niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 9

*Perspektywa Jennifer


Po chwili namysłu poszłam do łazienki, w której się trochę ogarnęłam. Odświeżona, z lepszym samopoczuciem zaszłam jeszcze do Caro. Dziewczyna spała jak zabita. Przewróciłam oczami, po czym poszłam jeszcze do salonu, usiadłam na sofie i włączyłam telewizor. Leciał akurat jakiś nieciekawy film. Jednak czułam potrzebę oglądnięcia czegoś, czegokolwiek. Chciałam chociaż na chwilę zapomnieć o zmianie menadżera i tym wszystkim.
Zrobiłam miskę popcornu i usiadłam na sofie. Oglądałam bezsensowny film, który i tak był najlepszym wyjściem, patrząc na to, ile reklam puszczają w telewizji.
Na jakikolwiek kanał bym nie przełączyła, wszędzie reklamy. To było frustrujące.
Po jakiejś godzinie usłyszałam szamotaninę na górze. Oho pewnie Caro wstała. Podniosłam się i poszłam szybkim krokiem na górę.
- I jak tam? - zapytałam uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Czuję się jakby ktoś mi po prostu zajechał łopatą w głowę. Trzy razy. - jęknęła.
Zaśmiałam się.
- Żebyś ty wczoraj siebie widziała. Zalałaś się w trupa. Totalnie. - oznajmiłam.
- Nie pomagasz. - mruknęła niezadowolona z obrotu spraw. - Film mi się urwał.
- Może to i lepiej.- westchnęłam cicho.
-Jen co ja zrobiłam?! - zapytała szybko przerażona.
Spojrzałam na nią i po chwili zastanowienia udzieliłam odpowiedzi.
- Sama nie dałam rady cię odczepić od łóżka, więc postanowiłam zadzwonić po Maxa. On też nie dał rady. Ty w ogóle zaczęłaś po nim jechać jak po szmacie...
- No dzięki. - mruknęła sarkastycznie.
- Prawdę mówię. - odpowiedziałam szybko. - Wracając do tematu. Kiedy już skończyłaś swój cudowny monolog, Max zadzwonił po pomoc. I tutaj pojawia się imię sama-wiesz-kogo.
- Nie... - spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Tak. - odparłam. - No i on przyjechał, jakimś cudem cię odczepił od kanapy w salonie no i zaniósł cię do twojego pokoju. Na samym końcu obrzygałaś go całego.
- Co?! - krzyknęła, ale zaraz po tym złapała się za głowę.
- Tak. Zarzygałaś mu całą koszulkę, więc pożyczyłam mu jedną z twoich.
- Błagam powiedz tylko, że nie tą z...
- Kurtem Cobainem? - zapytałam piskliwie i podrapałam się po głowie. - Tak. Pożyczyłam mu ją. - uśmiechnęłam się.
- Nie żyjesz. - warknęła. - Jen!
- Byłaś zalana w trupa, bluzgałaś na wszystkich i na wszystko co się ruszało i próbowało cię odczepić od kanapy, na końcu obrzygałaś Parkera od góry do dołu. Należała mu się czysta koszulka.
- Już widzę współpracę nie ma co.
- A i dzwonił Scooter Braun. Mamy stawić się za jakieś dwie godziny w biurze. Spotkanie organizacyjne.
- Nie ma mowy. Nie pójdę w takim stanie. O Boże. - jęknęła i pobiegła do łazienki.
Zaśmiałam się delikatnie.
- Alkohol smakuje dobrze, w drodze powrotnej, już niekoniecznie - stwierdziłam i poszłam na dół zrobić jej śniadanie.
Po niedługim czasie zeszła na dół blada jak kreda.
- Nigdy więcej nie tknę alkoholu. A z pewnością nie tknę wódki. - mruknęła i usiadła przy stole.
- A i nie zapomnij podziękować chłopakom za pomoc.
- Jaką pomoc?
- Gdyby nie oni, leżałabyś tutaj, cała połamana. - oznajmiłam i wzięłam jedną kanapkę.
- Jasne. Z pewnością podziękuję Parkerowi. - westchnęła.
- Wyczuwam tutaj dość spory sarkazm.
- Dobrze. Taki miałam zamiar. Mu dziękować z pewnością nie zamierzam.
- Był pijany, jak ty wczoraj.
- Bronisz go jeszcze?! - oburzyła się.
-Nikogo nie bronię tylko stwierdzam fakty, a teraz cicho bądź, bo chce przełożyć to cholerne spotkanie w biurze. - warknęłam i wyszłam z kuchni i poszłam na zewnątrz.
Jedno powiem. Scooter jest spoko, ale są tego pewne granice. Nie był z pewnością zadowolony z przełożenia spotkania, ale ustąpił nam. Tym razem.
Wracając do domu wpadłam na Toma.
- Hej. Jak tam Caroline? Żyje? - zapytał.
- Żyje, ale kac morderca jej nie opuścił. - stwierdziłam i się delikatnie zaśmiałam.
- Coś czuję, że nie opuści jej przez najbliższe dwa dni.
- Taaa nie ty jeden. - mruknęłam. - Wejdź, nie będziesz tak stał jak głupek.
- Spoko. - wzruszył ramionami i podążył za mną.
Z kuchni wyszła Caro.
- Jen dostałam tweeta, że... Chyba sobie ze mnie jaja robicie. - powiedziała zszokowana.
- Tom przyszedł, bo chciał się dowiedzieć, jak się czujesz. - odparłam dość dosadnie.
- Jasne, a ja nazywam się Justin Timberlake. - mruknęła i poszła do salonu.
- Auć. - mruknął.
- Zapomniałam dodać, że do pakietu dołączył się sarkazm, wredność i ironia. - westchnęłam ciężko.
- Spoko, nie przejmuj się tym. Wieczorem robimy grilla u nas, wpadnijcie jak chcecie. - uśmiechnął się.
- Jasne, tylko doprowadzę Caroline do ładu.
- A. Byłbym zapomniał. Oddaję koszulkę. Wyprana i nawet wyprasowana.
- Ty nigdy nie prasujesz. Ani żaden z was. - stwierdziłam zszokowana.
- Skąd wiesz?
- Stare flipy WantedWednesday. - poklepałam go po ramieniu. - tak czy inaczej dzięki.
- Spoko. - szepnął. - Możemy pogadać? Na zewnątrz? Tak, żeby Caro nie widziała, nie słyszała, ani nic? - zapytał cicho.
- Jasne. - odpowiedziałam nieco zdziwiona i poszłam za nim na ganek. - Co jest?
- Caro jest wkurzona?
- Nie... - mruknęłam.
- W skali od jednego do stu?
- Zabraknie cyfr.
- Przecież można liczyć liczyć i końca nie widać. - stwierdził zdziwiony.
- No właśnie.
- A. - zaśmiał się, gdy już zorientował się o co chodzi. - to lipa.
- Czemu?
- Bo chciałem jakoś wynagrodzić całą tą beznadziejną sytuację.
- Czemu nie zrobisz tego teraz?
- Poczekam, aż jej przejdzie. - stwierdził. - To chyba będzie najrozsądniejsze wyjście. Dla wszystkich.
- Mówisz tak, jakby Caro była potworem. - zaśmiałam się. - Nie ale tak na serio, to lepiej by było, jakbyś to zrobił najszybciej jak to możliwe, bo im dalej w las, tym więcej drzew.
- Czyli im dłużej będzie czekała, tym bardziej będzie wkurzona? -zapytał upewniająco.
- Dokładnie tak. Także ja ją spróbuję ugadać na tego grilla, a ty się zrehabilituj i będzie wszystko okej, zgoda?
- Zgoda. - podaliśmy sobie ręce. - Dobra ja lecę cześć. - rzucił na pożegnanie i zniknął, za drzewami.
Wróciłam do domu.
- Co mnie ominęło? - przyszła powolnym krokiem przyjaciółka.
- Idziemy wieczorem na grilla do The Wanted.
- Nie ma mowy. - odparła.
- Jak to nie ma mowy?! - zapytałam z niedowierzaniem. - Caroline nie bądź cyniczna, błagam. Nie wiadomo, kiedy taka okazja się powtórzy. - jęknęłam.
- Na co? Na picie? Jeszcze dużo razy. - prychnęła.
- Przeginasz i to ostro. - warknęłam już powoli wytrącona z równowagi przez jej zachowanie.
- I co? Chcesz to idź, ale beze mnie.
- Caro ja rozumiem, że masz kaca, że boli cię głowa, że nie masz humoru i inne pierdoły, ale odrzucając każdą propozycję na poznanie idoli, w końcu przestaną nas zapraszać i nigdy nikogo nie poznamy tak, żeby się zaprzyjaźnić. - stwierdziłam już z większą dozą spokoju w głosie.
- Po prostu nie chcę patrzeć na Toma.
- A czy wszystko musi obracać się wokół Toma?  - zapytałam. - Tam będą też Nathan, Max, Jay i Seev, być może jeszcze Nareesha. - uśmiechnęłam się delikatnie. -No dawaj, jeśli nie będziesz chciała z nim gadać, to po prostu z nim nie gadaj i sprawa załatwiona.
- Dobra przestań już jęczeć. - westchnęła. - Idziemy na tego grilla.
- Boże kochana jesteś! - pisnęłam i się na nią rzuciłam.
- Ciszej, miej litość. - jęknęła i poszła się położyć.
Skoro już się zgodziła to połowa drogi za mną, pomyślałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam po swojego laptopa.
Czułam, że ten wieczór będzie jednym z najlepszych momentów w naszym życiu...

________________________________

Witamy po długiej przerwie :)
Tak jak obiecywałyśmy, rozdział pojawił się w tym miesiącu i mamy nadzieję, że wybaczycie nam tak długą nieobecność.
Mamy nadzieję, że rozdział się spodobał. Dajcie znać, co sądzicie
Do zobaczenia!
Nika&Pat

niedziela, 15 czerwca 2014

NOTKA

  • Ja i Nika bardzo przepraszamy za nieobecność na tym blogu. Nawet nie mamy niczego na obronę, ale spowodowane to było brakiem czasu weny i wszystkiego. Mam nadzieję, że jeszcze tutaj zaglądacie czasami :)
  • Nowy rozdział pojawi się na pewno w tym miesiącu i mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) 
  • Tymczasem (a dokładnie wczoraj) założyłam nowego bloga. Jeśli interesujecie się sportowcami to serdecznie zapraszam :)  

And you call yourself honest? 

 

Do zobaczenia wkrótce! :)