*Perspektywa Jennifer*
- Panno Jefferson i Staford prosimy na scenę. - powiedział operator
Spojrzałam na Caroline i zauważyłam jak nerwowo przygryza wargę. Podeszłam do niej.
- Ej, nie denerwuj się - poklepałam ją po ramieniu
- Co jeśli pomylę chwyty? Co jak sfałszuję?! Nie ja tam nie wyjdę! Nie pokażę się! Tam jest za dużo sław - mówiła
- Spokojnie, jesteś mistrzynią w tym co robisz. Tylko w siebie uwierz - powiedziałam, jednocześnie wkładając do uszu moje czerwone słuchawki.
- Ty w ogóle nie masz stresa, więc łatwo ci mówić - stwierdziła
- Bo ja jestem pewna siebie - odpowiedziałam
- I właśnie masz wielkie szczęście - uśmiechnęła się nerwowo, założyła swoje fioletowe słuchawki i wzięła mikrofon w jedną dłoń, a w drugą chwyciła gitarę
Wyszłyśmy na scenę
*Perspektywa Caroline*
Byłam tak potwornie zestresowana, że to była poezja. Jak ja miałam się nie denerwować? Przecież tam są same gwiazdy rangi światowej! Byłyśmy w sumie gotowe do występu. Ręce zaczęły mi się trząść.
- Caro spokojnie. Wszystko pójdzie jak zawsze. Czyli dobrze. - uśmiechnęła się.
Przełknęłam ślinę. Gdy nas zapowiedziano usłyszałyśmy oklaski.
Przełożyłam pas od gitary przez ramię, Jen usiadła przy perkusji, i reszta naszego zespołu też była gotowa. Uśmiechnęłam się do widowni. Spojrzałam na Jen i dałam znak, że już możemy zaczynać.
Kapodaster był na trzecim progu. Zaczęłam grać palcami wstęp na gitarze. Od chwytu G, przez D i e do C.
- There's something I'd like to know/ but I'm afraid of it/ you have made me so insecure/ and I always show it/ feelings are so mixed in my head/ I'd like to know what I feel instead/ I've always been so different to this world/ but the greatest thing is that... - i wtedy piosenka nabrała całościowego kształtu.
Basista, drugi gitarzysta, moja przyjaciółka. Wszyscy spisali się na medal. Moja trema jak zwykle odpłynęła w siną dal i dałam z siebie wszystko.
Na końcu dostałyśmy owacje na stojąco. Ładnie się ukłoniłyśmy i zeszłyśmy ze sceny.
- O mój Boże! - pisnęłam.
- Mówiłam, że będzie wszystko okej! - szturchnęła mnie Jen.
- To było niesamowite! - podeszła do nas nasza mentorka z X-Factor, Nicole.
- Nicole! - pisnęłam i się mocno przytuliłyśmy.
- Wyglądacie przepięknie!
- Ty też, ale to już norma. - odrzekła Jennifer.
- Jak nagrywanie płyty Wam idzie?
- To był właśnie jeden z kawałków, który się na niej znajdzie. - powiedziałam.
- No, no, no jestem pod wrażeniem. Dobrze, ja lecę, bo mój chłopak na mnie czeka. - uśmiechnęła się i odeszła.
Odłożyłam gitarę, mikrofon i słuchawki, po czym poszłyśmy z powrotem na salę. Wszyscy co znajdowali się blisko nas, gratulowali świetnego występu. Tylko się uśmiechałam i dziękowałam. Z resztą Jen tak samo.
Zauważyłyśmy, że The Wanted szło w naszą stronę. Z tego powodu na mojej twarzy automatycznie pojawił się szeroki uśmiech.
- To. Było. Nie-sa-mo-wi-te! - powiedział na głos Max.
- Czysta zajebistość! - dodał Jay.
- Dzięki. - odpowiedziała Jen.
Mi znowu odebrało mowę.
- Ej, Carola, co ty taka małomówna? - spytał Tom, popijając drinka
- Ona jest strasznie nieśmiała - odpowiedziała za mnie Jennifer
- Dzięki - szepnęłam sarkastycznie i szturchnęłam ją w ramię
Ona tylko wzruszyła ramionami i się uśmiechnęła, po czym wciągnęła się w rozmowę z Jayem oraz Nathanem. Ja natomiast zajęłam się rozmową z Maxem i Tomem.
Na początku było mi dość ciężko rozmawiać z nimi, ale po niespełna pięciu minutach było już wszystko okej i dogadywałam się z nimi bez praktycznie żadnego problemu.
- Usiądziecie z nami? Bo chyba nie będziemy stać jak te kołki. - zaproponował Siva.
- No właśnie. W sumie lekki przypał.- dodał Tom.
- No spoko. - odpowiedziałam.
Poszliśmy do dużego stołu. Było akurat na 8 osób. Siedziała przy nim Nareesha.
- Poznajcie Nareeshe.
-Cześć. - podałyśmy sobie ręce.
- Miło nam poznać.
- Mi też. - była bardzo miła.
Usiedliśmy na swoich miejscach. Siedziałam z Jen i Maxem po jednej stronie, naprzeciwko nas siedzieli Tom, Siva i Nareesha, a po bokach Nathan i Jay. Zaraz podszedł kelner.
- Coś państwu podać? - zapytał.
- Poproszę Martini razy osiem.- zamówił Max.
- Siedem. - poprawiłam.
- Jak to siedem? - zapytał zszokowany Jay.
- Ja nie piję. Jedynie szampana wypiłam. Nawet tego nie, bo był niedobry. - odpowiedziałam szybko.
- No to siedem razy Martini. - powtórzył Tom.
- To wtedy dla pani abstynentki polecałbym mrożoną herbatę z marakują.
- Poproszę. - odpowiedziałam łagodnie.
Jen na mnie dziwnie patrzała.
- Caro mogę cię na słowo? - zapytała. - Na osobności. - dodała i pociągnęła mnie za rękę na balkon.
- Nie wiem, czy wiesz, ale mnie to bolało. - syknęłam i złapałam się za nadgarstek.
- Na głowę upadłaś? Tak fajnie się dogadywaliśmy, a gdy doszło co do czego, to nawet szampana się nie napijesz.
- Jen znasz mnie dobrze i wiesz, że ja nie piję.
- Nawet dla naszego ulubionego zespołu? No Caro proszę.
- Nie ma mowy. Nie będę zmieniała swoich postanowień nawet dla ulubionego zespołu! Nie ma mowy. Nie piję i nie zamierzam! - odpowiedziałam stanowczo.
- Caro no weź.- ponowiła prośby błagalnym tonem.
- Nie ma mowy. Mam swój rozum. Mimo że mam te zakichane 18 lat. Jasne? - zapytałam i poszłam z powrotem z uśmiechem na twarzy do chłopaków i Nareeshy.
- Wszystko okej? - zapytał Nathan.
- Tak jak najbardziej. Czemu miałoby być coś nie tak?
- A nie wiem. Wyglądało to tak jakbyście się kłóciły.
- O czym mowa? - zapytała Jen.
- Pokłóciłyście się? - zapytała Naree.
- Nie. Niby o co?
- Bo Caro nie pije? - zgadywał Jay.
- Coś w tym złego, że nie ciągnie mnie do tego?
- Nie. To nawet dobrze, bo ma ktoś nas holować do domu. - zaśmiał się Max.
- Tak i co jeszcze? Na pewno Caro da radę wziąć wasze ciężkie zady i holować do domu.- zaśmiał się Tom.
- Nathana może bym dała radę, ale gorzej z resztą. - odpowiedziałam śmiejąc się.
- No to dawajcie, ile ważycie. - odezwał się Siva.
Spojrzeliśmy na niego zdziwieni. Naree miała minę bezcenną.
- No co? Muszę wiedzieć, czy w razie co dadzą radę nas holować.- wyszczerzył rządek białych zębów.
- No to Caro? Ile ważysz? - zapytał Jay.
- 51,5 kilograma. - odpowiedziałam.
- A Jen? - zapytał Tom.
- 60 kilogramów.- odpowiedziałyśmy równo.
Nie obyło się oczywiście bez dziwnego spojrzenia pozostałej szóstki.
- Kelner chyba o nas zapomniał. - zmieniła temat Jen.
- Jednak nie! Idzie! - ucieszył się Jay.
Dostaliśmy to co chcieliśmy i powoli popijaliśmy. Chłopcy, Naree i Jen drinki, a ja mrożoną herbatę. Jen patrzała na mnie, bo po prostu to wyglądało dosyć dziwnie, że wszyscy piją alko, a ja herbatę.
Niedługo po tym nogi od obcasów mnie tak bolały... Zemsta normalnie. O godzinie 23:20 nie mogłam praktycznie chodzić, a jeszcze Max i Siva wpadli na super zajebisty pomysł, żeby iść gdzieś na spacer albo coś.
Na samym początku czyli przy The O2 Arena odpadłam.
- Co jest Caro? - zapytała mulatka.
- Ja odpadam. Nogi mnie tak cholernie bolą, że to jest poezja po prostu! - stęknęłam i usiadłam na krawężniku.
- Zdejmij buty. - odpowiedziała.
- I co? Będę na boso chodziła?
- Nie. - odpowiedział Tom.
Zaraz poczułam jak ktoś mnie bierze na barana.
- Aaaa! - pisnęłam, a reszta wpadła w śmiech.
Siedziałam w sumie na jego barkach. Buty i torebkę wzięli Siva i Nareesha, a TomTom mnie asekurował poprzez trzymanie mnie za łydki...
--------
przepraszamy za małą przerwę, ale brak weny nas dopadł.
na szczęście rozdział już jest :3
czytasz=komentujesz :)
dla nas to wielka motywacja! :]
Pat&Nika
poniedziałek, 8 lipca 2013
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 3
Podczas jazdy limuzyną, ja i moja przyjaciółka spędziłyśmy czas na Twitterze. Wstawiałyśmy zdjęcia, odpowiadałyśmy na wiadomości od fanów i dałyśmy follow parunastu osobom. Gdy byłyśmy coraz bliżej, czułam motyle w brzuchu z tego wszystkiego.
W końcu po dwudziestu minutach jazdy, limuzyna się zatrzymała. Drzwi otworzył szofer. Wyszłyśmy z pojazdu prosto na czerwony dywan. Automatycznie rozbłysły się przy nas blaski fleszy od aparatów paparazzi.
- Caroline! Jen! Obróćcie się do nas! - wołali.
- Super! Głowa trochę na bok! - w końcu trochę zaczęłam się gubić, ale nie dałam poznać tego po sobie i kontynuowałam pozowanie razem z przyjaciółką.
Potem zrobiłyśmy sobie spacer po czerwonym dywanie i przy samym wejściu złapała nas reporterka.
- Mogłabym z Wami zamienić dosłownie parę słów? - zapytała po za kamerą kobieta.
- Oczywiście. - odpowiedziałam grzecznie.
Po chwili kamerzysta zaczął nagrywać wywiad.
- Stoję teraz z gwiazdami muzyki pop. Caroline Jefferson i Jen Staford. Dziewczyny, X-Factor to była Wasza droga do sławy. Co teraz zamierzacie?
- No cóż. Z pewnością nie zamierzamy spocząć na laurach. - oznajmiła Jen.
- W tej chwili pracujemy nad naszą płytą, występujemy na dużej scenie bardzo regularnie.
- To wspaniale, a jakie plany zawodowe macie na dzisiaj? - zapytała reporterka.
- Dzisiaj przede wszystkim liczy się uczynność, pomoc i zaangażowanie. Tu nie chodzi o wielkie gwiazdy, ale o potrzebujących, dla których ten bankiet został zorganizowany.
- Chociaż plan pewien jest. - dodała szybko Jen.
- A co planujecie?
- Chcemy przedstawić naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty.
- To wspaniale! Z pewnością Wasi fani ucieszą się na taką gratkę.
- Mamy nadzieję. - odpowiedziałam.
- Dzięki dziewczyny bardzo za poświęcony czas.
- My też dziękujemy. - odrzekła przyjaciółka i weszłyśmy do środka.
W środku panował przepych. Wszystko wyglądało bardzo wykwintnie. Kremowy wystrój dawał ten specyficzny nastrój, że tylko elita tutaj może być. Zadbano o każdy szczegół.
Mało tego. Kiedy weszłyśmy do środka, wzrok każdego powędrował na nas. Zbierało się coraz więcej ludzi. Każdy wyglądał zjawiskowo tego wieczoru. Mężczyźni byli ubrani w idealnie dopasowane garnitury, a kobiety w kreacje, które idealnie podkreślały figury. Czułam się nieco niezręcznie, gdy nie jedne dziewczyny sławnych chłopaków czy mężczyzn patrzały na nas ze zniewagą i coś sobie szeptały do ucha.
- Nie przejmuj się. To są zwykłe łajzy, które niczego nie osiągnęły, po za zaciągnięciem gwiazdy do łóżka. - poklepała mnie po ramieniu Jen.
- Odważna opinia. - ktoś się odezwał.
Obie odwróciłyśmy się, a tam stał James Arthur! Szczęka mi opadła do samej podłogi. Język w buzi stanął mi dosłownie kołkiem i nie mogłam się odezwać.
- Jestem James.
- Wiemy. - odpowiedziałam totalnie ucieszona. - Jestem Caroline, a to Jen.
- Miło mi. - podaliśmy sobie ręce. - Jak się czujecie, jako super zwyciężczyni?
- Całkiem spoko. To było dosyć niespodziewane.
- Iść na casting z czymś własnym, zrobionym tylko dla żartów. Trzeba mieć odwagę na coś takiego. Jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że piosenka była na serio dobra.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Może byłybyście zainteresowane nagraniem ze mną piosenki?
- Zwycięzcy z 9 i 10 edycji. Brzmi na całkiem dobrze. - dodała z entuzjazmem Jen.
- Co ty na to, Caroline?
- Ja... - chłopak spojrzał na mnie coś dziwnie.
- Caroline jest dość nieśmiała, ale jest na tak z pewnością. - wyratowała mnie przyjaciółka.
- Zdążysz nabrać pewności siebie nie bój się.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się.
Każde z nas poszło w swoją stronę. Usiadłam sobie wygodnie przy stoliku, który miał pomieścić jeszcze 3 osoby. Napiłam się wody i powędrowałam do łazienki. Zrobiłam tam ewentualne poprawki i wróciłam na salę. Kelner podał mi kieliszek szampana , który oczywiście wzięłam. Był wyjątkowo niedobry.
- Tu jesteś. Wszędzie Cię szukam. - wyskoczyła mi zza pleców Jen.
- Tak się składa, że ja Ciebie też. - zaśmiałam się.
- Jak tam? Wypatrzyłaś jakąś sławę?
- Ha ha. Nie. - odpowiedziałam.
- To obie mamy świetną okazję, by to zrobić. Spójrz. - pokazała delikatnie palcem.
Spojrzałam w bok.
- O mój słodki Boże! The Wanted! - pisnęłam cicho. - Przecież my śpiewałyśmy ich Heart Vacancy w siódmym tygodniu X-Factora! - dodałam cała rozradowana.
- Tak zgadza się. - uśmiechnęła się Jen.
Szybko odwróciłyśmy się w inną stronę. Poczułam jak mnie buty zaczynają powoli obcierać.
- Jen możemy iść do łazienki?
- Ta spoko. - oznajmiła i szybko weszłyśmy do pomieszczenia. - Co ci?
- Buty mnie obcierają. - syknęłam.
Zdjęłam swoje czarne szpilki i obejrzałam pięty.
- Ciekawie się zaczyna, co? - zapytała Jen.
- Cicho bądź. - zaśmiałam się. - Masz te żelowe plastry?
- Mam, mam. Przypuszczałam, że to się stanie, ale nie tak szybko. - podała mi dwa żelowe plastry i spokojnie sobie je nakleiłam na pięty.
Założyłam z powrotem buty i poszłyśmy na salę. Ledwo wyszłyśmy, ktoś wtedy na mnie wpadł i wylał drinka na moją sukienkę!
- No to są chyba jakieś jaja. - powiedziałam już zdenerwowana na głos.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię. - usłyszałam męski głos.
Na szczęście wylał się na czarną część sukienki. Dostałam od przyjaciółki paczkę chusteczek i delikatnie to wytarłam. A ten szybko się zmył.
- No tak. Zmaluje coś, a potem szybko daje dyla, gdzie pieprz rośnie. - szepnęłam poirytowana faktem, że jednak facet zniszczył mi sukienkę.
- Może niekoniecznie. - szturchnęła mnie Jennifer, żebym spojrzała przed siebie.
Tak też zrobiłam. Ujrzałam Tom'a Parker'a idącego w moim kierunku z chusteczkami. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Tom Parker. 1/5 The Wanted. Zespołu, który uwielbiam. Spojrzałam szybko na Jen zaskoczona i zdezorientowana, a ona tylko z uśmiechem potaknęła.
- Proszę masz chusteczki. Jeszcze raz sorry, że tak wyszło. - podrapał się po głowie.
- Nie... Spoko. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Przy okazji w X-Factor dałyście do pieca.
- W dobrym czy złym stopniu? - zapytała Jen.
- W dobrym. Może przysiądziecie się do nas? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
Zaraz do tej konwersacji dołączyły 3/5 One Direction.
- Caroline Jefferson i Jen Staford. Kolejne złote gwiazdy! - powiedział uradowany Louis.
Stałam jak zamurowana.
- O! Nie zauważyliśmy, że rozmawiacie z kimś. - oznajmił kpiąco Zayn.
I się zaczyna, pomyślałam.
- Tak do cholery, rozmawiałyśmy z Tomem i nie udawaj zaskoczonego. - warknęła Jen.
Obie po tym wyszłyśmy sobie na balkon odetchnąć świeżym powietrzem.
- Co za debile. -westchnęłam.
- Wiesz, jak mnie teraz ręka świerzbi?
- Polecałabym lewy profil Zayna. - odpowiedziałam i oparłam się o balustradę.
- Bynajmniej znamy już osobiście 1/5 The Wanted. - uśmiechnęła się do siebie Jen.
- W sumie jakiś plus musi być. - oznajmiłam.
Zrobiło się dość chłodno na zewnątrz. Los tak chciał, że przysłał tym razem całe The Wanted do nas! Byłam tym absolutnie wniebowzięta.
- Możemy dokończyć, po tym, jak nam niemiło dość przerwano. - oznajmił inteligentnie brunet.
- No to tak. Ja jestem Nathan, To jest, Max, Jay i Siva, a Toma już zdążyłyście poznać.
- Was też. - szepnęłam.
- Caroline i ja jesteśmy Waszymi fankami. - wtrąciła Jen.
- I bardzo się z tego cieszymy! - dodał entuzjastycznie Baby Nath.
Zaraz podszedł do nas fotograf i zrobił grupowe zdjęcie. Spędziłyśmy chwilę czasu na rozmowie z The Wanted, ale Tom mnie bardzo onieśmielał. Nawet nie potrafiłam spojrzeć na niego. Za to Jen śmiała się i dogadywała z każdym z zespołu. Czuła się jak ryba w wodzie.
- Panno Jefferson i Staford prosimy na scenę. - powiedział operator...
-----
I wyczekiwany bankiecik już się pojawił!
Mamy nadzieję, że rozdział się podoba :*
Buziaczki :*
Pat & Nika
W końcu po dwudziestu minutach jazdy, limuzyna się zatrzymała. Drzwi otworzył szofer. Wyszłyśmy z pojazdu prosto na czerwony dywan. Automatycznie rozbłysły się przy nas blaski fleszy od aparatów paparazzi.
- Caroline! Jen! Obróćcie się do nas! - wołali.
- Super! Głowa trochę na bok! - w końcu trochę zaczęłam się gubić, ale nie dałam poznać tego po sobie i kontynuowałam pozowanie razem z przyjaciółką.
Potem zrobiłyśmy sobie spacer po czerwonym dywanie i przy samym wejściu złapała nas reporterka.
- Mogłabym z Wami zamienić dosłownie parę słów? - zapytała po za kamerą kobieta.
- Oczywiście. - odpowiedziałam grzecznie.
Po chwili kamerzysta zaczął nagrywać wywiad.
- Stoję teraz z gwiazdami muzyki pop. Caroline Jefferson i Jen Staford. Dziewczyny, X-Factor to była Wasza droga do sławy. Co teraz zamierzacie?
- No cóż. Z pewnością nie zamierzamy spocząć na laurach. - oznajmiła Jen.
- W tej chwili pracujemy nad naszą płytą, występujemy na dużej scenie bardzo regularnie.
- To wspaniale, a jakie plany zawodowe macie na dzisiaj? - zapytała reporterka.
- Dzisiaj przede wszystkim liczy się uczynność, pomoc i zaangażowanie. Tu nie chodzi o wielkie gwiazdy, ale o potrzebujących, dla których ten bankiet został zorganizowany.
- Chociaż plan pewien jest. - dodała szybko Jen.
- A co planujecie?
- Chcemy przedstawić naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty.
- To wspaniale! Z pewnością Wasi fani ucieszą się na taką gratkę.
- Mamy nadzieję. - odpowiedziałam.
- Dzięki dziewczyny bardzo za poświęcony czas.
- My też dziękujemy. - odrzekła przyjaciółka i weszłyśmy do środka.
W środku panował przepych. Wszystko wyglądało bardzo wykwintnie. Kremowy wystrój dawał ten specyficzny nastrój, że tylko elita tutaj może być. Zadbano o każdy szczegół.
Mało tego. Kiedy weszłyśmy do środka, wzrok każdego powędrował na nas. Zbierało się coraz więcej ludzi. Każdy wyglądał zjawiskowo tego wieczoru. Mężczyźni byli ubrani w idealnie dopasowane garnitury, a kobiety w kreacje, które idealnie podkreślały figury. Czułam się nieco niezręcznie, gdy nie jedne dziewczyny sławnych chłopaków czy mężczyzn patrzały na nas ze zniewagą i coś sobie szeptały do ucha.
- Nie przejmuj się. To są zwykłe łajzy, które niczego nie osiągnęły, po za zaciągnięciem gwiazdy do łóżka. - poklepała mnie po ramieniu Jen.
- Odważna opinia. - ktoś się odezwał.
Obie odwróciłyśmy się, a tam stał James Arthur! Szczęka mi opadła do samej podłogi. Język w buzi stanął mi dosłownie kołkiem i nie mogłam się odezwać.
- Jestem James.
- Wiemy. - odpowiedziałam totalnie ucieszona. - Jestem Caroline, a to Jen.
- Miło mi. - podaliśmy sobie ręce. - Jak się czujecie, jako super zwyciężczyni?
- Całkiem spoko. To było dosyć niespodziewane.
- Iść na casting z czymś własnym, zrobionym tylko dla żartów. Trzeba mieć odwagę na coś takiego. Jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że piosenka była na serio dobra.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się.
- Może byłybyście zainteresowane nagraniem ze mną piosenki?
- Zwycięzcy z 9 i 10 edycji. Brzmi na całkiem dobrze. - dodała z entuzjazmem Jen.
- Co ty na to, Caroline?
- Ja... - chłopak spojrzał na mnie coś dziwnie.
- Caroline jest dość nieśmiała, ale jest na tak z pewnością. - wyratowała mnie przyjaciółka.
- Zdążysz nabrać pewności siebie nie bój się.
- Mam nadzieję. - zaśmiałam się.
Każde z nas poszło w swoją stronę. Usiadłam sobie wygodnie przy stoliku, który miał pomieścić jeszcze 3 osoby. Napiłam się wody i powędrowałam do łazienki. Zrobiłam tam ewentualne poprawki i wróciłam na salę. Kelner podał mi kieliszek szampana , który oczywiście wzięłam. Był wyjątkowo niedobry.
- Tu jesteś. Wszędzie Cię szukam. - wyskoczyła mi zza pleców Jen.
- Tak się składa, że ja Ciebie też. - zaśmiałam się.
- Jak tam? Wypatrzyłaś jakąś sławę?
- Ha ha. Nie. - odpowiedziałam.
- To obie mamy świetną okazję, by to zrobić. Spójrz. - pokazała delikatnie palcem.
Spojrzałam w bok.
- O mój słodki Boże! The Wanted! - pisnęłam cicho. - Przecież my śpiewałyśmy ich Heart Vacancy w siódmym tygodniu X-Factora! - dodałam cała rozradowana.
- Tak zgadza się. - uśmiechnęła się Jen.
Szybko odwróciłyśmy się w inną stronę. Poczułam jak mnie buty zaczynają powoli obcierać.
- Jen możemy iść do łazienki?
- Ta spoko. - oznajmiła i szybko weszłyśmy do pomieszczenia. - Co ci?
- Buty mnie obcierają. - syknęłam.
Zdjęłam swoje czarne szpilki i obejrzałam pięty.
- Ciekawie się zaczyna, co? - zapytała Jen.
- Cicho bądź. - zaśmiałam się. - Masz te żelowe plastry?
- Mam, mam. Przypuszczałam, że to się stanie, ale nie tak szybko. - podała mi dwa żelowe plastry i spokojnie sobie je nakleiłam na pięty.
Założyłam z powrotem buty i poszłyśmy na salę. Ledwo wyszłyśmy, ktoś wtedy na mnie wpadł i wylał drinka na moją sukienkę!
- No to są chyba jakieś jaja. - powiedziałam już zdenerwowana na głos.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię. - usłyszałam męski głos.
Na szczęście wylał się na czarną część sukienki. Dostałam od przyjaciółki paczkę chusteczek i delikatnie to wytarłam. A ten szybko się zmył.
- No tak. Zmaluje coś, a potem szybko daje dyla, gdzie pieprz rośnie. - szepnęłam poirytowana faktem, że jednak facet zniszczył mi sukienkę.
- Może niekoniecznie. - szturchnęła mnie Jennifer, żebym spojrzała przed siebie.
Tak też zrobiłam. Ujrzałam Tom'a Parker'a idącego w moim kierunku z chusteczkami. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Tom Parker. 1/5 The Wanted. Zespołu, który uwielbiam. Spojrzałam szybko na Jen zaskoczona i zdezorientowana, a ona tylko z uśmiechem potaknęła.
- Proszę masz chusteczki. Jeszcze raz sorry, że tak wyszło. - podrapał się po głowie.
- Nie... Spoko. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Przy okazji w X-Factor dałyście do pieca.
- W dobrym czy złym stopniu? - zapytała Jen.
- W dobrym. Może przysiądziecie się do nas? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
Zaraz do tej konwersacji dołączyły 3/5 One Direction.
- Caroline Jefferson i Jen Staford. Kolejne złote gwiazdy! - powiedział uradowany Louis.
Stałam jak zamurowana.
- O! Nie zauważyliśmy, że rozmawiacie z kimś. - oznajmił kpiąco Zayn.
I się zaczyna, pomyślałam.
- Tak do cholery, rozmawiałyśmy z Tomem i nie udawaj zaskoczonego. - warknęła Jen.
Obie po tym wyszłyśmy sobie na balkon odetchnąć świeżym powietrzem.
- Co za debile. -westchnęłam.
- Wiesz, jak mnie teraz ręka świerzbi?
- Polecałabym lewy profil Zayna. - odpowiedziałam i oparłam się o balustradę.
- Bynajmniej znamy już osobiście 1/5 The Wanted. - uśmiechnęła się do siebie Jen.
- W sumie jakiś plus musi być. - oznajmiłam.
Zrobiło się dość chłodno na zewnątrz. Los tak chciał, że przysłał tym razem całe The Wanted do nas! Byłam tym absolutnie wniebowzięta.
- Możemy dokończyć, po tym, jak nam niemiło dość przerwano. - oznajmił inteligentnie brunet.
- No to tak. Ja jestem Nathan, To jest, Max, Jay i Siva, a Toma już zdążyłyście poznać.
- Was też. - szepnęłam.
- Caroline i ja jesteśmy Waszymi fankami. - wtrąciła Jen.
- I bardzo się z tego cieszymy! - dodał entuzjastycznie Baby Nath.
Zaraz podszedł do nas fotograf i zrobił grupowe zdjęcie. Spędziłyśmy chwilę czasu na rozmowie z The Wanted, ale Tom mnie bardzo onieśmielał. Nawet nie potrafiłam spojrzeć na niego. Za to Jen śmiała się i dogadywała z każdym z zespołu. Czuła się jak ryba w wodzie.
- Panno Jefferson i Staford prosimy na scenę. - powiedział operator...
-----
I wyczekiwany bankiecik już się pojawił!
Mamy nadzieję, że rozdział się podoba :*
Buziaczki :*
Pat & Nika
sobota, 6 lipca 2013
Rozdział 2
Dzisiaj wielki dzień. Okropnie byłam zestresowana tym wszystkim. Co jeśli do cholery zaliczę jakąś wpadkę?! Co jeśli wszystkie brukowce będą się o tym rozpisywać?! Chyba tego nie przeżyję.
- Caro!- usłyszałam wołanie Jen.
- Co jest?
- Chodź szybko! - zaraz się znalazłam koło niej w salonie.
- Co się stało? - zapytałam zaciekawiona i spojrzałam na telewizor.
- Dzisiaj odbędzie się wielki bankiet dobroczynny dla dzieci głodujących w Afryce. - usłyszałam monolog prezenterki w telewizji. - Zaproszenia przyjęło bardzo dużo gwiazd rangi światowej takie jak The Wanted, One Direction, Jessie J czy Caroline Jefferson i Jen Staford - świeżo upieczone gwiazdy z X-Factora. Jesteśmy bardzo zaciekawieni tym, co się tam wydarzy. Nasz biegły będzie obecny na tak wielkim wydarzeniu, będzie nam relacjonował to wszystko. Będzie można będzie oglądać to na E! od godziny 19:00. Do zobaczenia. - szybko wyłączyłam telewizor.
- Mówią o nas! Były nasze zdjęcia! - podskoczyła ze szczęścia przyjaciółka.
Mimo wszystko z tego powodu ja też się cieszyłam.
- Osz ty w mordę zielona pietruszko tam będzie The Wanted! - odpowiedziałam zupełnie nie na temat.
- Ano będzie, będzie! Wiesz co to znaczy?
- Że jak spieprzymy występ, to się przed nimi ośmieszymy? - zrobiłam duże oczy.
-Co? - zapytała zaskoczona
- Co? - szybko się wymigałam.
- To znaczy Caro, że dzisiaj poznamy super zarąbiste ciacha. Plus! Będziemy miały z nimi zdjęcia i nie tylko z nimi, ale ze światowymi sławami, które tam będą oraz jest niezła okazja do tego, by pokazać naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty, nie? - podniosła dwa razy brwi.
- No tak. - odpowiedziałam.
- To czas się szykować, panno Jefferson, bo limuzyna przyjeżdża o 18:30. No już! Idziemy! - pogoniła mnie do pokoju.
Tam panował niezły bałagan. Bynajmniej u mnie. W mojej twierdz był porządek, jak się tu wprowadzałyśmy. To był ostatni raz.
Trzeba było się w końcu przygotować do wielkiego wydarzenia. Powędrowałam do swojej kremowej łazienki i wzięłam prysznic. Po tym ułożyłam sama włosy w koka.
Potem zabrałam się za makijaż. Najpierw nałożyłam matujący podkład, a potem zaczęłam malować oczy. Zrobiłam eyelinerem nad górnymi powiekami delikatne, czarne kreski. Dodałam jeszcze cienie do powiek, a rzęsy wydłużyłam tuszem do rzęs.
Z ostatecznego efektu byłam bardzo zadowolona. Jeszcze zrobiłam ostateczne poprawki przed lustrem.
- I jak? Gotowa?- weszła przyjaciółka do pokoju.
- Chciałam do Ciebie iść! - zaśmiałam się. - O mój Boże wyglądasz niesamowicie!- naprawdę wyglądała powalając.
Jej włosy, makijaż... Wszystko do siebie idealnie pasowało.
- Ale ty też wyglądasz nieziemsko! Obróć się. - poleciła.
Zrobiłam to bez gadania. Miałam cały czas uśmiech na twarzy. Cieszyłam się z faktu, że zaprosili nas na tak ważną imprezę.
- No, no, no. Caro zmieciesz ich z czerwonego dywanu. Tyle powiem. - zaśmiała się.
- Nie Kochana. My zmieciemy ich z czerwonego dywanu. - oznajmiłam z cwaniackim uśmiechem.
- Takie myślenie u Ciebie lubię.
- To często się nie zdarza. - zaśmiałam się.
- Może nie często, ale jak już coś powiesz, to do rzeczy, a nie od rzeczy.
- Heh wiem to. - oznajmiłam.
Usłyszałam zaraz śmiech przyjaciółki. A zaraz za nim dzwonek mojego telefonu. Szybko sięgnęłam do mojej białej kopertówki po wibrującą rzecz i spojrzałam na ekran.
- Ej Jen ja tego numeru nie znam.
- Pokaż...- spojrzała na mój telefon. - Ja też nie znam.
- Nie odbieram.
- Odbierz. Może to coś ważnego.
- Ale ja nie znam tego numeru! - oznajmiłam stanowczo.
- Caroline...
- Dobra. - westchnęłam i przejechałam palcem po ekranie. - Halo?
- Weź na głośny! - poleciła Jen.
Zrobiłam to bez wahania, ale była cisza.
- Halo? - zapytałam po raz kolejny.
Nic. Cisza. Spojrzałam na Jennifer. Rozłączyłam się.
- Co to do cholery miało być? - zapytała zdziwiona.
- Mnie nie pytaj. - odpowiedziałam.
Patrzałyśmy się na siebie jak wryte. Nagle zatrąbiła limuzyna, na co aż podskoczyłam ze strachu.
- Jeszcze trochę i na zawał mi tu zejdziesz. - zaśmiała się nerwowo.
- Jeszcze trochę i faktycznie tak skończę. - odpowiedziałam.
- Dobra nie przejmujmy się tym. Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Idziemy. - potaknęłam i ruszyłyśmy ku wyjściu.
Szofer otworzył nam drzwi do czarnego pojazdu, żebyśmy mogły spokojnie się usadowić i ruszyć na wielkie przedsięwzięcie.
-----
2 rozdział zawitał :D
Mamy nadzieję, że Wam się spodobał!
Czytasz = skomentuj
Dla nas to mega wielka motywka :3
Buziaczki :*
Pati & Nika
- Caro!- usłyszałam wołanie Jen.
- Co jest?
- Chodź szybko! - zaraz się znalazłam koło niej w salonie.
- Co się stało? - zapytałam zaciekawiona i spojrzałam na telewizor.
- Dzisiaj odbędzie się wielki bankiet dobroczynny dla dzieci głodujących w Afryce. - usłyszałam monolog prezenterki w telewizji. - Zaproszenia przyjęło bardzo dużo gwiazd rangi światowej takie jak The Wanted, One Direction, Jessie J czy Caroline Jefferson i Jen Staford - świeżo upieczone gwiazdy z X-Factora. Jesteśmy bardzo zaciekawieni tym, co się tam wydarzy. Nasz biegły będzie obecny na tak wielkim wydarzeniu, będzie nam relacjonował to wszystko. Będzie można będzie oglądać to na E! od godziny 19:00. Do zobaczenia. - szybko wyłączyłam telewizor.
- Mówią o nas! Były nasze zdjęcia! - podskoczyła ze szczęścia przyjaciółka.
Mimo wszystko z tego powodu ja też się cieszyłam.
- Osz ty w mordę zielona pietruszko tam będzie The Wanted! - odpowiedziałam zupełnie nie na temat.
- Ano będzie, będzie! Wiesz co to znaczy?
- Że jak spieprzymy występ, to się przed nimi ośmieszymy? - zrobiłam duże oczy.
-Co? - zapytała zaskoczona
- Co? - szybko się wymigałam.
- To znaczy Caro, że dzisiaj poznamy super zarąbiste ciacha. Plus! Będziemy miały z nimi zdjęcia i nie tylko z nimi, ale ze światowymi sławami, które tam będą oraz jest niezła okazja do tego, by pokazać naszą nową piosenkę z nadchodzącej płyty, nie? - podniosła dwa razy brwi.
- No tak. - odpowiedziałam.
- To czas się szykować, panno Jefferson, bo limuzyna przyjeżdża o 18:30. No już! Idziemy! - pogoniła mnie do pokoju.
Tam panował niezły bałagan. Bynajmniej u mnie. W mojej twierdz był porządek, jak się tu wprowadzałyśmy. To był ostatni raz.
Trzeba było się w końcu przygotować do wielkiego wydarzenia. Powędrowałam do swojej kremowej łazienki i wzięłam prysznic. Po tym ułożyłam sama włosy w koka.
Z ostatecznego efektu byłam bardzo zadowolona. Jeszcze zrobiłam ostateczne poprawki przed lustrem.
- I jak? Gotowa?- weszła przyjaciółka do pokoju.
- Chciałam do Ciebie iść! - zaśmiałam się. - O mój Boże wyglądasz niesamowicie!- naprawdę wyglądała powalając.
Jej włosy, makijaż... Wszystko do siebie idealnie pasowało.
Zrobiłam to bez gadania. Miałam cały czas uśmiech na twarzy. Cieszyłam się z faktu, że zaprosili nas na tak ważną imprezę.
- No, no, no. Caro zmieciesz ich z czerwonego dywanu. Tyle powiem. - zaśmiała się.
- Nie Kochana. My zmieciemy ich z czerwonego dywanu. - oznajmiłam z cwaniackim uśmiechem.
- Takie myślenie u Ciebie lubię.
- To często się nie zdarza. - zaśmiałam się.
- Może nie często, ale jak już coś powiesz, to do rzeczy, a nie od rzeczy.
- Heh wiem to. - oznajmiłam.
Usłyszałam zaraz śmiech przyjaciółki. A zaraz za nim dzwonek mojego telefonu. Szybko sięgnęłam do mojej białej kopertówki po wibrującą rzecz i spojrzałam na ekran.
- Ej Jen ja tego numeru nie znam.
- Pokaż...- spojrzała na mój telefon. - Ja też nie znam.
- Nie odbieram.
- Odbierz. Może to coś ważnego.
- Ale ja nie znam tego numeru! - oznajmiłam stanowczo.
- Caroline...
- Dobra. - westchnęłam i przejechałam palcem po ekranie. - Halo?
- Weź na głośny! - poleciła Jen.
Zrobiłam to bez wahania, ale była cisza.
- Halo? - zapytałam po raz kolejny.
Nic. Cisza. Spojrzałam na Jennifer. Rozłączyłam się.
- Co to do cholery miało być? - zapytała zdziwiona.
- Mnie nie pytaj. - odpowiedziałam.
Patrzałyśmy się na siebie jak wryte. Nagle zatrąbiła limuzyna, na co aż podskoczyłam ze strachu.
- Jeszcze trochę i na zawał mi tu zejdziesz. - zaśmiała się nerwowo.
- Jeszcze trochę i faktycznie tak skończę. - odpowiedziałam.
- Dobra nie przejmujmy się tym. Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Idziemy. - potaknęłam i ruszyłyśmy ku wyjściu.
Szofer otworzył nam drzwi do czarnego pojazdu, żebyśmy mogły spokojnie się usadowić i ruszyć na wielkie przedsięwzięcie.
-----
2 rozdział zawitał :D
Mamy nadzieję, że Wam się spodobał!
Czytasz = skomentuj
Dla nas to mega wielka motywka :3
Buziaczki :*
Pati & Nika
piątek, 5 lipca 2013
Rozdział 1
Obudził mnie radosny pisk Jen. Podniosłam się z miękkiej, jasnozielonej pościeli i powoli zeszłam po schodach. Dziewczyna siedziała w kuchni, a w ręku trzymała jakąś białą kartkę. Podeszłam do niej.
- Co tam masz? - spytałam
- Właśnie przysłali nam zaproszenie na bankiet charytatywny dla vip'ów! - krzyknęła entuzjastycznie
- O jacie! A kiedy? - pisnęłam
- No za trzy dni - uśmiechnęła się promiennie
- Ale czekaj, czekaj! Nie mamy się w co ubrać! - powiedziałam już bardziej opanowana
- Racja, może wybierzemy się na jakieś zakupy? - spytała
- Trzy razy tak Kochana - stwierdziłam i poklepałam ją po ramieniu
- Oki, to może ja zrobię jakieś śniadanie, a ty się troszkę ogarnij - wskazała na mnie ręką
Skinęłam głową i wróciłam do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam taki oto zestaw
i poszłam do łazienki. Tam ubrałam się, uczesałam włosy w luźnego koka, oraz wykonałam lekki make up. Zwarta i gotowa zeszłam na dół, gdzie już czekała Jennifer. Zabrałyśmy z komody swoje torebki, po czym wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy do naszego białego Porsche (ja za kierownicą) i pojechałyśmy do centrum handlowego. Zaparkowałam auto na parkingu i razem z moją przyjaciółką poszłyśmy do wielkiego budynku.
Gdy tylko przekroczyłyśmy jego próg rzuciłyśmy się w wir zakupów.
Pierwszym sklepem do którego wpadłyśmy był New Yorker.
- Co na bankiet? - spytała moja towarzyszka
- Chyba najlepsza będzie jakaś kiecka - odpowiedziałam i podeszłam do jednego z wieszaków
W oczy rzuciła mi się taka oto kiecka
- Oj tam, oj tam - machnęła ręką i podała sprzedawczyni kartę
Gdy ja też zapłaciłam wyszłyśmy ze sklepu
- To przydałyby się teraz jakieś buty - powiedziałam
- O, tam jest DeeZee - wskazała
Poszłyśmy do niego. W krótkim czasie wypatrzyłam takie oto platformy. Przymierzyłam je i muszę przyznać, że leżały idealnie
- Wow, śliczne! - pisnęła Jen
- Brać? - spytałam
- Jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - odparła
Uśmiechnęłam się szeroko i podałam buty sprzedawczyni.
- Ej, Caro, mogą być? - spytała pokazując swoje buty od Christiana Louboutina
- Co tam masz? - spytałam
- Właśnie przysłali nam zaproszenie na bankiet charytatywny dla vip'ów! - krzyknęła entuzjastycznie
- O jacie! A kiedy? - pisnęłam
- No za trzy dni - uśmiechnęła się promiennie
- Ale czekaj, czekaj! Nie mamy się w co ubrać! - powiedziałam już bardziej opanowana
- Racja, może wybierzemy się na jakieś zakupy? - spytała
- Trzy razy tak Kochana - stwierdziłam i poklepałam ją po ramieniu
- Oki, to może ja zrobię jakieś śniadanie, a ty się troszkę ogarnij - wskazała na mnie ręką
Skinęłam głową i wróciłam do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam taki oto zestaw
i poszłam do łazienki. Tam ubrałam się, uczesałam włosy w luźnego koka, oraz wykonałam lekki make up. Zwarta i gotowa zeszłam na dół, gdzie już czekała Jennifer. Zabrałyśmy z komody swoje torebki, po czym wyszłyśmy z domu. Wsiadłyśmy do naszego białego Porsche (ja za kierownicą) i pojechałyśmy do centrum handlowego. Zaparkowałam auto na parkingu i razem z moją przyjaciółką poszłyśmy do wielkiego budynku. Pierwszym sklepem do którego wpadłyśmy był New Yorker.
- Co na bankiet? - spytała moja towarzyszka
- Chyba najlepsza będzie jakaś kiecka - odpowiedziałam i podeszłam do jednego z wieszaków
W oczy rzuciła mi się taka oto kiecka
Jennifer jeszcze krążyła między półkami, a ja poszłam do przymierzalni. Po chwili stałam przed lustrem w małym korytarzu.
Tak, ta sukienka leżała idealnie. Nagle zauważyłam grupkę dziewczyn szepczących między sobą i idących w moją stronę.
- Dzień dobry - powiedziały równo i uśmiechnęły się
- Hej dziewczyny - odwzajemniła gest
- Wygląda pani pięknie w tej sukience - powiedziała jedna z nich
Wyglądała może na czternaście, piętnaście lat
- Dziękuję, ale nie mówcie mi per pani tylko po prostu Caroline
- Możemy prosić o autograf? - spytały
- Jasne - odpowiedziałam i wyjęłam z torebki długopis
Podpisałam się dziewczynom na kartkach, zrobiłyśmy sobie zdjęcia, pogadałyśmy, po czym pożegnałyśmy się i rozeszłyśmy w swoje strony.
Przebrałam się z powrotem w swoje ubrania, wzięłam sukienkę i zaczęłam szukać mojej przyjaciółki. Po chwili znalazłam ją przy kasie.
- No wiesz co, nie zaczekałaś na mnie? - zaśmiałam się
- Oj tam, oj tam - machnęła ręką i podała sprzedawczyni kartęGdy ja też zapłaciłam wyszłyśmy ze sklepu
- To przydałyby się teraz jakieś buty - powiedziałam
- O, tam jest DeeZee - wskazała
Poszłyśmy do niego. W krótkim czasie wypatrzyłam takie oto platformy. Przymierzyłam je i muszę przyznać, że leżały idealnie
- Wow, śliczne! - pisnęła Jen
- Brać? - spytałam
- Jeszcze pytasz? No jasne, że tak! - odparła
Uśmiechnęłam się szeroko i podałam buty sprzedawczyni.
- Ej, Caro, mogą być? - spytała pokazując swoje buty od Christiana Louboutina
- Wyglądają mega - odpowiedziałam z radością
- No to kupuję - pokazała rządek białych ząbków
Zadowolone wyszłyśmy ze sklepu. Wpadłyśmy jeszcze po jakąś biżuterię, po czym udałyśmy się do restauracji. Zamówiłyśmy chińszczyznę na wynos. Przy wyjściu zaczepiły nas dwie bardzo miłe fanki. Zrobiłyśmy sobie z nimi zdjęcia, rozdałyśmy autografy i zamieniłyśmy parę słów. Wyszłyśmy na parking, po czym wsiadłyśmy do auta.
Droga powrotna zajęła nam niecałe 20 minut. Zaparkowałam samochód na podjeździe i wypakowałam wszystkie zakupy. Wręczyłam Jen jej część i poszłyśmy do domu
- No to pokazuj co kupiłaś - powiedziałam
- No to pokazuj co kupiłaś - powiedziałam
- Dobra, ty też - odpowiedziała i poszła do swojego pokoju
Ja postąpiłam tak samo. Po około 10 minutach obie przebrane wyszłyśmy się sobie pokazać.
- Wyglądasz genialnie! - powiedziałyśmy równo i się zaśmiałyśmy
- No to jesteśmy gotowe na ten bankiet - stwierdziłam
- Oj tak - zawtórowała mi
- To ja pójdę się przebrać - wskazałam na górę
- Spoko, ja też, a później zjemy, ok? - bardziej stwierdziła niż spytał.
- Spoko, spoko. - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju się przebrać.
Po niecałych dziesięciu minutach zeszłam z powrotem do przyjaciółki i zaczęłyśmy spożywanie naszych porcji chińszczyzny. Zawartości kartoników zniknęły w bardzo szybkim tempie.
- To co młoda? Ogarniamy jakiś film?
- A jaki masz na myśli?
- Nie wiem. Horror? Komedia? Romansidło? - zaczęła wymieniać gatunki filmowe.
-Szybcy i Wściekli: Tokio Drift . - oznajmiłam szybko.
- A nie lepiej piątkę?
- W sumie też źle by nie było. - przyznałam dziewczynie rację.
- No to Szybcy i Wściekli 5. - ucieszyła się.
Zaraz przyszykowałyśmy sobie miejsca na kanapie i popcorn i rozpoczęłyśmy seans. W sumie oglądałyśmy ten film dziesiątki razy. W kinie, w domu, w domu jurorów, u znajomych i tak dalej.
Co lepsze zaczęło nam się nudzić i zrobiłyśmy wojnę na poduszki. Jen okładała mnie z całych sił. Zupełnie jak ja, ale fakt, że byłam słabsza wszystko tłumaczył. Po godzinie w wieeelkim bałaganie, zupełnie wyczerpane zasnęłyśmy na kanapie...
____________________
Witamy ;3
Jak widać rozdział 1 już zawitał :)
Zapraszamy do komentowania c:
Patka & Nika
- Spoko, spoko. - uśmiechnęłam się i poszłam do swojego pokoju się przebrać.
Po niecałych dziesięciu minutach zeszłam z powrotem do przyjaciółki i zaczęłyśmy spożywanie naszych porcji chińszczyzny. Zawartości kartoników zniknęły w bardzo szybkim tempie.
- To co młoda? Ogarniamy jakiś film?
- A jaki masz na myśli?
- Nie wiem. Horror? Komedia? Romansidło? - zaczęła wymieniać gatunki filmowe.
-Szybcy i Wściekli: Tokio Drift . - oznajmiłam szybko.
- A nie lepiej piątkę?
- W sumie też źle by nie było. - przyznałam dziewczynie rację.
- No to Szybcy i Wściekli 5. - ucieszyła się.
Zaraz przyszykowałyśmy sobie miejsca na kanapie i popcorn i rozpoczęłyśmy seans. W sumie oglądałyśmy ten film dziesiątki razy. W kinie, w domu, w domu jurorów, u znajomych i tak dalej.
Co lepsze zaczęło nam się nudzić i zrobiłyśmy wojnę na poduszki. Jen okładała mnie z całych sił. Zupełnie jak ja, ale fakt, że byłam słabsza wszystko tłumaczył. Po godzinie w wieeelkim bałaganie, zupełnie wyczerpane zasnęłyśmy na kanapie...
____________________
Witamy ;3
Jak widać rozdział 1 już zawitał :)
Zapraszamy do komentowania c:
Patka & Nika
czwartek, 4 lipca 2013
Prolog
- A 10 edycję X-Factor wygrywają... Caroline Jefferson i Jen Staford! - powiedział głośno prowadzący.
To był punkt kulminacyjny w moim życiu. Z resztą nie tylko moim, ale i Jen. Jedna stworzona piosenka dla zabawy i taki piękny, zaskakujący finish. A euforia po nim to był dopiero początek...
*
Minęło parę tygodni od całego wydarzenia. Jesteśmy teraz świeżo upieczonymi gwiazdami muzyki. To wszystko działo się niesamowicie szybko. Nie chodzi o szybki wzrost obserwatorów na Twitterze, ale o wszystko, o to całe zainteresowanie naszymi osobami. Całe te rozdawanie autografów, pozowanie z fanami... To było coś niesamowitego.
Osobiście gdy mogłam, to skakałam z radości, że udało nam się osiągnąć coś tak wielkiego. Połączone pasje sprawiły, że jesteśmy tu, a nie na początku tego wszystkiego.
Niemniej jednak nadal miałam ogromny stres przed jakimkolwiek występem na żywo. Nie ważne było jaka duża publiczność była, zawsze mi się ręce trzęsły, czasami byłam bliska wymiotów, a nawet omdleń. To była czysta masakra, ale po jednej zaśpiewanej piosence wszystko ustępowało i uwalniałam z siebie całą energię.
Jen była zupełnym moim przeciwieństwem. Ona się niczego nie bała. Była taka odważna, czego jej czasem zazdrościłam, a czasami się jej bałam. Jednak wiedziałam, że mogę jej zaufać w każdej sytuacji, bo jest dla mnie jak siostra i wiem, że jakkolwiek by nie było, zawsze wyjdziemy z tego obronną ręką.
-----
No to prolog za nami!
Mamy nadzieję, że się Wam spodobał ♥
Zachęcamy do komentowania
Patka & Nika
To był punkt kulminacyjny w moim życiu. Z resztą nie tylko moim, ale i Jen. Jedna stworzona piosenka dla zabawy i taki piękny, zaskakujący finish. A euforia po nim to był dopiero początek...
*
Minęło parę tygodni od całego wydarzenia. Jesteśmy teraz świeżo upieczonymi gwiazdami muzyki. To wszystko działo się niesamowicie szybko. Nie chodzi o szybki wzrost obserwatorów na Twitterze, ale o wszystko, o to całe zainteresowanie naszymi osobami. Całe te rozdawanie autografów, pozowanie z fanami... To było coś niesamowitego.
Osobiście gdy mogłam, to skakałam z radości, że udało nam się osiągnąć coś tak wielkiego. Połączone pasje sprawiły, że jesteśmy tu, a nie na początku tego wszystkiego.
Niemniej jednak nadal miałam ogromny stres przed jakimkolwiek występem na żywo. Nie ważne było jaka duża publiczność była, zawsze mi się ręce trzęsły, czasami byłam bliska wymiotów, a nawet omdleń. To była czysta masakra, ale po jednej zaśpiewanej piosence wszystko ustępowało i uwalniałam z siebie całą energię.
Jen była zupełnym moim przeciwieństwem. Ona się niczego nie bała. Była taka odważna, czego jej czasem zazdrościłam, a czasami się jej bałam. Jednak wiedziałam, że mogę jej zaufać w każdej sytuacji, bo jest dla mnie jak siostra i wiem, że jakkolwiek by nie było, zawsze wyjdziemy z tego obronną ręką.
-----
No to prolog za nami!
Mamy nadzieję, że się Wam spodobał ♥
Zachęcamy do komentowania
Patka & Nika
środa, 3 lipca 2013
Bohaterowie
Caroline Jefferson - ma 18 lat. Jest z Gloucester. Śpiewa i gra na gitarze. Ona i Jen są przyjaciółkami od paru lat. Spotkały się w londyńskiej szkole muzycznej. Od tamtej pory są nierozłączne. Pewnego dnia postanowiły dla żartów stworzyć coś własnego i poszły z tym do X-Factor, który okazał się być ich drogą do sławy. Wygrały i są świeżo upieczonymi osobami w show-biznesie. Przed występami potwornie się stresuje.
Jennifer Staford - ma 19 lat. Pochodzi z Londynu. Jej pasją jest gra na perkusji, szkicowanie i fotografowanie. Caroline jest dla niej jak siostra. Jej marzeniem zawsze było występowanie przed dużą publiką, ale nigdy nie wierzyła, że może się to spełnić. Gdy zaczyna grać zapomina o Bożym świecie.
The Wanted (od lewej) - Nathan Sykes 20 l. Max George 25 l. Tom Parker 25 l. Jay McGuiness 23 l. Siva Kaneswaran 25 l.
Nareesha McCaffrey - 24 l. Ukochana dziewczyna Sivy. Projektuje buty.
-----
Witamy :) Bohaterowie są :D
A prolog pojawi się już niedługo!
Nika & Pati
Powitanie :)
Hejka Wszystkim! Chciałyśmy Was powitać na blogu którego będziemy razem prowadzić :D
Nika_TW - Lubię pisać opowiadania różnego rodzaju, słucham TW, Rihanny, Midnight Red, One Republik i wszystkiego co popadnie :)
Prowadzę (oprócz tego) jeszcze trzy blogi :
Girl Let Me Love You ♥
I Found You ♥
We Found Love In A Hopeless Place
Siema Wszystkim!
Patrycja Graczyk - piszę opowiadania różnego rodzaju. Mogą być ze sportowcami, muzykami itp. Słucham TW, Linkin Park, James'a Arthur'a, Grubsona, Eminema i Green Day.
Podobnie jak koleżanka wyżej prowadzę jeszcze bloga
And you call yourself honest?
Three words: I love you.
Mamy nadzieję, że Nasza twórczość przypadnie Wam do gustu :*
Nika_TW - Lubię pisać opowiadania różnego rodzaju, słucham TW, Rihanny, Midnight Red, One Republik i wszystkiego co popadnie :)
Prowadzę (oprócz tego) jeszcze trzy blogi :
Girl Let Me Love You ♥
I Found You ♥
We Found Love In A Hopeless Place
Siema Wszystkim!
Patrycja Graczyk - piszę opowiadania różnego rodzaju. Mogą być ze sportowcami, muzykami itp. Słucham TW, Linkin Park, James'a Arthur'a, Grubsona, Eminema i Green Day.
Podobnie jak koleżanka wyżej prowadzę jeszcze bloga
And you call yourself honest?
Three words: I love you.
Mamy nadzieję, że Nasza twórczość przypadnie Wam do gustu :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)









