Z The Wanted zacieśniłyśmy naszą znajomość. Podczas ostatnich dni nasza grupa była niemalże nierozłączna. Zauważyłam nawet, że Jennifer i Nathan mieli się ku sobie, co było do przewidzenia od samego początku. Ja? Pozostałam forever alone, czyli nic się nie zmieniło.
- Nie uśmiecha mi się to i dobrze o tym wiesz. - westchnęłam, kiedy powoli wychodziłyśmy z domu, bo praca nagliła.
- Mi też nie, ale spójrz na to z tej strony. Więcej spotkań z The Wanted! - próbowała pocieszyć mnie przyjaciółka.
- Z Nathanem też. - mruknęłam pod nosem, na tyle cicho, że tego nie usłyszała.
Pierwszy dzień po urlopie zawsze był ciężki, ale to to już było przegięcie. Do Jennifer nikt się nie przyczepił, ale do mnie za wszystkie czasy. Ciągle słyszałam "Skup się Caroline" albo "Jeszcze raz, nie ten chwyt", "Za nisko", "Za wysoko", "Za głośno", "Za cicho". Już powoli nie wyrabiałam. Braun dzisiaj naprawdę chciał mnie wkurzyć, co mu się udawało.
W końcu cisnęłam słuchawkami o podłogę i wyszłam z kabiny nagraniowej.
- Ej jeszcze nie skończyliśmy! - zawołał Scooter.
- Ale ja skończyłam! - warknęłam i wyszłam.
Miałam na dzisiaj go dość. Na korytarzu wyminęłam się z Tomem.
- Ej Caro co się dzieje? - spytał.
- Ten pieprzony pajac Braun mnie doprowadza do szału! - wybuchłam. - Jeśli tak to ma wyglądać, to ja pierdole cały ten biznes. - dokończyłam i opuściłam budynek.
Zaraz do mnie Jennifer zaczęła wydzwaniać. Odrzucałam każde jej połączenie, tym bardziej naszego " kochanego" managera. Jego miałam w szczególności dość.
*- Caroline co ty do cholery wyrabiasz?! - wpadła Jen.
Zastała mnie siedzącą na kanapie, w dresach, z popcornem i nogami na stoliku do kawy.
- Co ja wyrabiam? Może co ten parszywiec wyrabia? - zapytałam.
- Myślę, że jesteś do niego za bardzo uprzedzona. - westchnęła i podeszła o dwa kroki bliżej.
- Ja?! - zerwałam się i stanęłam na przeciwko niej. - ja?! Czy ty jesteś ślepa, głucha, głupia, czy na tyle tępa, żeby zauważyć, że każe nam nagrywać jakąś plastikową sieczkę, a nie nasze numery?! Nie obchodzi go nasza nadchodząca płyta, tylko to, ile za nas dostanie! - wydarłam się. - Jak możesz tego nie widzieć?
Dziewczyna patrzyła na mnie beznamiętnie. Westchnęła cicho i poszła do siebie do pokoju.
- Jeśli dalej tak się będziesz zachowywała, to pójdziesz na dno, a wszystko czego się dorobiłyśmy pociągniesz za sobą. - rzuciła po drodze.
- Wolę iść na dno, niż patrzeć na krzywą twarz i słuchać wyssanych z palca do mnie sapów! - odpowiedziałam.
Opowiedziało mi trzaśnięcie drzwiami. Super, jeszcze z Jen się pożarłam. Po prostu lepszego dnia nie mogłam sobie wymarzyć.
Wyszłam na spacer. Nie wzięłam telefonu, bo stwierdziłam, że nie chce mi się słuchać kolejnych dyrdymałów na mój temat. To był koszmar. A przy tym zero wsparcia. Coraz bardziej brałam pod uwagę zakończenie tej zabawy z muzykę, albo rozpoczęcie solowej kariery.
To było ciężkie. Mimo że początki, ale aż tak ciężkiego startu z nowym managerem się nie spodziewałam. To przewyższało wszystko.
- Caroline! - usłyszałam wołanie.
Obróciłam się nieco zdezorientowana. Ujrzałam biegnącego w moją stronę Maxa.
- Hej. - mruknęłam.
- Słyszałem o dzisiejszym incydencie w studiu.
- Widzę, że poczta pantoflowa szybko działa. - mruknęłam niezbyt zadowolona. - No i co w związku z tym? - spojrzałam na niego.
- No Scott ma mieszane uczucia, co do waszej współpracy.
- Możesz mu przekazać, że nie on jeden ma takie. - westchnęłam.
- Caroline spróbuj chociaż się do niego przekonać. - jęknął.
- A co ja mam zrobić? Czerwony dywan mu rozłożyć? Powitać go jak króla? Tańczyć jak mi zagra? Jak to robicie wy i Jennifer? - syknęłam.
- Woah zwolnij trochę. - posłał mi ostrzegawcze spojrzenie George. - Po pierwsze nie tańczymy jak on nam zagra, po drugie nie jesteśmy jego marionetkami, po trzecie to był nasz wybór, a po czwarte Braun nie jest zły, tylko ty uprzedzona. - warknął.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- Pięknie. - prychnęłam. - Następny. Wiesz co? Wal się, ty i twoje epicentrum czyli Braun i jeśli masz tak mi gadać, to lepiej zejdź mi z oczu, bo nie ręczę za siebie. - warknęłam i poszłam w kompletnie inną stronę, zostawiając go w tyle.
- Ciekawe gdzie się podziała ta cicha i nieśmiała, a przede wszystkim pogodna Caroline z X-Factora, co?! Bo ta osoba, która stoi przede mną jest podobna i to bardzo z wyglądu, ale nie jest tą dziewczyną, która mnie zaintrygowała na początku. - zawołał za mną.
- Nie ma jej i nigdy nie wróci przez takich zgredów jak ty George i Braun. - odpowiedziałam i zniknęłam za rogiem.
TEGO było już zdecydowanie za wiele. Nawet jeden z moich idoli był przeciwko mnie.
*
W parku, nad Tamizą przechadzały się zakochane pary, a ja szłam sama. To było dopiero frustrujące i dobijające. Nie było mi spieszno do domu, do problemów, do tego całego gówna.
Usiadłam na murku pod London Eye i zaczęłam myśleć nad tym wszystkim. Przetarłam twarz dłońmi i westchnęłam głośno.
- Widzę, że bycie sławną nie zawsze wiąże się z byciem szczęśliwą. - usłyszałam kobiecy głos za sobą.
Szybko się obróciłam.
- Nicole. - szepnęłam, po czym posłałam jej delikatny uśmiech.
- Co cię gryzie, mała? - spytała i usiadła obok mnie.
- Nowy manager, wszyscy są przeciwko mnie, kiedy widzę, że źle się dzieje. - westchnęłam.
- Próbowałaś na spokojnie to przeanalizować?
- Miałam trzy tygodnie na przeanalizowanie tego gówna. - mruknęłam.
- I?
- Nadal zostaję przy tym co myślałam. - spojrzałam na brunetkę.
- A rozmawiałaś z Jennifer? - spytała łagodnie.
- Tak... Bynajmniej próbowałam, ale skończyło się fiaskiem i kłótnią, dlatego tu jestem.
- Bo nie masz ochoty patrzeć na te osoby?
- Coś w ten deseń, ale Jen to moja przyjaciółka, a ja rozmyślam nad zerwaniem kontraktu, odejściem z zespołu i zaczęciem czegoś jako solistka. - zaśmiałam się ironicznie.
- Nawet jeśli Jen to twoja najlepsza przyjaciółka, to powinnaś rozważyć, co jest dla CIEBIE dobre, a nie dla innych, wiesz? Miałam to samo gdy jeszcze byłam w The Pussycat Dolls. - stwierdziła lekko.
- Jak możesz być taka pozytywna w tym wszystkim? Ja bym tak nie mogła. - szepnęłam.
- Pomyśl, bo to może ważyć na twojej przyszłości. - poradziła moja była mentorka. - Do zobaczenia kiedyś tam. Jak coś się będzie działo to dzwoń. Masz mój numer - usmiechnęła się i poszła.
*Siedziałam na murku bardzo długo. W dalszym ciągu nie wiedziałam, co mam robić. Może faktycznie powinnam dać Scooterowi szansę i przestać być tak uprzedzona do wszystkiego, co nowe.
W końcu wstałam i poszłam przed siebie. Z niewiadomych powodów zaszkliły mi się oczy.
Przechodziłam akurat obok domu The Wanted. Mieli grilla i bawili się wszyscy łącznie z Jen w najlepsze. Wbiłam wzrok w chodnik i poszłam dalej.
Wróciłam do domu. Położyłam się na kanapie w salonie i skuliłam. Zrobiłam się senna i zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~
Witamy po dość długiej przerwie. Znowu.
Nauka i szkoła mnie gromią ostatnio, że ledwo wyrabiam nawet ze spaniem :/
a jak jest u was? Trzymacie się jakoś? :)
Chcę w swoim i Niki imieniu podziękować za ponad 6000 wyświetleń na blogu! Jesteście niesamowite! <3
Na dzisiaj to by było na tyle :)
Do zobaczenia!
