sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 8

  *Perspektywa Jennifer

Kiedy usłyszałam trzask drzwi, podskoczyłam na krześle. Nathan automatycznie wstał i pobiegł za Caroline. Pozostali na mnie spojrzeli.
- Na mnie nie patrzcie. Miała prawo się wkurzyć. - wzruszyłam bezradnie ramionami.
Naomi pokręciła głową z dezaprobatą.
- Tego się nie spodziewałam.
- My nie spodziewałyśmy się tego, że nas wystawisz. - stwierdziłam spokojnie i spojrzałam na nią. - Caro ma rację z tym jak nas potraktowaliście i szczerze mi się też to za cholerę nie podoba.
- To dlaczego panna Jefferson tak zareagowała? Skoro mogła być spokojna jak ty? - usłyszałam pytanie Brauna.
- Naomi powinna pana uprzedzić, że Caroline jest stosunkowo wrażliwa na zmianę otoczenia i jakąkolwiek zmianę, panie Braun. - oznajmiłam dość elokwentnie.
- No cóż. - westchnęła kobieta.
- To my rozumiem już nic nie mamy mówić? - zapytał Jay.
Zaśmiałam się dźwięcznie, ale z lekką ironią.
- Tak Jay. Macie być cicho. - odpowiedział Scooter.
Wymieniliśmy się wszyscy numerami. Do pomieszczenia wrócił zdyszany BabyNath.
- I co? - zapytałam.
- Będzie ciężko. Niezłe z niej ziółko. A po za tym. Chyba nie spodobał się jej szybki obrót zmian.
- Mówiłam. - wtrąciłam. - Dobra ja też się zwijam. To spotkanie nie ma sensu bez Caroline, z którą też trzeba coś uzgodnić. - wstałam i wzięłam torebkę ze stołu. - Koniec spotkania. - dorzuciłam na koniec i wyszłam z pokoju.
Zjechałam windą na parter i poszłam w stronę domu. Postanowiłam od razu zadzwonić do Caroline. Co było nie lada wyczynem, bo jakoś nie za bardzo chciało jej się odebrać telefon. Odbierz w końcu no, pomyślałam. Ale nic. Włączyła się jedynie poczta głosowa.
- O to ciekawie się zapowiada. - szepnęłam do siebie i czym prędzej pognałam do domu.
Gdy tam weszłam, nic mnie nie zaskoczyło. Wchodzę do salonu, a tam Caro zalana w trupa. Wybałuszyłam na nią oczy i podeszłam powoli. Rzuciłam torebkę na fotel obok.
- Caro. - gdy tylko ją szturchnęłam usłyszałam jakiś bełkot, z którego zrozumiałam tylko to.
- ...Bany Braun, pieprzony show biznes i to spotkanie. O Jen jak miło. - uśmiechnęła się sztucznie i z powrotem padła na kanapę.
- O cholera. Będzie ubaw. - szepnęłam. - Caro ogarnij się! - krzyknęłam na nią.
- Walić to. - burknęła.
Próbowałam ją podnieść. Cholera jedna nie dała się. Trzymała się kurczowo skórzanej kanapy.
- Nie no sama nie dam rady. - westchnęłam bezradnie.
Usłyszałam jeszcze obelgi na temat całej tej sytuacji z przejęciem przez Brauna. Zaczęłam się śmiać cicho. Z braku laku zadzwoniłam po Maxa. 
- Co jest?
- Caro zalana w trupa. Nie dam rady sama jej przenieść do jej pokoju, bo kurczowo trzyma się kanapy. Jakby chciało się Tobie wpaść po drodze najlepiej teraz zaraz, to bym była szczęśliwa.
-Dobra zaraz będę. - powiedział i się rozłączył.
- Caro jak George Cię zobaczy to umrze ze śmiechu. - westchnęłam z uśmiechem na twarzy. - Pierwszy raz i się tak nawalić. Haha! - zaśmiałam się.
Usiadłam sobie wygodnie w fotelu i pozostało mi tylko czekać i przypilnować małolatę. Po około 10 minutach wbiegł Max.
- Nie. Nie istnieje coś takiego jak dzwonek do drzwi czy pukanie. - stwierdziłam z sarkazmem i wstałam.
- Gdzie jest zalana?
- Tu - pokazałam palcem.
Podszedł do kanapy. Podrapał się po łysinie. Po wyrazie jego twarzy można było stwierdzić, że nie za bardzo wie, jak ma się do tego zabrać. W końcu podjął się próby, w której poniósł jak ja klęskę.
- Zostaw mnie kurwa ty nie wiesz, że sie nie rusza tego co nie twoje?! - wybełkotała Caroline.
Parsknęłam śmiechem, a ten biedny i zdezorientowany stał nad nią jak anioł stróż.
- Będzie ciekawie. - szepnął do siebie.
Jeszcze chyba z pięć razy tak próbował i skończyło się pięknymi obelgami z ust zalanej blondynki. Spojrzał na mnie bezradnie.
- Ja się poddaje. Co ona przyssała się do tej kanapy?! - zapytał bliski załamania i usiadł zmęczony w fotelu po drugiej stronie salonu.
- Nie powiedziałam, że będzie łatwo.
- Myślałem, że jaja sobie robisz. - oznajmił.
- Nie. Jak weszłam do domu, to też nie uwierzyłam zbytnio. - zaśmiałam się. - To co z nią robimy? Ona tak tu zostać nie może.
- Nie wiem. Dzwonię po Toma.
- Nie jego! Nie jego! Wszystko byle nie jego! - powiedziałam szybko.
- Czemu? - zapytał zdziwiony.
- Caroline go szczerze nie lubi. - oznajmiłam i podrapałam się po głowie.
- Może jak jest pijana, to go nie rozpozna?
- Próbować można. - wzruszyłam ramionami.
- No dobra dzwoń. - westchnęłam i podeszłam do okna po czym je otworzyłam.
W domu panował taki okropny odór wódki, że się wytrzymać nie dało. Max tym czasem poszedł zadzwonić po Parkera, z czego Caro, nawet pijana nie będzie zadowolona, ale jakoś trzeba ją odholować do jej pokoju, bo w salonie na pewno tak koczować nie będzie z butelką pod pachą.
Po kolejnych paru minutach Thomas stawił się na posterunek czyli do domu.
- Nie uwierzę jak nie zobaczę. - klasnął w ręce zajarany. - Serio ona się upiła? - zapytał idąc do salonu.
- I to jeszcze jak. Od kanapy się odkleić nie może. - dodał Max.
- No dobra... -Gdzie ona jest?
- Na kanapie. - odpowiedziałam za Maxa i podeszłam do nich.
Parker od razu zabrał się do roboty. Ja i George mieliśmy przy tym niezły ubaw z niego. Za cholere nie chciała się odczepić od kanapy.
- Bynajmniej teraz nie bluzga. - stwierdził Max.
Potaknęłam głową bez żadnego słowa.
- No już cholera... - stękał Tom.
Zadziwiliśmy się, bo w końcu się  odczepiła i brunet ją miał na rękach.
- W końcu! - odetchnęłam z ulgą.
Podeszłam do nich i spojrzałam na jej twarz. Spała.
- Gdzie mam ją zanieść? - zapytał cicho.
- Trzecie drzwi po prawej na górze. - szepnęłam.
Uśmiechnęłam się delikatnie na widok Parkera, który się w nią wpatrywał non stop. Złapał ją nieco pewniej i zaniósł do jej pokoju. Wyrzuciłam butelkę po wódce i kartonik po soku pomarańczowym.
- Kac będzie niezły skoro sama tyle zdołała wypić.
- Połowa z tego się wylała, bo cała kanapa się lepi i podłoga też. Ale kac i tak będzie, po raz pierwszy w ogóle miała alkohol w ustach. - westchnęłam i po chwili starłam wszystko z kanapy i podłogi.
Nagle w całym domu rozległ się krzyk Parkera. Szybko podbiegliśmy na górę, mało co się nie zabijając na schodach.
- Co jest grane?! - wpadliśmy do pokoju.
- Zrzygała się na mnie!!!
- wrzasnął z obrzydzeniem.
Chciało mi się tak śmiać, że ledwo co wytrzymałam. Gdyby on wtedy siebie widział. Ale z drugiej strony to było tak ohydne i obrzydliwe, że sama mało co pawia nie puściłam.
- Idź do łazienki. - poleciłam brunetowi. - O Boże. - jęknęłam na syf wokół łóżka.
Bez gadania z Georgem to posprzątaliśmy. Nie obyło się bez jęków Toma w łazience z czego się śmiałam.
- Jak powiemy Caroline o tym, co ona zrobiła, to jak zareaguje? - zapytał Max.
- Nie uwierzy na bank. Boże do czego to doszło. Dobrze, że mamy wolne. - westchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Macie jakąś czystą koszulkę? - zapytał Tom.
Pokazał oczywiście swój extra wysportowaną klatę, na której punkcie nie jedna oszalała. Podniosłam tyłek i wygrzebałam z Jefferson szuflady o wiele na nią za dużą koszulkę z  Kurtem Cobainem.

- Powinna pasować. - rzuciłam mu ją.
- Dzięki. O też mam taką. - ucieszył się. - Bynajmniej jak człowiek będę wyglądał. - mruknął.
Po paru chwilach się pożegnaliśmy i na szczęście w ogóle nie wspominaliśmy o całym cyrku z przejęciem nas przez Brauna.


______________________________________

Witamy po długiej przerwie.
Z góry za nią przepraszamy :c
Mamy nadzieję, że rozdział to Wam wynagrodzi ;)
Nie zapomnijcie o komentarzu c:
Do następnego :3
Nika & Pat 

1 komentarz:

  1. Świetnie piszesz i nominacja dla Cb :)http://the-wantedmiracle-is-to-have-a-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń