czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 5

Buty i torebkę wzięli Siva i Nareesha, a TomTom mnie asekurował poprzez trzymanie mnie za łydki.
Jen, Nathan, Jay i Max szli z tyłu.
- Ej ludzie - zaczął Loczek
Odwróciliśmy się do niego.
- No bo ja dzisiaj mam urodziny, nie? I może jakaś mała impra by się przydała? Co wy na to? - spytał
Popatrzyliśmy po sobie i się uśmiechnęliśmy kiwając głowami
- Siedem razy tak - zaśmialiśmy się
- No i to mi się podoba - potrząsnął swoimi bujnymi loczkami
- McGuiness, a gdzie? - spytał Max
- Może u nas? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- No to lecimy! - uśmiechnął się Tom i poszliśmy <ja właściwie zostałam przeniesiona>
Gdy już byliśmy przed domem chłopaków, okazało się, że Max zgubił gdzieś klucze. Wszyscy zaczęli poszukiwania. W końcu znalazł je Nathan. Zapomniał, że miał je w kieszeni.
Tom postawił mnie na ziemi, a Naree podała mi buty i torebkę.
Weseli i uśmiechnięci weszliśmy do domu. Muszę przyznać, że było tam tak... czysto. Wystrój był nowoczesny, meble białe, tak samo jak ściany. Normalnie czułam się trochę jak w szpitalu. Jay, Max i Tom zniknęli w piwnicy. Poszli po procenty.
- Siva, ty nie? - spytała Jen
- Ja nie lubię alkoholu. A poza tym po co jeszcze ja im tam? - uśmiechnął się i przytulił Nareeshę
Po chwili 3/5 The Wanted wróciło z trunkami.
- No to co, zaczynamy imprezę? - spytał Jay
Wszyscy się szeroko uśmiechnęliśmy
- Nathan podaj jakieś kieliszki! - krzyknął Tom
- Ok - uśmiechnął się i spełnił życzenie Parkera
Po chwili Jen, Jay, Max i Tom mieli szklane naczynia do połowy zapełnione Jackiem Danielsem.
- No to zdrowie naszego McGuinessa. Kochamy cię bracie - Łysolek wzniósł toast
Wszyscy stuknęli się kieliszkami i pociągnęli łyka. Ja, Nath, Seev i Naree nalaliśmy sobie soku pomarańczowego i również wypiliśmy za Jaya.
Wszyscy mieli dobry, nawet mogę powiedzieć bardzo dobry humor, ale to po paru głębszych. Jay włączył muzykę na full i zaczęliśmy hasać w rytm muzyki po całym domu.
Było zabawnie. Opróżnili 3 Danielsy plus dwie wódki po pół litra. Po jakiś dosłownie dwóch godzinach, ci co pili zataczali się już nie w rytm muzyki, ale dlatego, bo ledwo co na nogach stali.
Ja jako jedna z trzeźwych w tym towarzystwie, postanowiłam z Nareeshą schować alkohol, bo gdyby wypili więcej, byliby nachlani do nieprzytomności.
- Dobra starczy. - powiedziała Naree.
- Naree no co ty? - zapytali niezadowoleni Max z Tomem i Jayem.
- Nachlejecie się do nieprzytomności i potem będziecie trzy dni rzygać jak koty.
- Tutaj się zgadzam. - odezwałam się.
- Ooo pani małomówna zaczęła się odzywać? - zapytał Tom.
- Jeb z dzidy widzę. - westchnęłam. - Idź już więcej nie pij.
- Będę pił tyle ile będę chciał. Niańki nie potrzebuję.
- Właśnie widać. Wysoki do nieba a głupi jak trzeba. - uśmiechnęłam się.
- Przeszkadza Ci to?
- Jedynie jak jesteś narąbany w trzy dupy. - oznajmiłam. - Tak to niekoniecznie, bo to jest nawet śmieszne.
Nathan się zaśmiał. Ja pokręciłam głową by tego nie robił. Niebezpiecznie zaczął się zbliżać.
- No. Panienko z X-Factora.
- Masz z tym problem? - zapytałam
- Wyjmij z powrotem alkohol.
- Może gdybyś był trzeźwy to byśmy to zrobiły. - odpowiedziała mulatka.
- Ej no co z wami? - zapytał Jay.
- Tomowi chyba alko za szybko do głowy uderzyło.- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Żeby tobie coś zaraz nie uderzyło. - odpowiedział.
- A wal sie. - warknęłam. - Jen idziemy! - powiedziałam.
- Dziewczyny no co wy? - zapytał solenizant.
- Przykro nam JayBird, ale nie będę słuchała kazań nachlanego w trzy dupy Parkera.
- Po nazwisku to po pysku! - powiedział.
Nie odpowiedziałam, bo nie było warto. Przewróciłam teatralnie oczami. Z Jen ubrałyśmy się i opuściłyśmy twierdzę The Wanted.
- Co za idiota. - warknęłam, gdy już byłyśmy za drzwiami frontowymi.
- Oj Caro weź się rozluźnij. Zawsze musisz być taka odpowiedzialna? - zapytała delikatnie.
- Nie ale... Cholera! - powiedziałam głośno, gdy byłyśmy już dosyć oddalone.
- Co jest?! - zapytała zdezorientowana.
- Nie wzięłam torebki. - walnęłam się w czoło.
- No to się wracamy.
- Teraz to dzwonek już po ptakach. - westchnęłam. - Tylko że tam jest mój telefon, klucze do domu i tym podobne. Jen? Wracamy się. - powiedziałam stanowczo. - Tylko zdejmę te cholerne szpilki, bo mi nogi odpadną za dwie sekundy. - oznajmiłam i to zrobiłam.
- Już? Bo zaraz tu zastygnę jak posąg. - powiedziała rozbawiona.
- Śmiej się dalej, a śpisz na wycieraczce.
- To ja jestem ta starsza kochana. - odpowiedziała klepiąc mnie po plecach.
- Dobra. - westchnęłam i po chwili znowu byłyśmy pod drzwiami domu TW.
Chciałam zadzwonić, ale o dziwo Tom otworzył mi drzwi.
- Czyś byś czegoś szukała? - zapytał chwiejnie.
- Tak. Trzymasz to w ręce. - odpowiedziałam. - Oddaj moją torebkę.
- Magiczne słowo?
- Szybko? Chcę się wyspać. Bo kurde mam parę dni wolnych i chce odpocząć w domu, a nie pod domem? - spojrzałam na niego.
- Byłby ciekawy widok. - odpowiedział rozbawiony.
- Oddaj torebkę Tom to nie jest zabawne. - wtrąciła Jen.
- Z tobą nie rozmawiam koleżanko. - odpowiedział.
- Proszę, żebyś mi oddał tę torebkę, bo kurwa zamarznę razem z Jen przez noc jeśli będę musiała nocować na ławce w parku. - warknęłam.
Bruneta to wyraźnie rozbawiło, a we mnie zaczęło się po prostu gotować. Jen to zauważyła.
- Chodź Caro. Nie warto użerać się z debilem. Mam zapasowe klucze schowane pod wycieraczką jeszcze. - powiedziała spokojnie.
- Dobra. - westchnęłam. - Baran. - powiedziałam na odchodne i poszłyśmy.
- Już myślałam, że pod koniec z obcasa mu w twarz przyłożysz. - odezwała się po kilku minutach Jen.
- Przeszło mi to przez myśl, ale się powstrzymałam na szczęście. - odpowiedziałam.
- Groźna Caroline. Co za niespotykany widok. - zaśmiała się Jen.
- Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. - burknęłam. - Nie dość, że cholera mnie nogi strasznie bolą, to jeszcze nie odzyskałam ani telefonu, ani kluczy, ani chociaż samej torebki.
- Oj nie marudź! Mogło być gorzej. - powiedziała.
Zaczęło padać. Mało co nie wybuchłam. Zaczęłam krzyczeć.
- Dobra cofam to. - oznajmiła cicho.
- No to są jakieś jaja po prostu!
- Caro spokojnie. Jest środek nocy, a my zachowujemy się... Ty się zachowujesz jak dziecko.  - zaśmiała się.
Z bezsilności zaczęłam się też śmiać.
- Dawaj! - zaczęłam się kręcić w deszczu, a zaraz Jen dołączyła do mnie.
Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie...




-----------

Cześć :3
Z góry przepraszamy za sporą przerwę w pisaniu, ale typowy brak weny nas napadł ;c 
Mamy nadzieję, że rozdział się spodobał. :)
Czytasz = komentujesz
Pat & Nika

6 komentarzy:

  1. No jestem ciekawa kto to będzie. ^^ Strzelam, że Nath :D Albo nie...? Kto wie :D
    Weny kochane! ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe na kogo wpadła ;)
    Mam wrażenie że Nathan :P
    Hahhaha aki Tom się wredny zrobił :D Nie ładnie Parker ;P
    Jestem ciekawa co wymyślicie w kolejnym :P
    Czekam na nexta i weny KOochanee :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej !
    Nominowałam cię do The Versatile Blogger.
    Szczegóły u mnie:
    http://zgodabudujeniezgodarujnuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział cudowny. Też jestem ciekawa kto to będzie mam nadzieję że Tom. Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Mam nadzieję ze będzie to Tom :-)

    OdpowiedzUsuń