niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 7

Wtedy te dwie godzinki coś się przedłużyły i obudziła nas we własnym domu nasza menadżerka. Chyba zrozumiała naszą sytuację i pozwoliła nam odpocząć. Przesunęła nam też nagrania o tydzień, bo stwierdziła, że i tak mamy dość sporo na głowie i potrzebujemy odpoczynku. Jeśli odpoczynek to u niej znaczy koncerty, próby, wywiady itp.
Jen jak to Jen powiedziała jej, że tego jest trochę za dużo na nas dwie i chcemy chociaż tygodniowe wakacje. Nie była zbytnio przychylna na tę propozycję, ale w końcu uległa i dała nam nawet więcej niż się spodziewałyśmy. Mamy teraz trzytygodniowe wakacje i przez ten czas robimy dosłownie co chcemy.
- Odzyskałaś już torebkę? - zapytała przyjaciółka, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie. - zaśmiałam się ironicznie. - Chyba powinnam sobie kupić nowy telefon. Wiecznie bez kontaktu być nie mogę.
- Mamy wolne, dziewczyno! Posłuchaj raz starszej koleżanki i odpocznij. - poradziła z uśmiechem.
- Pojechałabym na wakacje. Wiesz, o co mi chodzi. O wylegiwanie się na plaży, ale nie tak by się zjarać na raka. - zaśmiałyśmy się.
- Może da się coś zrobić. - oznajmiła z entuzjazmem.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Jen, a ona na mnie. Obie miałyśmy wymalowane zdziwienie na twarzy. Postanowiłam pójść otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stał Parker. Wybałuszyłam na niego oczy.
- Pomyliłeś adresy? - zapytałam.
- Nie. Chyba. Przyniosłem Ci Twoją torebkę. I na znak zgody chyba powinienem dać Wam obu to, skoro mamy wspólnego menadżera. - powiedział lekko zmieszany i wręczył nam małe bukieciki kwiatów różnego rodzaju.
- Co proszę?! - wyskoczyła Jen.
- Niby jakiego menadżera?! Naszą jest Naomi i żadnego innego nie mamy.
- To wy nic nie wiecie?! - zapytał zszokowany.
- Niby czego?!
- Scooter Braun was przejął. Wczoraj Naomi podpisała z nim umowę.
- Nie wiem, co brałeś, ale zmień dilera albo zmniejsz dawki, bo jazdy to masz niezłe.
- Naomi w życiu by nam tego nie zrobiła. Chociaż by nam powiedziała, albo porozmawiałaby. To nie w jej stylu. - szepnęłam z niedowierzaniem.
- A jaki był powód przejęcia? - zapytała Jen.
- Ja tam wiem?
-Pewnie kasa jak zwykle. - odpowiedziałam za bruneta.
Ten spojrzał na mnie spod byka.
- Nie gadaj, że się nie połapałeś. Braun jak tylko w kimś widzi dolary to robi wszystko, żeby to mieć. - dodałam. - Sory, że zrujnowałam idealną równowagę Twojego świata, panie Parker. - powiedziałam.
Zabrałam mu z ręki jego torebkę i poszłam do domu. Jen z nim została i jeszcze chwilę z nim rozmawiała. Gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, podeszłam do niej.
- Co jak co, ale prawdziwa fanka tak się nie zachowuje. - stwierdziła Jen.
- Co masz na myśli?
- Zamiast się cieszyć, że będziemy miały okazję pracować z naszymi idolami i nie tylko to jeszcze go zbanowałaś, że nas uprzedził.
- Sama lepsza nie byłaś.
- Dobra! Nie byłam!
- Jen. Tu nie chodzi już o to, że Parker zachował się jak dupek. Chodzi mi tylko o ten spisek pomiędzy Braunem a Naomi. Mogłaby chociaż nam wspomnieć, że coś takiego dojdzie do skutku, a nie postawiła nas jedynie przed faktem dokonanym i dowiadujemy się tego do cholery od Thomasa Parkera z The Wanted, który nawet nie był w tamtym momencie w centrum zainteresowania! - krzyknęłam.
- Caroline uspokój się trochę. - powiedziała spokojnie przyjaciółka.
- Jak?! Jen do cholery jasnej. Oboje potraktowali nas jako karty przetargowe do większej kasy! Czy ty tego nie widzisz?!
- Czy ty nie widzisz tego, że jesteśmy pod opieką jednego z najlepszych i najbardziej obrotniejszych menadżerów na świecie?! Co za tym idzie? Że drzwi do super sławy i kariery otworzyły się przed nami! Jesteśmy na tyle dobre w tym co robimy, że zechciał wziąć nas pod swoje skrzydła jak Biebera czy The Wanted i nadać tempa naszej karierze! Tylko szkoda, że nic z tych rzeczy nie potrafisz docenić. - powiedziała i poszła na górę przy czym zostawiła mnie samą w salonie.
Poczułam się jedynie oszukana. Czemu nikt nie potrafi tego zrozumieć?
Poszłam na górę do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Położyłam się w poprzek łóżka. Zawsze tak robiłam, kiedy byłam zła. Usłyszałam dzwoniący telefon. Wyjęłam go z torebki i odebrałam. Kiedy zobaczyłam, kto dzwoni, miałam ochotę rozwalić go o ścianę, ale opanowałam się i go odebrałam.
- Halo? - zapytałam z niechęcią.
- Widzę, że humor dopisuje idealnie. - stwierdziła Naomi. - Za półgodziny widzę Was w biurze bez żadnego ale, musimy porozmawiać.
- Ta. - prychnęłam. - Nawet wiem, o czym. - szepnęłam. - Dobrze, będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam zaraz do pokoju Jennifer.
- Nie słyszałaś o czymś takim jak pukanie? - zapytała uszczypliwie.
- Możliwe, że tak, ale nie teraz Jen. Za półgodziny mamy być w biurze u Naomi. chce pogadać. Już nawet chyba wiemy, o czym. - powiedziałam i wyszłam.
Poszłam z powrotem do pokoju i ubrałam się w wygodny zestaw.
Gdy zeszłam na dół spotkałam czekającą na mnie w salonie Jennifer, która miała na sobie to.
- No w końcu. - powiedziała. - Możemy już iść?
- Ta. - oznajmiłam. - Jen nie złość się no, ale po prostu nie chcę się czuć jak przedmiot podczas aukcji.
- Ja to rozumiem i sama tak się czuję, ale zluzuj trochę, okej?
- Spróbuję. - szepnęłam.
Po krótkiej wymianie zdań bez słowa wyszłyśmy z domu i spacerem poszłyśmy do biura. Całą drogę żadna z nas się nie odzywała, bo nie miała żadnego powodu. Oczywiste było to, że paparazzi nas śledzili itp., ale już nie miałam na to siły. Pognałyśmy do budynku na siódme piętro i weszłyśmy do gabinetu, a tam już czekali na nas: Naomi, Scooter Braun i The Wanted.
- No to się zaczyna. - szepnęłam i posłałam wszystkim sztuczny uśmiech.
- Cześć dziewczyny usiądźcie. - poleciła kobieta.
Żeby nie było zgrzytów, zajęłyśmy dwa wolne miejsca obok niej.
- Byle szybko - powiedziałam naburmuszona.
- Coś czuję, że nie będzie zbyt miło. - szepnęła Jen.
- Chodzi o to, że podpisałaś wczoraj umowę ze Scooterem, tak? - zapytałam. - Że nic nam nie powiedziałaś, potraktowałaś nas jak karty przetargowe lub jak kto woli przedmioty licytowane na aukcji?! Że nie zadzwoniłaś do nas nawet i nic nam nie powiedziałaś, nawet słówkiem nie pisnęłaś o tym! - podniosłam głos i wstałam.
- Caroline usiądź. - powiedział Braun.
- Nie będę siadać! - krzyknęłam. - Wiesz co?! Myślałam, że masz do nas chociaż trochę szacunku i chociaż nas uprzedzisz, ale tego?! Do cholery bym się w życiu po Tobie nie spodziewała! W życiu! Żebym musiała się do cholery od Parkera dowiadywać, co jest grane, a nie od własnej menadżerki! Sory. Byłej menadżerki. - warknęłam.
Wyminęłam ich wszystkich i wyszłam, trzaskając drzwiami, tak mocno, że aż zazgrzytało. Zamiast windy wybrałam schody i szybko zbiegłam na parter i pokierowałam się do domu.
- Caroline! Caroline zaczekaj! - usłyszałam głos Nathana za sobą.
- Czego?!
- Spokojnie dziewczyno. Przecież ja nic nie zrobiłem. - powiedział.
- Mam dość na dzisiaj. Sory . - odrzekłam i poszłam dalej.
Jednak tak łatwo mi to nie przyszło. Sykes złapał mnie za rękę i obrócił do siebie.
- Możesz nie zachowywać się jak rozkapryszona dziewucha i nie odstawiać szopek na środku ulicy? - zapytał.
- Będę robiła co mi się podoba. - powiedziałam i się wyrwałam z jego uścisku...

 --------

Hejka Wszystkim!
 7 rozdział za nami!
Mamy nadzieję, że pomimo dosyć długiego oczekiwania było warto c:
Dziękujemy za wszystkie Wasze mega motywujące komentarze :*
 jesteście kochane/kochani :* 
 No to... Do nexta oczywiście ;)
Pati&Nika

3 komentarze:

  1. No too się wkurzyła..
    No ale na jej miejscu zrobiłabym tak samo..
    By mogła je poinformować a zrobił to Parker.
    Rozdział SUUUPERR!!!! ^^
    Ostatnie zdania fajnee :3
    Wenyyy :*

    OdpowiedzUsuń
  2. przeczytałam całe opowiadanie na tą chwile i jest zajebiste ^^ super rozdział czekam na nexta i weny życzę zapraszam do mnie http://iwillknowsometimepeopleofmydreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, co mam powiedzieć, od czego zacząć... Uwielbiam to opowiadanie! :D Jest tak świetnie i precyzyjnie (trochę nie pasuje mi to słowo, ale nie mogę wymyślić innego) opisane, tak przyjemnie się to czyta. :3 Biedne Jen i Caroline. ;c To prawda, o takiej zmianie powinny się dowiedzieć od menadżerki, a nie od Parkera, więc rozumiem wybuch Caroline. Ale z drugiej strony... Chyba jednak trochę za ostro zareagowała. :c Mam nadzieję, że nie wyniknie z tego nic złego lub poważnego. :/ Do następnego.♥

    OdpowiedzUsuń