piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 6

Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie. Jen patrzała na nas wielkimi oczami.
- Yyy. - odsunęłam się od niego o dwa kroki.
- Caro... - powiedział zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Chciałem Cię odwiedzić.
- Łał. Po roku Ci się o mnie przypomniało. Ciekawie się zapowiada nie powiem.
- Caro daj mi jeszcze szansę! Naprawię to! Obiecuję. Tylko daj mi ostatnią szansę. - poprosił chłopak.
- Daniel daj sobie spokój, okej? Dawałam Tobie "ostatnią" szansę z trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo. - powiedziałam. - Nie wiem, co sobie myślałeś przyjeżdżając tutaj, ale powiem ci, że możesz wracać do domu. Bo niczego nie wskórasz.
 Daniel to mój eks. Wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach, w których niegdyś się zakochałam. Jednak to był błąd i to wielki. Omamił mnie. Bawił się mną jak tylko potrafił. Wystarczyło, że pstryknął palcami, a ja byłam koło niego i spełniałam praktycznie każde jego zakichane pragnienie. W tych pięknych oczach można było się zatopić, jednak to była ślepa uliczka, bo w tych oczach krył się po prostu potwór, który napawał się tylko bólem swoich ofiar. W tym przypadku moim. Cieszył się wtedy kiedy wylewałam gorzkie łzy przez niego, kiedy ranił mnie i fizycznie i psychicznie. To był chory związek bez przyszłości. Z czasem nauczyłam się bronić i skończyłam po ośmiu miesiącach z nim. Jednak to nie było tak hop siup. Czasami byłam zbyt słaba, żeby odejść i zostawałam z nadzieją, że on się zmieni. Po pewnym czasie powiedziałam sobie dość i odeszłam naprawdę. Mimo tęsknoty za nim, uświadomiłam sobie i moja przyjaciółka też mi to uświadomiła, że nie warto. Że to jest pomyłka, że to nie jest ktoś kogo kocham. I miała rację. Jeszcze potrafił mnie nachodzić w szkole muzycznej, potrafił wchodzić do klasy i mówić jakieś obrzydliwe rzeczy o mnie, które w ogóle nie były prawdą. A teraz co? Zjawia się i chce, żebym wróciła?! Do niego!? Po tym wszystkim?! To są jakieś kompletne jaja! 
Jen mnie pociągnęła za rękę i poszłyśmy migiem do naszego domu. Była w szoku. Tym bardziej ja.
- No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego gnojka. - powiedziała.
- Nie ty jedna. - szepnęłam.
- Caro ty chyba nie chcesz...
- Nie! Nie ma mowy. Nie jestem taka głupia, żeby wejść drugi raz w to bagno. - powiedziałam stanowczo.
- Tyle dobrego. - szepnęła z ulgą.
Usiadłyśmy na schodach przed frontowymi drzwiami. Deszcz nie przestał lać, a my spędziłyśmy całą noc pod domem. Byłyśmy przemoknięte do ostatniej suchej nitki.
- Tego bym się w życiu nie spodziewała. - powiedziałam.
- Czego? - zapytała ziewając.
- Że tak się ten cudowny bankiet zakończy. - zaśmiałam się. - Parker nie oddał mi torebki, cholera wie, czy ją wyrzucił czy nie.
- Zagadka roku normalnie.
- Bez kitu. - szepnęłam. - A ty wytrzeźwiałaś?
- Tak. - uśmiechnęła się szeroko.- I nawet nie mam zbytniego kaca. - dodała.
- Tyle wygrać, co? - zaśmiałam się.
W końcu Jen zaczęła szperać ręką pod wycieraczką. Patrzałam na nią dosyć zdziwiona. W końcu w jej ręce pojawił się srebrny kluczyk. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Patrz co mam. - powiedziała.
- I my tu całą noc siedziałyśmy i marzłyśmy?! - zapytałam z oburzeniem.
- Jakbym to specjalnie chciała zrobić to byś od razu wiedziała. - zaśmiałam się. - Teraz mi się przypomniało, że zapasowy klucz jest pod wycieraczką. Na której siedziałyśmy przez całą noc. - nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
Przy końcu ja też zaczęłam.
- W ogóle, która godzina? - zapytałam.
- Coś koło siódmej rano. - szepnęła.
- Menadżerka nas zabije. - powiedziałam przestraszona.
- Czemu?
- Mamy dzisiaj nagrywać. - szepnęłam i walnęłam się w czoło. - Kurde miała jeszcze dzwonić do nas.
- Wyluzuj. Przecież zawsze ma jeszcze do mnie numer, nie? - zapytała.
- Jakby do Ciebie miała jeszcze dzwonić, skoro nigdy nie odbierasz telefonu. - zaśmiałam się.
- W sumie też fakt. - odpowiedziała.
- Będzie ciekawie dzisiaj. - szepnęłam. - Chodź idziemy do domu, a nie będziemy siedzieć jak te kołki w płocie. - powiedziałam i wstałam.
Jen podała mi klucz i w końcu weszłyśmy do domu, gdzie panował ład i porządek. 


Rozsiadłam się na fotelu i niemal od razu zasnęłam. Jen tak samo. Jednak długo ten odpoczynek nie trwał, bo zadzwonił telefon przyjaciółki.
- Jeeezu - stęknęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Halo? - zapytała Jen. - Tak. Caro zgubiła torebkę i telefon w nim był. Tak. Tyle co do domu weszłyśmy. Tak. - zaśmiała się nerwowo. - Dobrze, pamiętamy. O 14, tak? Cześć. - rzuciła telefon na stoliczek.
- Naomi? - zapytałam.
- Taaa. - mruknęła.
- Opierdziel mamy?
- Jeszcze jaki. - syknęła.
- Żeby to pierwszy. - zaśmiałyśmy się równo. - Na 14.00 mamy być w studio tak?
- Taaa. Boże jak my damy radę, to ja nie wiem.
- Jak ty dasz. Ja niczego nie piłam. - zaśmiałam się.
- Ale całą noc mamy zarwaną? Mamy. Więc jedziemy na jednym wózku.
- W sumie. Idę spać, chociaż 2 godzinki. - ziewnęłam i zasnęłam z Jen w salonie...

-----

Witamy !
Co do rozdziału to w całości pisała Pati ;)
Ja dzisiaj tylko notkę machnę ^^
No to dziękujemy za 7 strasznie motywujących komentarzy :*
Buziaki :*
Do nexta ♥
Pat & Nika

6 komentarzy:

  1. Ale sobie szybko przypomniała o tym kluczu XD
    I jak ten Daniel mógł przyleźć i ją prosic ją o wybaczeni! Bezczelne!!!!!!!!!!!!!!
    Ale rozdział super! :)
    UUU ale będą miały opiernicz ...
    Ciekawe czy się wyrobią :P
    Czekam na nexta i weny Kochane :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się przyznać, że ja także zapominam tak o kluczu :D
    Rozdział świetny !
    Ale Daniela to bym kopnęła. Tak porządnie !
    Czekam na nexta i opiernicz.
    Weny !

    OdpowiedzUsuń
  3. boski! czekam nn i zaprasza do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę już minęło, ale nadal czekam na następny rozdział. :-) Andżela

    OdpowiedzUsuń