niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 9

*Perspektywa Jennifer


Po chwili namysłu poszłam do łazienki, w której się trochę ogarnęłam. Odświeżona, z lepszym samopoczuciem zaszłam jeszcze do Caro. Dziewczyna spała jak zabita. Przewróciłam oczami, po czym poszłam jeszcze do salonu, usiadłam na sofie i włączyłam telewizor. Leciał akurat jakiś nieciekawy film. Jednak czułam potrzebę oglądnięcia czegoś, czegokolwiek. Chciałam chociaż na chwilę zapomnieć o zmianie menadżera i tym wszystkim.
Zrobiłam miskę popcornu i usiadłam na sofie. Oglądałam bezsensowny film, który i tak był najlepszym wyjściem, patrząc na to, ile reklam puszczają w telewizji.
Na jakikolwiek kanał bym nie przełączyła, wszędzie reklamy. To było frustrujące.
Po jakiejś godzinie usłyszałam szamotaninę na górze. Oho pewnie Caro wstała. Podniosłam się i poszłam szybkim krokiem na górę.
- I jak tam? - zapytałam uśmiechnięta od ucha do ucha.
- Czuję się jakby ktoś mi po prostu zajechał łopatą w głowę. Trzy razy. - jęknęła.
Zaśmiałam się.
- Żebyś ty wczoraj siebie widziała. Zalałaś się w trupa. Totalnie. - oznajmiłam.
- Nie pomagasz. - mruknęła niezadowolona z obrotu spraw. - Film mi się urwał.
- Może to i lepiej.- westchnęłam cicho.
-Jen co ja zrobiłam?! - zapytała szybko przerażona.
Spojrzałam na nią i po chwili zastanowienia udzieliłam odpowiedzi.
- Sama nie dałam rady cię odczepić od łóżka, więc postanowiłam zadzwonić po Maxa. On też nie dał rady. Ty w ogóle zaczęłaś po nim jechać jak po szmacie...
- No dzięki. - mruknęła sarkastycznie.
- Prawdę mówię. - odpowiedziałam szybko. - Wracając do tematu. Kiedy już skończyłaś swój cudowny monolog, Max zadzwonił po pomoc. I tutaj pojawia się imię sama-wiesz-kogo.
- Nie... - spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
- Tak. - odparłam. - No i on przyjechał, jakimś cudem cię odczepił od kanapy w salonie no i zaniósł cię do twojego pokoju. Na samym końcu obrzygałaś go całego.
- Co?! - krzyknęła, ale zaraz po tym złapała się za głowę.
- Tak. Zarzygałaś mu całą koszulkę, więc pożyczyłam mu jedną z twoich.
- Błagam powiedz tylko, że nie tą z...
- Kurtem Cobainem? - zapytałam piskliwie i podrapałam się po głowie. - Tak. Pożyczyłam mu ją. - uśmiechnęłam się.
- Nie żyjesz. - warknęła. - Jen!
- Byłaś zalana w trupa, bluzgałaś na wszystkich i na wszystko co się ruszało i próbowało cię odczepić od kanapy, na końcu obrzygałaś Parkera od góry do dołu. Należała mu się czysta koszulka.
- Już widzę współpracę nie ma co.
- A i dzwonił Scooter Braun. Mamy stawić się za jakieś dwie godziny w biurze. Spotkanie organizacyjne.
- Nie ma mowy. Nie pójdę w takim stanie. O Boże. - jęknęła i pobiegła do łazienki.
Zaśmiałam się delikatnie.
- Alkohol smakuje dobrze, w drodze powrotnej, już niekoniecznie - stwierdziłam i poszłam na dół zrobić jej śniadanie.
Po niedługim czasie zeszła na dół blada jak kreda.
- Nigdy więcej nie tknę alkoholu. A z pewnością nie tknę wódki. - mruknęła i usiadła przy stole.
- A i nie zapomnij podziękować chłopakom za pomoc.
- Jaką pomoc?
- Gdyby nie oni, leżałabyś tutaj, cała połamana. - oznajmiłam i wzięłam jedną kanapkę.
- Jasne. Z pewnością podziękuję Parkerowi. - westchnęła.
- Wyczuwam tutaj dość spory sarkazm.
- Dobrze. Taki miałam zamiar. Mu dziękować z pewnością nie zamierzam.
- Był pijany, jak ty wczoraj.
- Bronisz go jeszcze?! - oburzyła się.
-Nikogo nie bronię tylko stwierdzam fakty, a teraz cicho bądź, bo chce przełożyć to cholerne spotkanie w biurze. - warknęłam i wyszłam z kuchni i poszłam na zewnątrz.
Jedno powiem. Scooter jest spoko, ale są tego pewne granice. Nie był z pewnością zadowolony z przełożenia spotkania, ale ustąpił nam. Tym razem.
Wracając do domu wpadłam na Toma.
- Hej. Jak tam Caroline? Żyje? - zapytał.
- Żyje, ale kac morderca jej nie opuścił. - stwierdziłam i się delikatnie zaśmiałam.
- Coś czuję, że nie opuści jej przez najbliższe dwa dni.
- Taaa nie ty jeden. - mruknęłam. - Wejdź, nie będziesz tak stał jak głupek.
- Spoko. - wzruszył ramionami i podążył za mną.
Z kuchni wyszła Caro.
- Jen dostałam tweeta, że... Chyba sobie ze mnie jaja robicie. - powiedziała zszokowana.
- Tom przyszedł, bo chciał się dowiedzieć, jak się czujesz. - odparłam dość dosadnie.
- Jasne, a ja nazywam się Justin Timberlake. - mruknęła i poszła do salonu.
- Auć. - mruknął.
- Zapomniałam dodać, że do pakietu dołączył się sarkazm, wredność i ironia. - westchnęłam ciężko.
- Spoko, nie przejmuj się tym. Wieczorem robimy grilla u nas, wpadnijcie jak chcecie. - uśmiechnął się.
- Jasne, tylko doprowadzę Caroline do ładu.
- A. Byłbym zapomniał. Oddaję koszulkę. Wyprana i nawet wyprasowana.
- Ty nigdy nie prasujesz. Ani żaden z was. - stwierdziłam zszokowana.
- Skąd wiesz?
- Stare flipy WantedWednesday. - poklepałam go po ramieniu. - tak czy inaczej dzięki.
- Spoko. - szepnął. - Możemy pogadać? Na zewnątrz? Tak, żeby Caro nie widziała, nie słyszała, ani nic? - zapytał cicho.
- Jasne. - odpowiedziałam nieco zdziwiona i poszłam za nim na ganek. - Co jest?
- Caro jest wkurzona?
- Nie... - mruknęłam.
- W skali od jednego do stu?
- Zabraknie cyfr.
- Przecież można liczyć liczyć i końca nie widać. - stwierdził zdziwiony.
- No właśnie.
- A. - zaśmiał się, gdy już zorientował się o co chodzi. - to lipa.
- Czemu?
- Bo chciałem jakoś wynagrodzić całą tą beznadziejną sytuację.
- Czemu nie zrobisz tego teraz?
- Poczekam, aż jej przejdzie. - stwierdził. - To chyba będzie najrozsądniejsze wyjście. Dla wszystkich.
- Mówisz tak, jakby Caro była potworem. - zaśmiałam się. - Nie ale tak na serio, to lepiej by było, jakbyś to zrobił najszybciej jak to możliwe, bo im dalej w las, tym więcej drzew.
- Czyli im dłużej będzie czekała, tym bardziej będzie wkurzona? -zapytał upewniająco.
- Dokładnie tak. Także ja ją spróbuję ugadać na tego grilla, a ty się zrehabilituj i będzie wszystko okej, zgoda?
- Zgoda. - podaliśmy sobie ręce. - Dobra ja lecę cześć. - rzucił na pożegnanie i zniknął, za drzewami.
Wróciłam do domu.
- Co mnie ominęło? - przyszła powolnym krokiem przyjaciółka.
- Idziemy wieczorem na grilla do The Wanted.
- Nie ma mowy. - odparła.
- Jak to nie ma mowy?! - zapytałam z niedowierzaniem. - Caroline nie bądź cyniczna, błagam. Nie wiadomo, kiedy taka okazja się powtórzy. - jęknęłam.
- Na co? Na picie? Jeszcze dużo razy. - prychnęła.
- Przeginasz i to ostro. - warknęłam już powoli wytrącona z równowagi przez jej zachowanie.
- I co? Chcesz to idź, ale beze mnie.
- Caro ja rozumiem, że masz kaca, że boli cię głowa, że nie masz humoru i inne pierdoły, ale odrzucając każdą propozycję na poznanie idoli, w końcu przestaną nas zapraszać i nigdy nikogo nie poznamy tak, żeby się zaprzyjaźnić. - stwierdziłam już z większą dozą spokoju w głosie.
- Po prostu nie chcę patrzeć na Toma.
- A czy wszystko musi obracać się wokół Toma?  - zapytałam. - Tam będą też Nathan, Max, Jay i Seev, być może jeszcze Nareesha. - uśmiechnęłam się delikatnie. -No dawaj, jeśli nie będziesz chciała z nim gadać, to po prostu z nim nie gadaj i sprawa załatwiona.
- Dobra przestań już jęczeć. - westchnęła. - Idziemy na tego grilla.
- Boże kochana jesteś! - pisnęłam i się na nią rzuciłam.
- Ciszej, miej litość. - jęknęła i poszła się położyć.
Skoro już się zgodziła to połowa drogi za mną, pomyślałam. Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam po swojego laptopa.
Czułam, że ten wieczór będzie jednym z najlepszych momentów w naszym życiu...

________________________________

Witamy po długiej przerwie :)
Tak jak obiecywałyśmy, rozdział pojawił się w tym miesiącu i mamy nadzieję, że wybaczycie nam tak długą nieobecność.
Mamy nadzieję, że rozdział się spodobał. Dajcie znać, co sądzicie
Do zobaczenia!
Nika&Pat

niedziela, 15 czerwca 2014

NOTKA

  • Ja i Nika bardzo przepraszamy za nieobecność na tym blogu. Nawet nie mamy niczego na obronę, ale spowodowane to było brakiem czasu weny i wszystkiego. Mam nadzieję, że jeszcze tutaj zaglądacie czasami :)
  • Nowy rozdział pojawi się na pewno w tym miesiącu i mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) 
  • Tymczasem (a dokładnie wczoraj) założyłam nowego bloga. Jeśli interesujecie się sportowcami to serdecznie zapraszam :)  

And you call yourself honest? 

 

Do zobaczenia wkrótce! :)

czwartek, 23 stycznia 2014

#Napisałam piosenkę ;)

Po raz pierwszy w życiu napisałam piosenkę i się nią dzielę na YT i wszędzie :)
Mam nadzieję, ze się spodoba ;)

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 8

  *Perspektywa Jennifer

Kiedy usłyszałam trzask drzwi, podskoczyłam na krześle. Nathan automatycznie wstał i pobiegł za Caroline. Pozostali na mnie spojrzeli.
- Na mnie nie patrzcie. Miała prawo się wkurzyć. - wzruszyłam bezradnie ramionami.
Naomi pokręciła głową z dezaprobatą.
- Tego się nie spodziewałam.
- My nie spodziewałyśmy się tego, że nas wystawisz. - stwierdziłam spokojnie i spojrzałam na nią. - Caro ma rację z tym jak nas potraktowaliście i szczerze mi się też to za cholerę nie podoba.
- To dlaczego panna Jefferson tak zareagowała? Skoro mogła być spokojna jak ty? - usłyszałam pytanie Brauna.
- Naomi powinna pana uprzedzić, że Caroline jest stosunkowo wrażliwa na zmianę otoczenia i jakąkolwiek zmianę, panie Braun. - oznajmiłam dość elokwentnie.
- No cóż. - westchnęła kobieta.
- To my rozumiem już nic nie mamy mówić? - zapytał Jay.
Zaśmiałam się dźwięcznie, ale z lekką ironią.
- Tak Jay. Macie być cicho. - odpowiedział Scooter.
Wymieniliśmy się wszyscy numerami. Do pomieszczenia wrócił zdyszany BabyNath.
- I co? - zapytałam.
- Będzie ciężko. Niezłe z niej ziółko. A po za tym. Chyba nie spodobał się jej szybki obrót zmian.
- Mówiłam. - wtrąciłam. - Dobra ja też się zwijam. To spotkanie nie ma sensu bez Caroline, z którą też trzeba coś uzgodnić. - wstałam i wzięłam torebkę ze stołu. - Koniec spotkania. - dorzuciłam na koniec i wyszłam z pokoju.
Zjechałam windą na parter i poszłam w stronę domu. Postanowiłam od razu zadzwonić do Caroline. Co było nie lada wyczynem, bo jakoś nie za bardzo chciało jej się odebrać telefon. Odbierz w końcu no, pomyślałam. Ale nic. Włączyła się jedynie poczta głosowa.
- O to ciekawie się zapowiada. - szepnęłam do siebie i czym prędzej pognałam do domu.
Gdy tam weszłam, nic mnie nie zaskoczyło. Wchodzę do salonu, a tam Caro zalana w trupa. Wybałuszyłam na nią oczy i podeszłam powoli. Rzuciłam torebkę na fotel obok.
- Caro. - gdy tylko ją szturchnęłam usłyszałam jakiś bełkot, z którego zrozumiałam tylko to.
- ...Bany Braun, pieprzony show biznes i to spotkanie. O Jen jak miło. - uśmiechnęła się sztucznie i z powrotem padła na kanapę.
- O cholera. Będzie ubaw. - szepnęłam. - Caro ogarnij się! - krzyknęłam na nią.
- Walić to. - burknęła.
Próbowałam ją podnieść. Cholera jedna nie dała się. Trzymała się kurczowo skórzanej kanapy.
- Nie no sama nie dam rady. - westchnęłam bezradnie.
Usłyszałam jeszcze obelgi na temat całej tej sytuacji z przejęciem przez Brauna. Zaczęłam się śmiać cicho. Z braku laku zadzwoniłam po Maxa. 
- Co jest?
- Caro zalana w trupa. Nie dam rady sama jej przenieść do jej pokoju, bo kurczowo trzyma się kanapy. Jakby chciało się Tobie wpaść po drodze najlepiej teraz zaraz, to bym była szczęśliwa.
-Dobra zaraz będę. - powiedział i się rozłączył.
- Caro jak George Cię zobaczy to umrze ze śmiechu. - westchnęłam z uśmiechem na twarzy. - Pierwszy raz i się tak nawalić. Haha! - zaśmiałam się.
Usiadłam sobie wygodnie w fotelu i pozostało mi tylko czekać i przypilnować małolatę. Po około 10 minutach wbiegł Max.
- Nie. Nie istnieje coś takiego jak dzwonek do drzwi czy pukanie. - stwierdziłam z sarkazmem i wstałam.
- Gdzie jest zalana?
- Tu - pokazałam palcem.
Podszedł do kanapy. Podrapał się po łysinie. Po wyrazie jego twarzy można było stwierdzić, że nie za bardzo wie, jak ma się do tego zabrać. W końcu podjął się próby, w której poniósł jak ja klęskę.
- Zostaw mnie kurwa ty nie wiesz, że sie nie rusza tego co nie twoje?! - wybełkotała Caroline.
Parsknęłam śmiechem, a ten biedny i zdezorientowany stał nad nią jak anioł stróż.
- Będzie ciekawie. - szepnął do siebie.
Jeszcze chyba z pięć razy tak próbował i skończyło się pięknymi obelgami z ust zalanej blondynki. Spojrzał na mnie bezradnie.
- Ja się poddaje. Co ona przyssała się do tej kanapy?! - zapytał bliski załamania i usiadł zmęczony w fotelu po drugiej stronie salonu.
- Nie powiedziałam, że będzie łatwo.
- Myślałem, że jaja sobie robisz. - oznajmił.
- Nie. Jak weszłam do domu, to też nie uwierzyłam zbytnio. - zaśmiałam się. - To co z nią robimy? Ona tak tu zostać nie może.
- Nie wiem. Dzwonię po Toma.
- Nie jego! Nie jego! Wszystko byle nie jego! - powiedziałam szybko.
- Czemu? - zapytał zdziwiony.
- Caroline go szczerze nie lubi. - oznajmiłam i podrapałam się po głowie.
- Może jak jest pijana, to go nie rozpozna?
- Próbować można. - wzruszyłam ramionami.
- No dobra dzwoń. - westchnęłam i podeszłam do okna po czym je otworzyłam.
W domu panował taki okropny odór wódki, że się wytrzymać nie dało. Max tym czasem poszedł zadzwonić po Parkera, z czego Caro, nawet pijana nie będzie zadowolona, ale jakoś trzeba ją odholować do jej pokoju, bo w salonie na pewno tak koczować nie będzie z butelką pod pachą.
Po kolejnych paru minutach Thomas stawił się na posterunek czyli do domu.
- Nie uwierzę jak nie zobaczę. - klasnął w ręce zajarany. - Serio ona się upiła? - zapytał idąc do salonu.
- I to jeszcze jak. Od kanapy się odkleić nie może. - dodał Max.
- No dobra... -Gdzie ona jest?
- Na kanapie. - odpowiedziałam za Maxa i podeszłam do nich.
Parker od razu zabrał się do roboty. Ja i George mieliśmy przy tym niezły ubaw z niego. Za cholere nie chciała się odczepić od kanapy.
- Bynajmniej teraz nie bluzga. - stwierdził Max.
Potaknęłam głową bez żadnego słowa.
- No już cholera... - stękał Tom.
Zadziwiliśmy się, bo w końcu się  odczepiła i brunet ją miał na rękach.
- W końcu! - odetchnęłam z ulgą.
Podeszłam do nich i spojrzałam na jej twarz. Spała.
- Gdzie mam ją zanieść? - zapytał cicho.
- Trzecie drzwi po prawej na górze. - szepnęłam.
Uśmiechnęłam się delikatnie na widok Parkera, który się w nią wpatrywał non stop. Złapał ją nieco pewniej i zaniósł do jej pokoju. Wyrzuciłam butelkę po wódce i kartonik po soku pomarańczowym.
- Kac będzie niezły skoro sama tyle zdołała wypić.
- Połowa z tego się wylała, bo cała kanapa się lepi i podłoga też. Ale kac i tak będzie, po raz pierwszy w ogóle miała alkohol w ustach. - westchnęłam i po chwili starłam wszystko z kanapy i podłogi.
Nagle w całym domu rozległ się krzyk Parkera. Szybko podbiegliśmy na górę, mało co się nie zabijając na schodach.
- Co jest grane?! - wpadliśmy do pokoju.
- Zrzygała się na mnie!!!
- wrzasnął z obrzydzeniem.
Chciało mi się tak śmiać, że ledwo co wytrzymałam. Gdyby on wtedy siebie widział. Ale z drugiej strony to było tak ohydne i obrzydliwe, że sama mało co pawia nie puściłam.
- Idź do łazienki. - poleciłam brunetowi. - O Boże. - jęknęłam na syf wokół łóżka.
Bez gadania z Georgem to posprzątaliśmy. Nie obyło się bez jęków Toma w łazience z czego się śmiałam.
- Jak powiemy Caroline o tym, co ona zrobiła, to jak zareaguje? - zapytał Max.
- Nie uwierzy na bank. Boże do czego to doszło. Dobrze, że mamy wolne. - westchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Macie jakąś czystą koszulkę? - zapytał Tom.
Pokazał oczywiście swój extra wysportowaną klatę, na której punkcie nie jedna oszalała. Podniosłam tyłek i wygrzebałam z Jefferson szuflady o wiele na nią za dużą koszulkę z  Kurtem Cobainem.

- Powinna pasować. - rzuciłam mu ją.
- Dzięki. O też mam taką. - ucieszył się. - Bynajmniej jak człowiek będę wyglądał. - mruknął.
Po paru chwilach się pożegnaliśmy i na szczęście w ogóle nie wspominaliśmy o całym cyrku z przejęciem nas przez Brauna.


______________________________________

Witamy po długiej przerwie.
Z góry za nią przepraszamy :c
Mamy nadzieję, że rozdział to Wam wynagrodzi ;)
Nie zapomnijcie o komentarzu c:
Do następnego :3
Nika & Pat 

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 7

Wtedy te dwie godzinki coś się przedłużyły i obudziła nas we własnym domu nasza menadżerka. Chyba zrozumiała naszą sytuację i pozwoliła nam odpocząć. Przesunęła nam też nagrania o tydzień, bo stwierdziła, że i tak mamy dość sporo na głowie i potrzebujemy odpoczynku. Jeśli odpoczynek to u niej znaczy koncerty, próby, wywiady itp.
Jen jak to Jen powiedziała jej, że tego jest trochę za dużo na nas dwie i chcemy chociaż tygodniowe wakacje. Nie była zbytnio przychylna na tę propozycję, ale w końcu uległa i dała nam nawet więcej niż się spodziewałyśmy. Mamy teraz trzytygodniowe wakacje i przez ten czas robimy dosłownie co chcemy.
- Odzyskałaś już torebkę? - zapytała przyjaciółka, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie. - zaśmiałam się ironicznie. - Chyba powinnam sobie kupić nowy telefon. Wiecznie bez kontaktu być nie mogę.
- Mamy wolne, dziewczyno! Posłuchaj raz starszej koleżanki i odpocznij. - poradziła z uśmiechem.
- Pojechałabym na wakacje. Wiesz, o co mi chodzi. O wylegiwanie się na plaży, ale nie tak by się zjarać na raka. - zaśmiałyśmy się.
- Może da się coś zrobić. - oznajmiła z entuzjazmem.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Spojrzałam na Jen, a ona na mnie. Obie miałyśmy wymalowane zdziwienie na twarzy. Postanowiłam pójść otworzyć. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach stał Parker. Wybałuszyłam na niego oczy.
- Pomyliłeś adresy? - zapytałam.
- Nie. Chyba. Przyniosłem Ci Twoją torebkę. I na znak zgody chyba powinienem dać Wam obu to, skoro mamy wspólnego menadżera. - powiedział lekko zmieszany i wręczył nam małe bukieciki kwiatów różnego rodzaju.
- Co proszę?! - wyskoczyła Jen.
- Niby jakiego menadżera?! Naszą jest Naomi i żadnego innego nie mamy.
- To wy nic nie wiecie?! - zapytał zszokowany.
- Niby czego?!
- Scooter Braun was przejął. Wczoraj Naomi podpisała z nim umowę.
- Nie wiem, co brałeś, ale zmień dilera albo zmniejsz dawki, bo jazdy to masz niezłe.
- Naomi w życiu by nam tego nie zrobiła. Chociaż by nam powiedziała, albo porozmawiałaby. To nie w jej stylu. - szepnęłam z niedowierzaniem.
- A jaki był powód przejęcia? - zapytała Jen.
- Ja tam wiem?
-Pewnie kasa jak zwykle. - odpowiedziałam za bruneta.
Ten spojrzał na mnie spod byka.
- Nie gadaj, że się nie połapałeś. Braun jak tylko w kimś widzi dolary to robi wszystko, żeby to mieć. - dodałam. - Sory, że zrujnowałam idealną równowagę Twojego świata, panie Parker. - powiedziałam.
Zabrałam mu z ręki jego torebkę i poszłam do domu. Jen z nim została i jeszcze chwilę z nim rozmawiała. Gdy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi, podeszłam do niej.
- Co jak co, ale prawdziwa fanka tak się nie zachowuje. - stwierdziła Jen.
- Co masz na myśli?
- Zamiast się cieszyć, że będziemy miały okazję pracować z naszymi idolami i nie tylko to jeszcze go zbanowałaś, że nas uprzedził.
- Sama lepsza nie byłaś.
- Dobra! Nie byłam!
- Jen. Tu nie chodzi już o to, że Parker zachował się jak dupek. Chodzi mi tylko o ten spisek pomiędzy Braunem a Naomi. Mogłaby chociaż nam wspomnieć, że coś takiego dojdzie do skutku, a nie postawiła nas jedynie przed faktem dokonanym i dowiadujemy się tego do cholery od Thomasa Parkera z The Wanted, który nawet nie był w tamtym momencie w centrum zainteresowania! - krzyknęłam.
- Caroline uspokój się trochę. - powiedziała spokojnie przyjaciółka.
- Jak?! Jen do cholery jasnej. Oboje potraktowali nas jako karty przetargowe do większej kasy! Czy ty tego nie widzisz?!
- Czy ty nie widzisz tego, że jesteśmy pod opieką jednego z najlepszych i najbardziej obrotniejszych menadżerów na świecie?! Co za tym idzie? Że drzwi do super sławy i kariery otworzyły się przed nami! Jesteśmy na tyle dobre w tym co robimy, że zechciał wziąć nas pod swoje skrzydła jak Biebera czy The Wanted i nadać tempa naszej karierze! Tylko szkoda, że nic z tych rzeczy nie potrafisz docenić. - powiedziała i poszła na górę przy czym zostawiła mnie samą w salonie.
Poczułam się jedynie oszukana. Czemu nikt nie potrafi tego zrozumieć?
Poszłam na górę do swojego pokoju i się w nim zamknęłam. Położyłam się w poprzek łóżka. Zawsze tak robiłam, kiedy byłam zła. Usłyszałam dzwoniący telefon. Wyjęłam go z torebki i odebrałam. Kiedy zobaczyłam, kto dzwoni, miałam ochotę rozwalić go o ścianę, ale opanowałam się i go odebrałam.
- Halo? - zapytałam z niechęcią.
- Widzę, że humor dopisuje idealnie. - stwierdziła Naomi. - Za półgodziny widzę Was w biurze bez żadnego ale, musimy porozmawiać.
- Ta. - prychnęłam. - Nawet wiem, o czym. - szepnęłam. - Dobrze, będziemy. - powiedziałam i się rozłączyłam.
Poszłam zaraz do pokoju Jennifer.
- Nie słyszałaś o czymś takim jak pukanie? - zapytała uszczypliwie.
- Możliwe, że tak, ale nie teraz Jen. Za półgodziny mamy być w biurze u Naomi. chce pogadać. Już nawet chyba wiemy, o czym. - powiedziałam i wyszłam.
Poszłam z powrotem do pokoju i ubrałam się w wygodny zestaw.
Gdy zeszłam na dół spotkałam czekającą na mnie w salonie Jennifer, która miała na sobie to.
- No w końcu. - powiedziała. - Możemy już iść?
- Ta. - oznajmiłam. - Jen nie złość się no, ale po prostu nie chcę się czuć jak przedmiot podczas aukcji.
- Ja to rozumiem i sama tak się czuję, ale zluzuj trochę, okej?
- Spróbuję. - szepnęłam.
Po krótkiej wymianie zdań bez słowa wyszłyśmy z domu i spacerem poszłyśmy do biura. Całą drogę żadna z nas się nie odzywała, bo nie miała żadnego powodu. Oczywiste było to, że paparazzi nas śledzili itp., ale już nie miałam na to siły. Pognałyśmy do budynku na siódme piętro i weszłyśmy do gabinetu, a tam już czekali na nas: Naomi, Scooter Braun i The Wanted.
- No to się zaczyna. - szepnęłam i posłałam wszystkim sztuczny uśmiech.
- Cześć dziewczyny usiądźcie. - poleciła kobieta.
Żeby nie było zgrzytów, zajęłyśmy dwa wolne miejsca obok niej.
- Byle szybko - powiedziałam naburmuszona.
- Coś czuję, że nie będzie zbyt miło. - szepnęła Jen.
- Chodzi o to, że podpisałaś wczoraj umowę ze Scooterem, tak? - zapytałam. - Że nic nam nie powiedziałaś, potraktowałaś nas jak karty przetargowe lub jak kto woli przedmioty licytowane na aukcji?! Że nie zadzwoniłaś do nas nawet i nic nam nie powiedziałaś, nawet słówkiem nie pisnęłaś o tym! - podniosłam głos i wstałam.
- Caroline usiądź. - powiedział Braun.
- Nie będę siadać! - krzyknęłam. - Wiesz co?! Myślałam, że masz do nas chociaż trochę szacunku i chociaż nas uprzedzisz, ale tego?! Do cholery bym się w życiu po Tobie nie spodziewała! W życiu! Żebym musiała się do cholery od Parkera dowiadywać, co jest grane, a nie od własnej menadżerki! Sory. Byłej menadżerki. - warknęłam.
Wyminęłam ich wszystkich i wyszłam, trzaskając drzwiami, tak mocno, że aż zazgrzytało. Zamiast windy wybrałam schody i szybko zbiegłam na parter i pokierowałam się do domu.
- Caroline! Caroline zaczekaj! - usłyszałam głos Nathana za sobą.
- Czego?!
- Spokojnie dziewczyno. Przecież ja nic nie zrobiłem. - powiedział.
- Mam dość na dzisiaj. Sory . - odrzekłam i poszłam dalej.
Jednak tak łatwo mi to nie przyszło. Sykes złapał mnie za rękę i obrócił do siebie.
- Możesz nie zachowywać się jak rozkapryszona dziewucha i nie odstawiać szopek na środku ulicy? - zapytał.
- Będę robiła co mi się podoba. - powiedziałam i się wyrwałam z jego uścisku...

 --------

Hejka Wszystkim!
 7 rozdział za nami!
Mamy nadzieję, że pomimo dosyć długiego oczekiwania było warto c:
Dziękujemy za wszystkie Wasze mega motywujące komentarze :*
 jesteście kochane/kochani :* 
 No to... Do nexta oczywiście ;)
Pati&Nika

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 6

Zabawa trwała dość długo. Byłyśmy przemoczone do suchej nitki. Nagle na kogoś wpadłam. Spojrzałam na tego kogoś. Byłam zaskoczona na maksa. Moje dłonie wylądowały na jego torsie. Jen patrzała na nas wielkimi oczami.
- Yyy. - odsunęłam się od niego o dwa kroki.
- Caro... - powiedział zaskoczony.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zaskoczona.
- Chciałem Cię odwiedzić.
- Łał. Po roku Ci się o mnie przypomniało. Ciekawie się zapowiada nie powiem.
- Caro daj mi jeszcze szansę! Naprawię to! Obiecuję. Tylko daj mi ostatnią szansę. - poprosił chłopak.
- Daniel daj sobie spokój, okej? Dawałam Tobie "ostatnią" szansę z trzy razy i za każdym razem kończyło się tak samo. - powiedziałam. - Nie wiem, co sobie myślałeś przyjeżdżając tutaj, ale powiem ci, że możesz wracać do domu. Bo niczego nie wskórasz.
 Daniel to mój eks. Wysoki, szczupły blondyn o niebieskich oczach, w których niegdyś się zakochałam. Jednak to był błąd i to wielki. Omamił mnie. Bawił się mną jak tylko potrafił. Wystarczyło, że pstryknął palcami, a ja byłam koło niego i spełniałam praktycznie każde jego zakichane pragnienie. W tych pięknych oczach można było się zatopić, jednak to była ślepa uliczka, bo w tych oczach krył się po prostu potwór, który napawał się tylko bólem swoich ofiar. W tym przypadku moim. Cieszył się wtedy kiedy wylewałam gorzkie łzy przez niego, kiedy ranił mnie i fizycznie i psychicznie. To był chory związek bez przyszłości. Z czasem nauczyłam się bronić i skończyłam po ośmiu miesiącach z nim. Jednak to nie było tak hop siup. Czasami byłam zbyt słaba, żeby odejść i zostawałam z nadzieją, że on się zmieni. Po pewnym czasie powiedziałam sobie dość i odeszłam naprawdę. Mimo tęsknoty za nim, uświadomiłam sobie i moja przyjaciółka też mi to uświadomiła, że nie warto. Że to jest pomyłka, że to nie jest ktoś kogo kocham. I miała rację. Jeszcze potrafił mnie nachodzić w szkole muzycznej, potrafił wchodzić do klasy i mówić jakieś obrzydliwe rzeczy o mnie, które w ogóle nie były prawdą. A teraz co? Zjawia się i chce, żebym wróciła?! Do niego!? Po tym wszystkim?! To są jakieś kompletne jaja! 
Jen mnie pociągnęła za rękę i poszłyśmy migiem do naszego domu. Była w szoku. Tym bardziej ja.
- No wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego gnojka. - powiedziała.
- Nie ty jedna. - szepnęłam.
- Caro ty chyba nie chcesz...
- Nie! Nie ma mowy. Nie jestem taka głupia, żeby wejść drugi raz w to bagno. - powiedziałam stanowczo.
- Tyle dobrego. - szepnęła z ulgą.
Usiadłyśmy na schodach przed frontowymi drzwiami. Deszcz nie przestał lać, a my spędziłyśmy całą noc pod domem. Byłyśmy przemoknięte do ostatniej suchej nitki.
- Tego bym się w życiu nie spodziewała. - powiedziałam.
- Czego? - zapytała ziewając.
- Że tak się ten cudowny bankiet zakończy. - zaśmiałam się. - Parker nie oddał mi torebki, cholera wie, czy ją wyrzucił czy nie.
- Zagadka roku normalnie.
- Bez kitu. - szepnęłam. - A ty wytrzeźwiałaś?
- Tak. - uśmiechnęła się szeroko.- I nawet nie mam zbytniego kaca. - dodała.
- Tyle wygrać, co? - zaśmiałam się.
W końcu Jen zaczęła szperać ręką pod wycieraczką. Patrzałam na nią dosyć zdziwiona. W końcu w jej ręce pojawił się srebrny kluczyk. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Patrz co mam. - powiedziała.
- I my tu całą noc siedziałyśmy i marzłyśmy?! - zapytałam z oburzeniem.
- Jakbym to specjalnie chciała zrobić to byś od razu wiedziała. - zaśmiałam się. - Teraz mi się przypomniało, że zapasowy klucz jest pod wycieraczką. Na której siedziałyśmy przez całą noc. - nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.
Przy końcu ja też zaczęłam.
- W ogóle, która godzina? - zapytałam.
- Coś koło siódmej rano. - szepnęła.
- Menadżerka nas zabije. - powiedziałam przestraszona.
- Czemu?
- Mamy dzisiaj nagrywać. - szepnęłam i walnęłam się w czoło. - Kurde miała jeszcze dzwonić do nas.
- Wyluzuj. Przecież zawsze ma jeszcze do mnie numer, nie? - zapytała.
- Jakby do Ciebie miała jeszcze dzwonić, skoro nigdy nie odbierasz telefonu. - zaśmiałam się.
- W sumie też fakt. - odpowiedziała.
- Będzie ciekawie dzisiaj. - szepnęłam. - Chodź idziemy do domu, a nie będziemy siedzieć jak te kołki w płocie. - powiedziałam i wstałam.
Jen podała mi klucz i w końcu weszłyśmy do domu, gdzie panował ład i porządek. 


Rozsiadłam się na fotelu i niemal od razu zasnęłam. Jen tak samo. Jednak długo ten odpoczynek nie trwał, bo zadzwonił telefon przyjaciółki.
- Jeeezu - stęknęłam i zakryłam twarz poduszką.
- Halo? - zapytała Jen. - Tak. Caro zgubiła torebkę i telefon w nim był. Tak. Tyle co do domu weszłyśmy. Tak. - zaśmiała się nerwowo. - Dobrze, pamiętamy. O 14, tak? Cześć. - rzuciła telefon na stoliczek.
- Naomi? - zapytałam.
- Taaa. - mruknęła.
- Opierdziel mamy?
- Jeszcze jaki. - syknęła.
- Żeby to pierwszy. - zaśmiałyśmy się równo. - Na 14.00 mamy być w studio tak?
- Taaa. Boże jak my damy radę, to ja nie wiem.
- Jak ty dasz. Ja niczego nie piłam. - zaśmiałam się.
- Ale całą noc mamy zarwaną? Mamy. Więc jedziemy na jednym wózku.
- W sumie. Idę spać, chociaż 2 godzinki. - ziewnęłam i zasnęłam z Jen w salonie...

-----

Witamy !
Co do rozdziału to w całości pisała Pati ;)
Ja dzisiaj tylko notkę machnę ^^
No to dziękujemy za 7 strasznie motywujących komentarzy :*
Buziaki :*
Do nexta ♥
Pat & Nika

czwartek, 29 sierpnia 2013

The Versatile Blogger Award

Dziękujemy za nominację EN Say ♥
 
ZASADY

-podziękować za nominację osobie dzięki której zostałeś włączony do gry,
- pokazać na blogu nagrodę The Versatile Blogger Award,
- ujawnić 7 faktów o sobie,
- nominować 15 osób, które według nominowanego na to zasługują,
- poinformować nominowane osoby o ich nominacji.
 
Pati :
 
1. Lubie kuchnie meksykanska
2. Mam dwa psy
3. Ostatnio dosc czesto napada mnie brak weny
4. Nie lubie miec balaganu w pokoju
5. Lubie jesc
6. Uwielbiam grac w siatkowe oraz badmingtona (tak sie chyba to pisze xd)
7. Uwielbiam Harrego Pottera
 
Nika :
 
1. Mam uczulenie na pieprz
2. Uwielbaim gdy ktoś mnie czesze :)
3. Jestem spokojna
4. Nie lubię jesieni
5. Przeczytałam trylogię 50 Twarzy Greya
6. Lubię bawić się ogniem
7. Kocham fotografię ♥
 
NOMINOWANI :
 
 
 
 
Buziaki
Nika&Pati