnie sobie je nakleiłam na pięty.
Założyłam z powrotem buty i poszłyśmy na salę. Ledwo wyszłyśmy, ktoś wtedy na mnie wpadł i wylał drinka na moją sukienkę!
- No to są chyba jakieś jaja. - powiedziałam już zdenerwowana na głos.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię. - usłyszałam męski głos.
Na szczęście wylał się na czarną część sukienki. Dostałam od przyjaciółki paczkę chusteczek i delikatnie to wytarłam. A ten szybko się zmył.
- No tak. Zmaluje coś, a potem szybko daje dyla, gdzie pieprz rośnie. - szepnęłam poirytowana faktem, że jednak facet zniszczył mi sukienkę.
- Może niekoniecznie. - szturchnęła mnie Jennifer, żebym spojrzała przed siebie.
Tak też zrobiłam. Ujrzałam Tom'a Parker'a idącego w moim kierunku z chusteczkami. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Tom Parker. 1/5 The Wanted. Zespołu, który uwielbiam. Spojrzałam szybko na Jen zaskoczona i zdezorientowana, a ona tylko z uśmiechem potaknęła.
- Proszę masz chusteczki. Jeszcze raz sorry, że tak wyszło. - podrapał się po głowie.
- Nie... Spoko. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Przy okazji w X-Factor dałyście do pieca.
- W dobrym czy złym stopniu? - zapytała Jen.
- W dobrym. Może przysiądziecie się do nas? -  zapytał z uśmiechem na twarzy.
Zaraz do tej konwersacji dołączyły 3/5 One Direction.
- Caroline Jefferson i Jen Staford. Kolejne złote gwiazdy! - powiedział uradowany Louis.
Stałam jak zamurowana.
- O! Nie zauważyliśmy, że rozmawiacie z kimś. - oznajmił kpiąco Zayn.
I się zaczyna, pomyślałam.
- Tak do cholery, rozmawiałyśmy z Tomem i nie udawaj zaskoczonego. - warknęła Jen.
Obie po tym wyszłyśmy sobie na balkon odetchnąć świeżym powietrzem.
- Co za debile.  -westchnęłam.
- Wiesz, jak mnie teraz ręka świerzbi?
- Polecałabym lewy profil Zayna. - odpowiedziałam i oparłam się o balustradę.
- Bynajmniej znamy już osobiście 1/5 The Wanted. - uśmiechnęła się do siebie Jen.
- W sumie jakiś plus musi być. - oznajmiłam.
Zrobiło się dość chłodno na zewnątrz. Los tak chciał, że przysłał tym razem całe The Wanted do nas! Byłam tym absolutnie wniebowzięta.
- Możemy dokończyć, po tym, jak nam niemiło dość przerwano. - oznajmił inteligentnie brunet.
- No to tak. Ja jestem Nathan, To jest, Max, Jay i Siva, a Toma już zdążyłyście poznać.
- Was też. - szepnęłam.
- Caroline i ja jesteśmy Waszymi fankami. - wtrąciła Jen.
- I bardzo się z tego cieszymy! - dodał entuzjastycznie Baby Nath.
Zaraz podszedł do nas fotograf i zrobił grupowe zdjęcie. Spędziłyśmy chwilę czasu na rozmowie z The Wanted, ale Tom mnie bardzo onieśmielał. Nawet nie potrafiłam spojrzeć na niego. Za to Jen śmiała się i dogadywała z każdym z zespołu. Czuła się jak ryba w wodzie.
- Panno Jefferson i Staford prosimy na scenę. - powiedział operator...




-----
 I wyczekiwany bankiecik już się pojawił!
Mamy nadzieję, że rozdział się podoba :*
Buziaczki :*
Pat & Nika

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 2

  Dzisiaj wielki dzień. Okropnie byłam zestresowana tym wszystkim. Co jeśli do cholery zaliczę jakąś wpadkę?! Co jeśli wszystkie brukowce będą się o tym rozpisywać?! Chyba tego nie przeżyję.
- Caro!- usłyszałam wołanie Jen.
- Co jest?
- Chodź szybko! - zaraz się znalazłam koło niej w salonie.
- Co się stało? - zapytałam  zaciekawiona i spojrzałam na telewizor.
- Dzisiaj odbędzie się wielki bankiet dobroczynny dla dzieci głodujących w Afryce. - usłyszałam monolog prezenterki w telewizji. - Zaproszenia przyjęło bardzo dużo gwiazd rangi światowej takie jak The Wanted, One Direction, Jessie J czy Caroline Jefferson i Jen Staford - świeżo upieczone gwiazdy z X-Factora. Jesteśmy bardzo zaciekawieni tym, co się tam wydarzy. Nasz biegły będzie obecny na tak wielkim wydarzeniu, będzie nam relacjonował to wszystko. Będzie można będzie oglądać to na E! od godziny 19:00. Do zobaczenia. - szybko wyłączyłam telewizor.
- Mówią o nas! Były nasze zdjęcia! - podskoczyła ze szczęścia przyjaciółka.
Mimo wszystko z tego powodu ja też się cieszyłam.
- Osz ty w mordę zielona pietruszko tam będzie The Wanted! - odpowiedziałam zupełnie nie na temat.
- Ano będzie, będzie! Wiesz co to znaczy?
- Że jak spieprzymy występ, to się przed nimi ośmieszymy? - zrobiłam duże oczy.
-Co? - zapytała zaskoczona
- Co? - szybko się wymigałam.
- To znaczy Caro, że dzisiaj poznamy super zarąbiste ciacha. Plus! Będziemy miały z nimi zdjęcia i nie tylko z nimi, ale ze światowymi sławami, które tam będą oraz jest niezła okazja do tego, by pokazać naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty, nie? - podniosła dwa razy brwi.
- No tak. - odpowiedziałam.
- To czas się szykować, panno Jefferson, bo limuzyna przyjeżdża o 18:30. No już! Idziemy! - pogoniła mnie do pokoju.
Tam panował niezły bałagan. Bynajmniej u mnie. W mojej twierdz był porządek, jak się tu wprowadzałyśmy. To był ostatni raz.
Trzeba było się w końcu przygotować do wielkiego wydarzenia. Powędrowałam do swojej kremowej łazienki i wzięłam prysznic. Po tym ułożyłam sama włosy w koka.

 
Potem zabrałam się za makijaż. Najpierw nałożyłam matujący podkład, a potem zaczęłam malować oczy. Zrobiłam eyelinerem nad górnymi powiekami delikatne, czarne kreski. Dodałam jeszcze cienie do powiek, a rzęsy wydłużyłam tuszem do rzęs.

Z ostatecznego efektu byłam bardzo zadowolona. Jeszcze zrobiłam ostateczne poprawki przed lustrem.
- I jak? Gotowa?- weszła przyjaciółka do pokoju.
- Chciałam do Ciebie iść! - zaśmiałam się. - O mój Boże wyglądasz niesamowicie!- naprawdę wyglądała powalając.
Jej włosy, makijaż... Wszystko do siebie idealnie pasowało.

 
- Ale ty też wyglądasz nieziemsko! Obróć się. - poleciła.
Zrobiłam to bez gadania. Miałam cały czas uśmiech na twarzy. Cieszyłam się z faktu, że zaprosili nas na tak ważną imprezę.
- No, no, no. Caro zmieciesz ich z czerwonego dywanu. Tyle powiem. - zaśmiała się.
- Nie Kochana. My zmieciemy ich z czerwonego dywanu. - oznajmiłam z cwaniackim uśmiechem.
- Takie myślenie u Ciebie lubię.
- To często się nie zdarza. - zaśmiałam się.
- Może nie często, ale jak już coś powiesz, to do rzeczy, a nie od rzeczy.
- Heh wiem to. - oznajmiłam.
Usłyszałam zaraz śmiech przyjaciółki. A zaraz za nim dzwonek mojego telefonu. Szybko sięgnęłam do mojej białej kopertówki po wibrującą rzecz i spojrzałam na ekran.
- Ej Jen ja tego numeru nie znam.
- Pokaż...- spojrzała na mój telefon. - Ja też nie znam.
- Nie odbieram.
- Odbierz. Może to coś ważnego.
- Ale ja nie znam tego numeru! - oznajmiłam stanowczo.
- Caroline...
- Dobra. - westchnęłam i przejechałam palcem po ekranie. - Halo?
- Weź na głośny! - poleciła Jen.
Zrobiłam to bez wahania, ale była cisza.
- Halo? - zapytałam po raz kolejny.
Nic. Cisza. Spojrzałam na Jennifer. Rozłączyłam się.
- Co to do cholery miało być? - zapytała zdziwiona.
- Mnie nie pytaj. - odpowiedziałam.
Patrzałyśmy się na siebie jak wryte. Nagle zatrąbiła limuzyna, na co aż podskoczyłam ze strachu.
- Jeszcze trochę i na zawał mi tu zejdziesz. - zaśmiała się nerwowo.
- Jeszcze trochę i faktycznie tak skończę. - odpowiedziałam.
- Dobra nie przejmujmy się tym. Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Idziemy. - potaknęłam i ruszyłyśmy ku wyjściu.
Szofer otworzył nam drzwi do czarnego pojazdu, żebyśmy mogły spokojnie się usadowić i ruszyć na wielkie przedsięwzięcie.


-----
2 rozdział zawitał :D
Mamy nadzieję, że Wam się spodobał!
Czytasz = skomentuj
Dla nas to mega wielka motywka :3
Buziaczki :*
Pati & Nika

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 1

Obudził mnie radosny pisk Jen. Podniosłam się z miękkiej, jasnozielonej pościeli i powoli zeszłam po schodach. Dziewczyna siedziała w kuchni, a w ręku trzymała jakąś białą kartkę. Podeszłam do niej.
- Co tam masz? - spytałam
- Właśnie przysłali nam zaproszenie na bankiet charytatywny dla vip'ów! - krzyknęła entuzjastycznie
- O jacie! A kiedy? - pisnęłam
- No za trzy dni - uśmiechnęła się promiennie
- Ale czekaj, czekaj! Nie mamy się w co ubrać! - powiedziałam już bardziej opanowana
- Racja, może wybierzemy się na jakieś zakupy? - spytała
- Trzy razy tak Kochana - stwierdziłam i poklepałam ją po ramieniu
- Oki, to może ja zrobię jakieś śniadanie, a ty się troszkę ogarnij - wskazała na mnie ręką
Skinęłam głową i wróciłam do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam taki oto zestaw

i poszłam do łazienki. Tam ubrałam się, uczesałam włosy w luźnego koka, oraz wykonałam lekki make up. Zwarta i gotowa zeszłam na dół, gdzie już czekała Jennifer. Zabrałyśmy z komody swoje torebki, po czym wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy do naszego białego Porsche (ja za kierownicą) i pojechałyśmy do centrum handlowego. Zaparkowałam auto na parkingu i razem z moją przyjaciółką poszłyśmy do wielkiego budynku.
Gdy tylko przekroczyłyśmy jego próg rzuciłyśmy się w wir zakupów.
Pierwszym sklepem do którego wpadłyśmy był New Yorker.
- Co na bankiet? - spytała moja towarzyszka
- Chyba najlepsza będzie jakaś kiecka - odpowiedziałam i podeszłam do jednego z wieszaków
W oczy rzuciła mi się taka oto kiecka


Jennifer jeszcze krążyła między półkami, a ja poszłam do przymierzalni. Po chwili stałam przed lustrem w małym korytarzu.
Tak, ta sukienka leżała idealnie. Nagle zauważyłam grupkę dziewczyn szepczących między sobą i idących w moją stronę.
- Dzień dobry - powiedziały równo i uśmiechnęły się
- Hej dziewczyny - odwzajemniła gest
- Wygląda pani pięknie w tej sukience - powiedziała jedna z nich
Wyglądała może na czternaście, piętnaście lat
- Dziękuję, ale nie mówcie mi per pani tylko po prostu Caroline 
- Możemy prosić o autograf? - spytały
- Jasne - odpowiedziałam i wyjęłam z torebki długopis
Podpisałam się dziewczynom na kartkach, zrobiłyśmy sobie zdjęcia, pogadałyśmy, po czym pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy w swoje strony.
Przebrałam się z powrotem w swoje ubrania, wzięłam sukienkę i zaczęłam szukać mojej przyjaciółki. Po chwili znalazłam ją przy kasie.
- No wiesz co, nie zaczekałaś na mnie? - zaśmiałam się
- Oj tam, oj tam - machnęła ręką i podała sprzedawczyni kartę
Gdy ja też zapłaciłam wyszłyśmy ze sklepu
- To przydałyby się teraz jakieś buty - powiedziałam
- O, tam jest DeeZee - wskazała
Poszłyśmy do niego. W krótkim czasie wypatrzyłam takie oto platformy. Przymierzyłam je i muszę przyznać, że leżały idealnie
- Wow, śliczne! - pisnęła Jen
- Brać? - spytałam
- Jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - odparła
Uśmiechnęłam się szeroko i podałam buty sprzedawczyni.
- Ej, Caro, mogą być? - spytała pokazując swoje buty od Christiana Louboutina  
- Wyglądają mega - odpowiedziałam z radością
- No to kupuję - pokazała rządek białych ząbków
Zadowolone wyszłyśmy ze sklepu. Wpadłyśmy jeszcze po jakąś biżuterię, po czym udałyśmy się do restauracji. Zamówiłyśmy chińszczyznę na wynos. Przy wyjściu zaczepiły nas dwie bardzo miłe fanki. Zrobiłyśmy sobie z nimi zdjęcia, rozdałyśmy autografy i zamieniłyśmy parę słów. Wyszłyśmy na parking, po czym wsiadłyśmy do auta.
Droga powrotna zajęła nam niecałe 20 minut. Zaparkowałam samochód na podjeździe i wypakowałam wszystkie zakupy. Wręczyłam Jen jej część i poszłyśmy do domu
- No to pokazuj co kupiłaś - powiedziałam
- Dobra, ty też - odpowiedziała i poszła do swojego pokoju
Ja postąpiłam tak samo. Po około 10 minutach obie przebrane wyszłyśmy się sobie pokazać.
- Wyglądasz genialnie! - powiedziałyśmy równo i się zaśmiałyśmy
- No to jesteśmy gotowe na ten bankiet - stwierdziłam
- Oj tak - zawtórowała mi
- To ja pójdę się przebrać - wskazałam na górę
- Spoko, ja też, a później zjemy, ok? - bardziej stwierdziła niż spytał.
- Spoko, spoko. - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju się przebrać.
Po niecałych dziesięciu minutach zeszłam z powrotem do przyjaciółki i zaczęłyśmy spożywanie naszych porcji chińszczyzny. Zawartości kartoników zniknęły w bardzo szybkim tempie.
- To co młoda? Ogarniamy jakiś film?
- A jaki masz na myśli?
- Nie wiem. Horror? Komedia? Romansidło? - zaczęła wymieniać gatunki filmowe.
-Szybcy i Wściekli: Tokio Drift . - oznajmiłam szybko.
- A nie lepiej piątkę?
- W sumie też źle by nie było. - przyznałam dziewczynie rację.
- No to Szybcy i Wściekli 5. - ucieszyła się.
Zaraz przyszykowałyśmy sobie miejsca na kanapie i popcorn i rozpoczęłyśmy seans. W sumie oglądałyśmy ten film dziesiątki razy. W kinie, w domu, w domu jurorów, u znajomych i tak dalej.
Co lepsze zaczęło nam się nudzić i zrobiłyśmy wojnę na poduszki. Jen okładała mnie z całych sił. Zupełnie jak ja, ale fakt, że byłam słabsza wszystko tłumaczył. Po godzinie w wieeelkim bałaganie, zupełnie wyczerpane zasnęłyśmy na kanapie...

____________________

Witamy ;3
Jak widać rozdział 1 już zawitał :)
Zapraszamy do komentowania c:
Patka & Nika

czwartek, 4 lipca 2013

Prolog

    - A 10 edycję X-Factor wygrywają... Caroline Jefferson i Jen Staford! - powiedział głośno prowadzący.
        To był punkt kulminacyjny w moim życiu. Z resztą nie tylko moim, ale i Jen. Jedna stworzona piosenka dla zabawy i taki piękny, zaskakujący finish. A euforia po nim to był dopiero początek...


                                                                    *

     Minęło parę tygodni od całego wydarzenia. Jesteśmy teraz świeżo upieczonymi gwiazdami muzyki. To wszystko działo się niesamowicie szybko. Nie chodzi o szybki wzrost obserwatorów na Twitterze, ale o wszystko, o to całe zainteresowanie naszymi osobami. Całe te rozdawanie autografów, pozowanie z fanami... To było coś niesamowitego.
    Osobiście gdy mogłam, to skakałam z radości, że udało nam się osiągnąć coś tak wielkiego. Połączone pasje sprawiły, że jesteśmy tu, a nie na początku tego wszystkiego.
    Niemniej jednak nadal miałam ogromny stres przed jakimkolwiek występem na żywo. Nie ważne było jaka duża publiczność była, zawsze mi się ręce trzęsły, czasami byłam bliska wymiotów, a nawet omdleń. To była czysta masakra, ale po jednej zaśpiewanej piosence wszystko ustępowało i uwalniałam z siebie całą energię.
     Jen była zupełnym moim przeciwieństwem. Ona się niczego nie bała. Była taka odważna, czego jej czasem zazdrościłam, a czasami się jej bałam. Jednak wiedziałam, że mogę jej zaufać w każdej sytuacji, bo jest dla mnie jak siostra i wiem, że jakkolwiek by nie było, zawsze wyjdziemy z tego obronną ręką.


-----
No to prolog za nami!
Mamy nadzieję, że się Wam spodobał ♥
Zachęcamy do komentowania
Patka & Nika

środa, 3 lipca 2013

Bohaterowie


                                                                                                       Caroline Jefferson - ma 18 lat. Jest z Gloucester. Śpiewa i gra na gitarze. Ona i Jen są przyjaciółkami od paru lat. Spotkały się w londyńskiej szkole muzycznej. Od tamtej pory są nierozłączne. Pewnego dnia postanowiły dla żartów stworzyć coś własnego i poszły z tym do X-Factor, który okazał się być ich drogą do sławy. Wygrały i są świeżo upieczonymi osobami w show-biznesie. Przed występami potwornie się stresuje.











Jennifer Staford - ma 19 lat. Pochodzi z Londynu. Jej pasją jest gra na perkusji, szkicowanie i fotografowanie. Caroline jest dla niej jak siostra. Jej marzeniem zawsze było występowanie przed dużą publiką, ale nigdy nie wierzyła, że może się to spełnić. Gdy zaczyna grać zapomina o Bożym świecie.


The Wanted (od lewej) - Nathan Sykes 20 l. Max George 25 l. Tom Parker 25 l. Jay McGuiness 23 l. Siva Kaneswaran 25 l.



Nareesha McCaffrey - 24 l. Ukochana dziewczyna Sivy. Projektuje buty.

-----
Witamy :) Bohaterowie są :D
A prolog pojawi się już niedługo!
Nika & Pati 

Powitanie :)

Hejka Wszystkim! Chciałyśmy Was powitać na blogu którego będziemy razem prowadzić :D

Nika_TW - Lubię pisać opowiadania różnego rodzaju, słucham TW, Rihanny, Midnight Red, One Republik i wszystkiego co popadnie :) 

Prowadzę (oprócz tego) jeszcze trzy blogi :
Girl Let Me Love You ♥
I Found You ♥
We Found Love In A Hopeless Place

Siema Wszystkim! 
Patrycja Graczyk - piszę opowiadania różnego rodzaju. Mogą być ze sportowcami, muzykami itp.  Słucham TW, Linkin Park, James'a Arthur'a, Grubsona, Eminema i Green Day.
Podobnie jak koleżanka wyżej prowadzę jeszcze  bloga
 And you call yourself honest?
Three words: I love you.



Mamy nadzieję, że Nasza twórczość przypadnie Wam do gustu :*