niedziela, 15 czerwca 2014

NOTKA

  • Ja i Nika bardzo przepraszamy za nieobecność na tym blogu. Nawet nie mamy niczego na obronę, ale spowodowane to było brakiem czasu weny i wszystkiego. Mam nadzieję, że jeszcze tutaj zaglądacie czasami :)
  • Nowy rozdział pojawi się na pewno w tym miesiącu i mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) 
  • Tymczasem (a dokładnie wczoraj) założyłam nowego bloga. Jeśli interesujecie się sportowcami to serdecznie zapraszam :)  

And you call yourself honest? 

 

Do zobaczenia wkrótce! :)

czwartek, 23 stycznia 2014

#Napisałam piosenkę ;)

Po raz pierwszy w życiu napisałam piosenkę i się nią dzielę na YT i wszędzie :)
Mam nadzieję, ze się spodoba ;)

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 8

  *Perspektywa Jennifer

Kiedy usłyszałam trzask drzwi, podskoczyłam na krześle. Nathan automatycznie wstał i pobiegł za Caroline. Pozostali na mnie spojrzeli.
- Na mnie nie patrzcie. Miała prawo się wkurzyć. - wzruszyłam bezradnie ramionami.
Naomi pokręciła głową z dezaprobatą.
- Tego się nie spodziewałam.
- My nie spodziewałyśmy się tego, że nas wystawisz. - stwierdziłam spokojnie i spojrzałam na nią. - Caro ma rację z tym jak nas potraktowaliście i szczerze mi się też to za cholerę nie podoba.
- To dlaczego panna Jefferson tak zareagowała? Skoro mogła być spokojna jak ty? - usłyszałam pytanie Brauna.
- Naomi powinna pana uprzedzić, że Caroline jest stosunkowo wrażliwa na zmianę otoczenia i jakąkolwiek zmianę, panie Braun. - oznajmiłam dość elokwentnie.
- No cóż. - westchnęła kobieta.
- To my rozumiem już nic nie mamy mówić? - zapytał Jay.
Zaśmiałam się dźwięcznie, ale z lekką ironią.
- Tak Jay. Macie być cicho. - odpowiedział Scooter.
Wymieniliśmy się wszyscy numerami. Do pomieszczenia wrócił zdyszany BabyNath.
- I co? - zapytałam.
- Będzie ciężko. Niezłe z niej ziółko. A po za tym. Chyba nie spodobał się jej szybki obrót zmian.
- Mówiłam. - wtrąciłam. - Dobra ja też się zwijam. To spotkanie nie ma sensu bez Caroline, z którą też trzeba coś uzgodnić. - wstałam i wzięłam torebkę ze stołu. - Koniec spotkania. - dorzuciłam na koniec i wyszłam z pokoju.
Zjechałam windą na parter i poszłam w stronę domu. Postanowiłam od razu zadzwonić do Caroline. Co było nie lada wyczynem, bo jakoś nie za bardzo chciało jej się odebrać telefon. Odbierz w końcu no, pomyślałam. Ale nic. Włączyła się jedynie poczta głosowa.
- O to ciekawie się zapowiada. - szepnęłam do siebie i czym prędzej pognałam do domu.
Gdy tam weszłam, nic mnie nie zaskoczyło. Wchodzę do salonu, a tam Caro zalana w trupa. Wybałuszyłam na nią oczy i podeszłam powoli. Rzuciłam torebkę na fotel obok.
- Caro. - gdy tylko ją szturchnęłam usłyszałam jakiś bełkot, z którego zrozumiałam tylko to.
- ...Bany Braun, pieprzony show biznes i to spotkanie. O Jen jak miło. - uśmiechnęła się sztucznie i z powrotem padła na kanapę.
- O cholera. Będzie ubaw. - szepnęłam. - Caro ogarnij się! - krzyknęłam na nią.
- Walić to. - burknęła.
Próbowałam ją podnieść. Cholera jedna nie dała się. Trzymała się kurczowo skórzanej kanapy.
- Nie no sama nie dam rady. - westchnęłam bezradnie.
Usłyszałam jeszcze obelgi na temat całej tej sytuacji z przejęciem przez Brauna. Zaczęłam się śmiać cicho. Z braku laku zadzwoniłam po Maxa. 
- Co jest?
- Caro zalana w trupa. Nie dam rady sama jej przenieść do jej pokoju, bo kurczowo trzyma się kanapy. Jakby chciało się Tobie wpaść po drodze najlepiej teraz zaraz, to bym była szczęśliwa.
-Dobra zaraz będę. - powiedział i się rozłączył.
- Caro jak George Cię zobaczy to umrze ze śmiechu. - westchnęłam z uśmiechem na twarzy. - Pierwszy raz i się tak nawalić. Haha! - zaśmiałam się.
Usiadłam sobie wygodnie w fotelu i pozostało mi tylko czekać i przypilnować małolatę. Po około 10 minutach wbiegł Max.
- Nie. Nie istnieje coś takiego jak dzwonek do drzwi czy pukanie. - stwierdziłam z sarkazmem i wstałam.
- Gdzie jest zalana?
- Tu - pokazałam palcem.
Podszedł do kanapy. Podrapał się po łysinie. Po wyrazie jego twarzy można było stwierdzić, że nie za bardzo wie, jak ma się do tego zabrać. W końcu podjął się próby, w której poniósł jak ja klęskę.
- Zostaw mnie kurwa ty nie wiesz, że sie nie rusza tego co nie twoje?! - wybełkotała Caroline.
Parsknęłam śmiechem, a ten biedny i zdezorientowany stał nad nią jak anioł stróż.
- Będzie ciekawie. - szepnął do siebie.
Jeszcze chyba z pięć razy tak próbował i skończyło się pięknymi obelgami z ust zalanej blondynki. Spojrzał na mnie bezradnie.
- Ja się poddaje. Co ona przyssała się do tej kanapy?! - zapytał bliski załamania i usiadł zmęczony w fotelu po drugiej stronie salonu.
- Nie powiedziałam, że będzie łatwo.
- Myślałem, że jaja sobie robisz. - oznajmił.
- Nie. Jak weszłam do domu, to też nie uwierzyłam zbytnio. - zaśmiałam się. - To co z nią robimy? Ona tak tu zostać nie może.
- Nie wiem. Dzwonię po Toma.
- Nie jego! Nie jego! Wszystko byle nie jego! - powiedziałam szybko.
- Czemu? - zapytał zdziwiony.
- Caroline go szczerze nie lubi. - oznajmiłam i podrapałam się po głowie.
- Może jak jest pijana, to go nie rozpozna?
- Próbować można. - wzruszyłam ramionami.
- No dobra dzwoń. - westchnęłam i podeszłam do okna po czym je otworzyłam.
W domu panował taki okropny odór wódki, że się wytrzymać nie dało. Max tym czasem poszedł zadzwonić po Parkera, z czego Caro, nawet pijana nie będzie zadowolona, ale jakoś trzeba ją odholować do jej pokoju, bo w salonie na pewno tak koczować nie będzie z butelką pod pachą.
Po kolejnych paru minutach Thomas stawił się na posterunek czyli do domu.
- Nie uwierzę jak nie zobaczę. - klasnął w ręce zajarany. - Serio ona się upiła? - zapytał idąc do salonu.
- I to jeszcze jak. Od kanapy się odkleić nie może. - dodał Max.
- No dobra... -Gdzie ona jest?
- Na kanapie. - odpowiedziałam za Maxa i podeszłam do nich.
Parker od razu zabrał się do roboty. Ja i George mieliśmy przy tym niezły ubaw z niego. Za cholere nie chciała się odczepić od kanapy.
- Bynajmniej teraz nie bluzga. - stwierdził Max.
Potaknęłam głową bez żadnego słowa.
- No już cholera... - stękał Tom.
Zadziwiliśmy się, bo w końcu się  odczepiła i brunet ją miał na rękach.
- W końcu! - odetchnęłam z ulgą.
Podeszłam do nich i spojrzałam na jej twarz. Spała.
- Gdzie mam ją zanieść? - zapytał cicho.
- Trzecie drzwi po prawej na górze. - szepnęłam.
Uśmiechnęłam się delikatnie na widok Parkera, który się w nią wpatrywał non stop. Złapał ją nieco pewniej i zaniósł do jej pokoju. Wyrzuciłam butelkę po wódce i kartonik po soku pomarańczowym.
- Kac będzie niezły skoro sama tyle zdołała wypić.
- Połowa z tego się wylała, bo cała kanapa się lepi i podłoga też. Ale kac i tak będzie, po raz pierwszy w ogóle miała alkohol w ustach. - westchnęłam i po chwili starłam wszystko z kanapy i podłogi.
Nagle w całym domu rozległ się krzyk Parkera. Szybko podbiegliśmy na górę, mało co się nie zabijając na schodach.
- Co jest grane?! - wpadliśmy do pokoju.
- Zrzygała się na mnie!!!
- wrzasnął z obrzydzeniem.
Chciało mi się tak śmiać, że ledwo co wytrzymałam. Gdyby on wtedy siebie widział. Ale z drugiej strony to było tak ohydne i obrzydliwe, że sama mało co pawia nie puściłam.
- Idź do łazienki. - poleciłam brunetowi. - O Boże. - jęknęłam na syf wokół łóżka.
Bez gadania z Georgem to posprzątaliśmy. Nie obyło się bez jęków Toma w łazience z czego się śmiałam.
- Jak powiemy Caroline o tym, co ona zrobiła, to jak zareaguje? - zapytał Max.
- Nie uwierzy na bank. Boże do czego to doszło. Dobrze, że mamy wolne. - westchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Macie jakąś czystą koszulkę? - zapytał Tom.
Pokazał oczywiście swój extra wysportowaną klatę, na której punkcie nie jedna oszalała. Podniosłam tyłek i wygrzebałam z Jefferson szuflady o wiele na nią za dużą koszulkę z  Kurtem Cobainem.

- Powinna pasować. - rzuciłam mu ją.
- Dzięki. O też mam taką. - ucieszył się. - Bynajmniej jak człowiek będę wyglądał. - mruknął.
Po paru chwilach się pożegnaliśmy i na szczęście w ogóle nie wspominaliśmy o całym cyrku z przejęciem nas przez Brauna.


______________________________________

Witamy po długiej przerwie.
Z góry za nią przepraszamy :c
Mamy nadzieję, że rozdział to Wam wynagrodzi ;)
Nie zapomnijcie o komentarzu c:
Do następnego :3
Nika & Pat 

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 7

Wtedy te dwie godzinki coś się przedłużyły i obudziła nas we własnym domu nasza menadżerka. Chyba zrozumiała naszą sytuację i pozwoliła nam odpocząć. Przesunęła nam też nagrania o tydzień, bo stwierdziła, że i tak mamy dość sporo na głowie i potrzebujemy odpoczynku. Jeśli odpoczynek to u niej znaczy koncerty, próby, wywiady itp.
Jen jak to Jen powiedziała jej, że tego jest trochę za dużo na nas dwie i chcemy chociaż tygodniowe wakacje. Nie była zbytnio przychylna na tę propozycję, ale w końcu uległa i dała nam nawet więcej niż się spodziewałyśmy. Mamy teraz trzytygodniowe wakacje i przez ten czas robimy dosłownie co chcemy.
- Odzyskałaś już torebkę? - zapytała przyjaciółka, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie. - zaśmiałam się ironicznie. - Chyba powinnam sobie kupić nowy telefon. Wiecznie bez kontaktu być nie mogę.
- Mamy wolne, dziewczyno! Posłuchaj raz starszej koleżanki i odpocznij. - poradziła z uśmiechem.
- Pojechałabym na wakacje. Wiesz, o co mi chodzi. O wylegiwanie się na plaży, ale nie tak by się zjarać na raka. - zaśmiałyśmy się.
- Może da się coś zrobić. - oznajmiła z entuzjazmem.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Jen, a ona na mnie. Obie miałyśmy wymalowane zdziwienie na twarzy. Postanowiłam pójść otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stał Parker. Wybałuszyłam na niego oczy.
- Pomyliłeś adresy? - zapytałam.
- Nie. Chyba. Przyniosłem Ci Twoją torebkę. I na znak zgody chyba powinienem dać Wam obu to, skoro mamy wspólnego menadżera. - powiedział lekko zmieszany i wręczył nam małe bukieciki kwiatów różnego rodzaju.
- Co proszę?! - wyskoczyła Jen.
- Niby jakiego menadżera?! Naszą jest Naomi i żadnego innego nie mamy.
- To wy nic nie wiecie?! - zapytał zszokowany.
- Niby czego?!
- Scooter Braun was przejął. Wczoraj Naomi podpisała z nim umowę.
- Nie wiem, co brałeś, ale zmień dilera albo zmniejsz dawki, bo jazdy to masz niezłe.
- Naomi w życiu by nam tego nie zrobiła. Chociaż by nam powiedziała, albo porozmawiałaby. To nie w jej stylu. - szepnęłam z niedowierzaniem.
- A jaki był powód przejęcia? - zapytała Jen.
- Ja tam wiem?
-Pewnie kasa jak zwykle. - odpowiedziałam za bruneta.
Ten spojrzał na mnie spod byka.
- Nie gadaj, że się nie połapałeś. Braun jak tylko w kimś widzi dolary to robi wszystko, żeby to mieć. - dodałam. - Sory, że zrujnowałam idealną równowagę Twojego świata, panie Parker. - powiedziałam.
Zabrałam mu z ręki jego torebkę i poszłam do domu. Jen z nim została i jeszcze chwilę z nim rozmawiała. Gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, podeszłam do niej.
- Co jak co, ale prawdziwa fanka tak się nie zachowuje. - stwierdziła Jen.
- Co masz na myśli?
- Zamiast się cieszyć, że będziemy miały okazję pracować z naszymi idolami i nie tylko to jeszcze go zbanowałaś, że nas uprzedził.
- Sama lepsza nie byłaś.
- Dobra! Nie byłam!
- Jen. Tu nie chodzi już o to, że Parker zachował się jak dupek. Chodzi mi tylko o ten spisek pomiędzy Braunem a Naomi. Mogłaby chociaż nam wspomnieć, że coś takiego dojdzie do skutku, a nie postawiła nas jedynie przed faktem dokonanym i dowiadujemy się tego do cholery od Thomasa Parkera z The Wanted, który nawet nie był w tamtym momencie w centrum zainteresowania! - krzyknęłam.
- Caroline uspokój się trochę. - powiedziała spokojnie przyjaciółka.
- Jak?! Jen do cholery jasnej. Oboje potraktowali nas jako karty przetargowe do większej kasy! Czy ty tego nie widzisz?!
- Czy ty nie widzisz tego, że jesteśmy pod opieką jednego z najlepszych i najbardziej obrotniejszych menadżerów na świecie?! Co za tym idzie? Że drzwi do super sławy i kariery otworzyły się przed nami! Jesteśmy na tyle dobre w tym co robimy, że zechciał wziąć nas pod swoje skrzydła jak Biebera czy The Wanted i nadać tempa naszej karierze! Tylko szkoda, że nic z tych rzeczy nie potrafisz docenić. - powiedziała i poszła na górę przy czym zostawiła mnie samą w salonie.
Poczułam się jedynie oszukana. Czemu nikt nie potrafi tego zrozumieć?
Poszłam na górę do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Położyłam się w poprzek łóżka. Zawsze tak robiłam, kiedy byłam zła. Usłyszałam dzwoniący telefon. Wyjęłam go z torebki i odebrałam. Kiedy zobaczyłam, kto dzwoni, miałam ochotę rozwalić go o ścianę, ale opanowałam się i go odebrałam.
- Halo? - zapytałam z niechęcią.
- Widzę, że humor dopisuje idealnie. - stwierdziła Naomi. - Za półgodziny widzę Was w biurze bez żadnego ale, musimy porozmawiać.
- Ta. - prychnęłam. - Nawet wiem, o czym. - szepnęłam. - Dobrze, będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam zaraz do pokoju Jennifer.
- Nie słyszałaś o czymś takim jak pukanie? - zapytała uszczypliwie.
- Możliwe, że tak, ale nie teraz Jen. Za półgodziny mamy być w biurze u Naomi. chce pogadać. Już nawet chyba wiemy, o czym. - powiedziałam i wyszłam.
Poszłam z powrotem do pokoju i ubrałam się w wygodny zestaw.
Gdy zeszłam na dół spotkałam czekającą na mnie w salonie Jennifer, która miała na sobie to.
- No w końcu. - powiedziała. - Możemy już iść?
- Ta. - oznajmiłam. - Jen nie złość się no, ale po prostu nie chcę się czuć jak przedmiot podczas aukcji.
- Ja to rozumiem i sama tak się czuję, ale zluzuj trochę, okej?
- Spróbuję. - szepnęłam.
Po krótkiej wymianie zdań bez słowa wyszłyśmy z domu i spacerem poszłyśmy do biura. Całą drogę żadna z nas się nie odzywała, bo nie miała żadnego powodu. Oczywiste było to, że paparazzi nas śledzili itp., ale już nie miałam na to siły. Pognałyśmy do budynku na siódme piętro i weszłyśmy do gabinetu, a tam już czekali na nas: Naomi, Scooter Braun i The Wanted.
- No to się zaczyna. - szepnęłam i posłałam wszystkim sztuczny uśmiech.
- Cześć dziewczyny usiądźcie. - poleciła kobieta.
Żeby nie było zgrzytów, zajęłyśmy dwa wolne miejsca obok niej.
- Byle szybko - powiedziałam naburmuszona.
- Coś czuję, że nie będzie zbyt miło. - szepnęła Jen.
- Chodzi o to, że podpisałaś wczoraj umowę ze Scooterem, tak? - zapytałam. - Że nic nam nie powiedziałaś, potraktowałaś nas jak karty przetargowe lub jak kto woli przedmioty licytowane na aukcji?! Że nie zadzwoniłaś do nas nawet i nic nam nie powiedziałaś, nawet słówkiem nie pisnęłaś o tym! - podniosłam głos i wstałam.
- Caroline usiądź. - powiedział Braun.
- Nie będę siadać! - krzyknęłam. - Wiesz co?! Myślałam, że masz do nas chociaż trochę szacunku i chociaż nas uprzedzisz, ale tego?! Do cholery bym się w życiu po Tobie nie spodziewała! W życiu! Żebym musiała się do cholery od Parkera dowiadywać, co jest grane, a nie od własnej menadżerki! Sory. Byłej menadżerki. - warknęłam.
Wyminęłam ich wszystkich i wyszłam, trzaskając drzwiami, tak mocno, że aż zazgrzytało. Zamiast windy wybrałam schody i szybko zbiegłam na parter i pokierowałam się do domu.
- Caroline! Caroline zaczekaj! - usłyszałam głos Nathana za sobą.
- Czego?!
- Spokojnie dziewczyno. Przecież ja nic nie zrobiłem. - powiedział.
- Mam dość na dzisiaj. Sory . - odrzekłam i poszłam dalej.
Jednak tak łatwo mi to nie przyszło. Sykes złapał mnie za rękę i obrócił do siebie.
- Możesz nie zachowywać się jak rozkapryszona dziewucha i nie odstawiać szopek na środku ulicy? - zapytał.
- Będę robiła co mi się podoba. - powiedziałam i się wyrwałam z jego uścisku...

 --------

Hejka Wszystkim!
 7 rozdział za nami!
Mamy nadzieję, że pomimo dosyć długiego oczekiwania było warto c:
Dziękujemy za wszystkie Wasze mega motywujące komentarze :*
 jesteście kochane/kochani :* 
 No to... Do nexta oczywiście ;)
Pati&Nika

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 6

Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie. Jen patrzała na nas wielkimi oczami.
- Yyy. - odsunęłam się od niego o dwa kroki.
- Caro... - powiedział zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Chciałem Cię odwiedzić.
- Łał. Po roku Ci się o mnie przypomniało. Ciekawie się zapowiada nie powiem.
- Caro daj mi jeszcze szansę! Naprawię to! Obiecuję. Tylko daj mi ostatnią szansę. - poprosił chłopak.
- Daniel daj sobie spokój, okej? Dawałam Tobie "ostatnią" szansę z trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo. - powiedziałam. - Nie wiem, co sobie myślałeś przyjeżdżając tutaj, ale powiem ci, że możesz wracać do domu. Bo niczego nie wskórasz.
 Daniel to mój eks. Wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach, w których niegdyś się zakochałam. Jednak to był błąd i to wielki. Omamił mnie. Bawił się mną jak tylko potrafił. Wystarczyło, że pstryknął palcami, a ja byłam koło niego i spełniałam praktycznie każde jego zakichane pragnienie. W tych pięknych oczach można było się zatopić, jednak to była ślepa uliczka, bo w tych oczach krył się po prostu potwór, który napawał się tylko bólem swoich ofiar. W tym przypadku moim. Cieszył się wtedy kiedy wylewałam gorzkie łzy przez niego, kiedy ranił mnie i fizycznie i psychicznie. To był chory związek bez przyszłości. Z czasem nauczyłam się bronić i skończyłam po ośmiu miesiącach z nim. Jednak to nie było tak hop siup. Czasami byłam zbyt słaba, żeby odejść i zostawałam z nadzieją, że on się zmieni. Po pewnym czasie powiedziałam sobie dość i odeszłam naprawdę. Mimo tęsknoty za nim, uświadomiłam sobie i moja przyjaciółka też mi to uświadomiła, że nie warto. Że to jest pomyłka, że to nie jest ktoś kogo kocham. I miała rację. Jeszcze potrafił mnie nachodzić w szkole muzycznej, potrafił wchodzić do klasy i mówić jakieś obrzydliwe rzeczy o mnie, które w ogóle nie były prawdą. A teraz co? Zjawia się i chce, żebym wróciła?! Do niego!? Po tym wszystkim?! To są jakieś kompletne jaja! 
Jen mnie pociągnęła za rękę i poszłyśmy migiem do naszego domu. Była w szoku. Tym bardziej ja.
- No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego gnojka. - powiedziała.
- Nie ty jedna. - szepnęłam.
- Caro ty chyba nie chcesz...
- Nie! Nie ma mowy. Nie jestem taka głupia, żeby wejść drugi raz w to bagno. - powiedziałam stanowczo.
- Tyle dobrego. - szepnęła z ulgą.
Usiadłyśmy na schodach przed frontowymi drzwiami. Deszcz nie przestał lać, a my spędziłyśmy całą noc pod domem. Byłyśmy przemoknięte do ostatniej suchej nitki.
- Tego bym się w życiu nie spodziewała. - powiedziałam.
- Czego? - zapytała ziewając.
- Że tak się ten cudowny bankiet zakończy. - zaśmiałam się. - Parker nie oddał mi torebki, cholera wie, czy ją wyrzucił czy nie.
- Zagadka roku normalnie.
- Bez kitu. - szepnęłam. - A ty wytrzeźwiałaś?
- Tak. - uśmiechnęła się szeroko.- I nawet nie mam zbytniego kaca. - dodała.
- Tyle wygrać, co? - zaśmiałam się.
W końcu Jen zaczęła szperać ręką pod wycieraczką. Patrzałam na nią dosyć zdziwiona. W końcu w jej ręce pojawił się srebrny kluczyk. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Patrz co mam. - powiedziała.
- I my tu całą noc siedziałyśmy i marzłyśmy?! - zapytałam z oburzeniem.
- Jakbym to specjalnie chciała zrobić to byś od razu wiedziała. - zaśmiałam się. - Teraz mi się przypomniało, że zapasowy klucz jest pod wycieraczką. Na której siedziałyśmy przez całą noc. - nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
Przy końcu ja też zaczęłam.
- W ogóle, która godzina? - zapytałam.
- Coś koło siódmej rano. - szepnęła.
- Menadżerka nas zabije. - powiedziałam przestraszona.
- Czemu?
- Mamy dzisiaj nagrywać. - szepnęłam i walnęłam się w czoło. - Kurde miała jeszcze dzwonić do nas.
- Wyluzuj. Przecież zawsze ma jeszcze do mnie numer, nie? - zapytała.
- Jakby do Ciebie miała jeszcze dzwonić, skoro nigdy nie odbierasz telefonu. - zaśmiałam się.
- W sumie też fakt. - odpowiedziała.
- Będzie ciekawie dzisiaj. - szepnęłam. - Chodź idziemy do domu, a nie będziemy siedzieć jak te kołki w płocie. - powiedziałam i wstałam.
Jen podała mi klucz i w końcu weszłyśmy do domu, gdzie panował ład i porządek. 


Rozsiadłam się na fotelu i niemal od razu zasnęłam. Jen tak samo. Jednak długo ten odpoczynek nie trwał, bo zadzwonił telefon przyjaciółki.
- Jeeezu - stęknęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Halo? - zapytała Jen. - Tak. Caro zgubiła torebkę i telefon w nim był. Tak. Tyle co do domu weszłyśmy. Tak. - zaśmiała się nerwowo. - Dobrze, pamiętamy. O 14, tak? Cześć. - rzuciła telefon na stoliczek.
- Naomi? - zapytałam.
- Taaa. - mruknęła.
- Opierdziel mamy?
- Jeszcze jaki. - syknęła.
- Żeby to pierwszy. - zaśmiałyśmy się równo. - Na 14.00 mamy być w studio tak?
- Taaa. Boże jak my damy radę, to ja nie wiem.
- Jak ty dasz. Ja niczego nie piłam. - zaśmiałam się.
- Ale całą noc mamy zarwaną? Mamy. Więc jedziemy na jednym wózku.
- W sumie. Idę spać, chociaż 2 godzinki. - ziewnęłam i zasnęłam z Jen w salonie...

-----

Witamy !
Co do rozdziału to w całości pisała Pati ;)
Ja dzisiaj tylko notkę machnę ^^
No to dziękujemy za 7 strasznie motywujących komentarzy :*
Buziaki :*
Do nexta ♥
Pat & Nika

czwartek, 29 sierpnia 2013

The Versatile Blogger Award

Dziękujemy za nominację EN Say ♥
 
ZASADY

-podziękować za nominację osobie dzięki której zostałeś włączony do gry,
- pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger Award,
- ujawnić 7 faktów o sobie,
- nominować 15 osób, które według nominowanego na to zasługują,
- poinformować nominowane osoby o ich nominacji.
 
Pati :
 
1. Lubie kuchnie meksykanska
2. Mam dwa psy
3. Ostatnio dosc czesto napada mnie brak weny
4. Nie lubie miec balaganu w pokoju
5. Lubie jesc
6. Uwielbiam grac w siatkowe oraz badmingtona (tak sie chyba to pisze xd)
7. Uwielbiam Harrego Pottera
 
Nika :
 
1. Mam uczulenie na pieprz
2. Uwielbaim gdy ktoś mnie czesze :)
3. Jestem spokojna
4. Nie lubię jesieni
5. Przeczytałam trylogię 50 Twarzy Greya
6. Lubię bawić się ogniem
7. Kocham fotografię ♥
 
NOMINOWANI :
 
 
 
 
Buziaki
Nika&Pati

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 5

Buty i torebkę wzięli Siva i Nareesha, a TomTom mnie asekurował poprzez trzymanie mnie za łydki.
Jen, Nathan, Jay i Max szli z tyłu.
- Ej ludzie - zaczął Loczek
Odwróciliśmy się do niego.
- No bo ja dzisiaj mam urodziny, nie? I może jakaś mała impra by się przydała? Co wy na to? - spytał
Popatrzyliśmy po sobie i się uśmiechnęliśmy kiwając głowami
- Siedem razy tak - zaśmialiśmy się
- No i to mi się podoba - potrząsnął swoimi bujnymi loczkami
- McGuiness, a gdzie? - spytał Max
- Może u nas? - odpowiedział pytaniem na pytanie
- No to lecimy! - uśmiechnął się Tom i poszliśmy <ja właściwie zostałam przeniesiona>
Gdy już byliśmy przed domem chłopaków, okazało się, że Max zgubił gdzieś klucze. Wszyscy zaczęli poszukiwania. W końcu znalazł je Nathan. Zapomniał, że miał je w kieszeni.
Tom postawił mnie na ziemi, a Naree podała mi buty i torebkę.
Weseli i uśmiechnięci weszliśmy do domu. Muszę przyznać, że było tam tak... czysto. Wystrój był nowoczesny, meble białe, tak samo jak ściany. Normalnie czułam się trochę jak w szpitalu. Jay, Max i Tom zniknęli w piwnicy. Poszli po procenty.
- Siva, ty nie? - spytała Jen
- Ja nie lubię alkoholu. A poza tym po co jeszcze ja im tam? - uśmiechnął się i przytulił Nareeshę
Po chwili 3/5 The Wanted wróciło z trunkami.
- No to co, zaczynamy imprezę? - spytał Jay
Wszyscy się szeroko uśmiechnęliśmy
- Nathan podaj jakieś kieliszki! - krzyknął Tom
- Ok - uśmiechnął się i spełnił życzenie Parkera
Po chwili Jen, Jay, Max i Tom mieli szklane naczynia do połowy zapełnione Jackiem Danielsem.
- No to zdrowie naszego McGuinessa. Kochamy cię bracie - Łysolek wzniósł toast
Wszyscy stuknęli się kieliszkami i pociągnęli łyka. Ja, Nath, Seev i Naree nalaliśmy sobie soku pomarańczowego i również wypiliśmy za Jaya.
Wszyscy mieli dobry, nawet mogę powiedzieć bardzo dobry humor, ale to po paru głębszych. Jay włączył muzykę na full i zaczęliśmy hasać w rytm muzyki po całym domu.
Było zabawnie. Opróżnili 3 Danielsy plus dwie wódki po pół litra. Po jakiś dosłownie dwóch godzinach, ci co pili zataczali się już nie w rytm muzyki, ale dlatego, bo ledwo co na nogach stali.
Ja jako jedna z trzeźwych w tym towarzystwie, postanowiłam z Nareeshą schować alkohol, bo gdyby wypili więcej, byliby nachlani do nieprzytomności.
- Dobra starczy. - powiedziała Naree.
- Naree no co ty? - zapytali niezadowoleni Max z Tomem i Jayem.
- Nachlejecie się do nieprzytomności i potem będziecie trzy dni rzygać jak koty.
- Tutaj się zgadzam. - odezwałam się.
- Ooo pani małomówna zaczęła się odzywać? - zapytał Tom.
- Jeb z dzidy widzę. - westchnęłam. - Idź już więcej nie pij.
- Będę pił tyle ile będę chciał. Niańki nie potrzebuję.
- Właśnie widać. Wysoki do nieba a głupi jak trzeba. - uśmiechnęłam się.
- Przeszkadza Ci to?
- Jedynie jak jesteś narąbany w trzy dupy. - oznajmiłam. - Tak to niekoniecznie, bo to jest nawet śmieszne.
Nathan się zaśmiał. Ja pokręciłam głową by tego nie robił. Niebezpiecznie zaczął się zbliżać.
- No. Panienko z X-Factora.
- Masz z tym problem? - zapytałam
- Wyjmij z powrotem alkohol.
- Może gdybyś był trzeźwy to byśmy to zrobiły. - odpowiedziała mulatka.
- Ej no co z wami? - zapytał Jay.
- Tomowi chyba alko za szybko do głowy uderzyło.- odpowiedziałam sarkastycznie.
- Żeby tobie coś zaraz nie uderzyło. - odpowiedział.
- A wal sie. - warknęłam. - Jen idziemy! - powiedziałam.
- Dziewczyny no co wy? - zapytał solenizant.
- Przykro nam JayBird, ale nie będę słuchała kazań nachlanego w trzy dupy Parkera.
- Po nazwisku to po pysku! - powiedział.
Nie odpowiedziałam, bo nie było warto. Przewróciłam teatralnie oczami. Z Jen ubrałyśmy się i opuściłyśmy twierdzę The Wanted.
- Co za idiota. - warknęłam, gdy już byłyśmy za drzwiami frontowymi.
- Oj Caro weź się rozluźnij. Zawsze musisz być taka odpowiedzialna? - zapytała delikatnie.
- Nie ale... Cholera! - powiedziałam głośno, gdy byłyśmy już dosyć oddalone.
- Co jest?! - zapytała zdezorientowana.
- Nie wzięłam torebki. - walnęłam się w czoło.
- No to się wracamy.
- Teraz to dzwonek już po ptakach. - westchnęłam. - Tylko że tam jest mój telefon, klucze do domu i tym podobne. Jen? Wracamy się. - powiedziałam stanowczo. - Tylko zdejmę te cholerne szpilki, bo mi nogi odpadną za dwie sekundy. - oznajmiłam i to zrobiłam.
- Już? Bo zaraz tu zastygnę jak posąg. - powiedziała rozbawiona.
- Śmiej się dalej, a śpisz na wycieraczce.
- To ja jestem ta starsza kochana. - odpowiedziała klepiąc mnie po plecach.
- Dobra. - westchnęłam i po chwili znowu byłyśmy pod drzwiami domu TW.
Chciałam zadzwonić, ale o dziwo Tom otworzył mi drzwi.
- Czyś byś czegoś szukała? - zapytał chwiejnie.
- Tak. Trzymasz to w ręce. - odpowiedziałam. - Oddaj moją torebkę.
- Magiczne słowo?
- Szybko? Chcę się wyspać. Bo kurde mam parę dni wolnych i chce odpocząć w domu, a nie pod domem? - spojrzałam na niego.
- Byłby ciekawy widok. - odpowiedział rozbawiony.
- Oddaj torebkę Tom to nie jest zabawne. - wtrąciła Jen.
- Z tobą nie rozmawiam koleżanko. - odpowiedział.
- Proszę, żebyś mi oddał tę torebkę, bo kurwa zamarznę razem z Jen przez noc jeśli będę musiała nocować na ławce w parku. - warknęłam.
Bruneta to wyraźnie rozbawiło, a we mnie zaczęło się po prostu gotować. Jen to zauważyła.
- Chodź Caro. Nie warto użerać się z debilem. Mam zapasowe klucze schowane pod wycieraczką jeszcze. - powiedziała spokojnie.
- Dobra. - westchnęłam. - Baran. - powiedziałam na odchodne i poszłyśmy.
- Już myślałam, że pod koniec z obcasa mu w twarz przyłożysz. - odezwała się po kilku minutach Jen.
- Przeszło mi to przez myśl, ale się powstrzymałam na szczęście. - odpowiedziałam.
- Groźna Caroline. Co za niespotykany widok. - zaśmiała się Jen.
- Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne. - burknęłam. - Nie dość, że cholera mnie nogi strasznie bolą, to jeszcze nie odzyskałam ani telefonu, ani kluczy, ani chociaż samej torebki.
- Oj nie marudź! Mogło być gorzej. - powiedziała.
Zaczęło padać. Mało co nie wybuchłam. Zaczęłam krzyczeć.
- Dobra cofam to. - oznajmiła cicho.
- No to są jakieś jaja po prostu!
- Caro spokojnie. Jest środek nocy, a my zachowujemy się... Ty się zachowujesz jak dziecko.  - zaśmiała się.
Z bezsilności zaczęłam się też śmiać.
- Dawaj! - zaczęłam się kręcić w deszczu, a zaraz Jen dołączyła do mnie.
Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie...




-----------

Cześć :3
Z góry przepraszamy za sporą przerwę w pisaniu, ale typowy brak weny nas napadł ;c 
Mamy nadzieję, że rozdział się spodobał. :)
Czytasz = komentujesz
Pat & Nika