*Perspektywa Caroline
Kiedy zobaczyłam w przedpokoju Parkera, myślałam, że się śliną udławię. Do tego ten grill. Tak bardzo mi się on nie widzi. Mimo że Jen tak się cieszy, dla mnie nie będzie to nic dobrego. Tym bardziej na kacu.
Podniosłam się ze swojego łóżka. Przetarłam oczy i poszłam do łazienki się z grubsza ogarnąć. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze, myślałam, że zejdę na zawał. Wyglądałam jak siedem nieszczęść! I jeszcze on widział mnie w takim stanie? No to pięknie się ten wieczór zapowiada nie ma co.
Wzięłam chłodny prysznic, po czym ubrałam się w pierwsze lepsze ubrania. Włosy pozostawiłam do naturalnego wyschnięcia. Nie chciałam ich tak męczyć, bo nim bym się obejrzała, miałabym siano na głowie.
Zeszłam na dół do kuchni coś zjeść. Przy okazji wzięłam tabletkę na ból głowy, którą popiłam wodą mineralną.
- Lepiej? - zapytała przyjaciółka.
- Nie pytaj. - mruknęłam. - Czuję się jakby mnie walec przejechał. Dwa razy.
- Ale i tak wyglądasz lepiej niż parę godzin temu.
- Dzięki. - odpowiedziałam.
Zrobiłam sobie kanapki i po chwili zaczęłam je jeść. Nawet na jedzenie nie miałam weny.
- W co się ubieramy? - usłyszałam pytanie Jen.
- Ja biorę wygodny dresik. Nie ma sensu się stroić.- westchnęłam i wstawiłam talerz do zmywarki.
- Idziemy pobiegać?
- A widziałaś jak jest na dworze?
- No słońce świeci. - odpowiedziała nieco zdezorientowana.
- A ile jest stopni?
- No około trzydziestu. - mruknęła. - Dobra to odpada. A co ci w takim razie poprawi humor?
- Cisza. - szepnęłam i zamknęłam oczy. - Jen ja nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby tam iść. - jęknęłam.
- Bez ciebie nie idę. - odparła szybko. - Spokojnie mamy być dopiero pod wieczór, więc może, a raczej na pewno ci się polepszy. - uśmiechnęła się delikatnie.
- Skoro tak mówisz. - westchnęłam cicho i położyłam się na kanapie.
*
Zbliżał się wieczór. Jen tak się odstawiła, jakby szła na wielką galę. Rozumiem, że chciała zaimponować, ale bez przesady.
Ale nie mogłam przy niej wyglądać jak bezdomna, więc postanowiłam ubrać to:
- Już na serio zaczynałam myśleć, że ubierzesz dres. - zaśmiała się dziewczyna.
- Chciałam tak zrobić, dopóki się nie odstawiłaś jak stróż w Boże Ciało. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem. - Mogę tak iść? - spojrzałam na przyjaciółkę i obróciłam się.
- Jest idealnie. - posłała mi delikatny uśmiech. - A ja? Mogę?
- Głupie pytania zadajesz. Oczywiście, że tak.
- To idziemy? - zapytała.
- Idziemy. - odpowiedziałam.
Zeszłyśmy na dół. Zapakowałam do torebki swój telefon, perfum i takie tam, po czym wyszłyśmy z domu. Przeszłyśmy się kawałek i zanim się obejrzałyśmy, stałyśmy przed willą The Wanted. W dalszym ciągu nie byłam przekonana, czy w ogóle chciałam tam iść. Spojrzałam przelotnie na Jennifer.
-Nadal nie chcesz iść?
- Nie chcę się natchnąć na Toma. - mruknęłam pod nosem.
- Daj spokój. - poklepała mnie po ramieniu. - Wchodzimy?
- Raz kozie śmierć. - szepnęłam i weszłyśmy za bramę.
Szłam za Jen ze spuszczoną głową. Ta szybkim ruchem nacisnęła na dzwonek do drzwi i po chwili otworzył nam Nathan.
- O! Cześć dziewczyny! Wchodźcie! - powitał nas cały w skowronkach.
Przytuliłyśmy się z nim przyjaźnie i weszłyśmy do przedpokoju. Zaraz wpadł Jay z Maxem.
-Caro! Jen! - krzyknął Łysy.
Skrzywiłam się, bo ból głowy dał znać o sobie.
- Caro zdejmij okulary. Jesteśmy w środku. - mruknęła mi na ucho przyjaciółka.
- Właśnie. Co ci jest? - zapytał szybko Jay.
Zdjęłam niechętnie okulary, nic nie mówiąc.
- O cholera.
- Co ci? - zapytał Nath.
- Kac morderca. - zaśmiałam się delikatnie.
- Aaa. Max nam mówił wczoraj. - zaśmiał się loczek.
Automatycznie moje policzki zaczęły płonąć czerwienią. Nie no po prostu zaraz się zapadnę pod ziemię, pomyślałam.
- Dobra dajcie dziewczynie żyć. - wkroczyła do akcji Nareesha. - Sami w lepszym stanie nie byliście parę dni temu. - dodała i przytuliła się ze mną i Jennifer na powitanie.
- Dzięki. - szepnęłam zażenowana.
- Dobra chodźcie do ogrodu! Kiełbaski są już na ruszcie. - zawołał Seev.
Wszyscy zebrali się przy stole. Każdy z nas zajął wybrane miejsce przy stole. Dzięki Bogu byłam jak najdalej od Toma. Jay jak to Jay zadbał o piwo. Pozieleniałam na sam widok puszek.
- Max, gdzie macie toaletę? - zapytałam szybko.
- Pierwsze drzwi po prawej. - odpowiedział pogodnym tonem.
- Dzięki. - szepnęłam.
- A co... - nie zdążył dokończyć, kiedy ja wyrwałam w stronę toalety.
Po paru krótkich chwilach dotarłam do pomieszczenia, mało co nie zabijając się na śliskich kafelkach. Tam opróżniłam cały swój żołądek. Poczułam ulgę. Podniosłam się, spuściłam wodę, wypłukałam jamę ustną i skierowałam się do stołu. W salonie natchnęłam się na Parkera.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- A obchodzi cię to? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Nie miałam zamiaru być dla niego miła.
- No wybiegłaś jak oparzona i było słychać jak wymiotujesz, więc się pytam. - wzruszył ramionami.
Zignorowałam go i wróciłam do przyjaciółki, reszty The Wanted i Nareeshy. Uśmiechnęłam się blado.
- Ale ty blada. - stwierdził Max.
- Wiem. - zaśmiałam się ironicznie.
Spojrzałam przelotnie na Jennifer. Była pochłonięta rozmową z Nathanem. Usiadłam na swoim miejscu. Siva od razu zebrał się na nakładanie jedzenia.
- Siva mi nie nakładaj. Jedynie sałatkę dam radę zjeść.
- Daj spokój. Jedną chyba dasz radę. - uśmiechnął się. - A po za tym za chuda jesteś.
- Siva, kochanie. - szepnęła Nareesha. - Caro nie czuje się najlepiej. Wymiotowałaś? -zapytała upewniająco.
Potaknęłam głową. Jennifer momentalnie na mnie spojrzała.
- Ma schorowany żołądek. - uśmiechnęła się ciepło do Mulata.
- Okej. - odpowiedział z uśmiechem i poczochrał mi włosy.
Uśmiechnęłam się przelotnie i wzięłam łyka wody.
Atmosfera jednak rozluźniła się i każdy z każdym rozmawiał. No może prawie.
Topór wojenny między mną, a Tomem był odkopany w dalszym ciągu, ale bez problemu dogadywałam się z Jayem i Nareeshą. Nie kryłam też, że czułam się o wiele lepiej.
Jen gadała non stop z Maxem, Tomem i Nathanem na raz, ale nie było też tak, że podzieliliśmy się na grupki.
Chłopcy oczywiście zadbali o muzykę, więc można było sobie potańczyć.
- Caro na pewno nie chcesz piwa? Na kac to jest dobre. - zaproponował Max.
- A dobra daj. - uśmiechnęłam się.
Podał mi puszkę. Otworzyłam ją i wzięłam łyka. Poczułam gorycz na języku, ale po paru łykach mi zasmakowało. Podniosłam się w końcu z krzesła i zaczęłam sobie z Jen, Nathanem i Jayem kołysać się w rytm muzyki.
Nagle rozbrzmiały się pierwsze takty Glad You Came. Uśmiechnęłam się do przyjaciółki i zaczęłyśmy śpiewać. Po chwili słyszało nas całe sąsiedztwo.
Na sam wieczór Jay i Nathan rozpalili ognisko. Poczułam jak mi kiszki marsza grają. Wzięłam patyk i nabiłam na niego kiełbaskę oraz pianki, po czym zbliżyłam wszystko do ognia.
- Dobry pomysł Caro! - stwierdził ucieszony Max i po chwili każdy miał nabitą kiełbaskę na patyk i smażył ją w ogniu.
Po skonsumowaniu posiłku, stwierdziłam, że wróciłam do normalnego stanu.
Zaczęło się robić chłodno. Nareesha przyniosła koce.
- Jest mały problem. Jest o jeden koc za mało. - powiedziała.
Tak. Ja byłam bez koca.
- Nie no luz. - uśmiechnęłam się i ściągnęłam rękawy do nadgarstków. - jest okej. - dodałam.
Siedziałam taka forever alone na tym krześle z podkulonymi nogami. W pewnej chwili poczułam, jak ktoś mnie okrywa. Zdezorientowana szybko się odwróciłam.
- Dzięki. - szepnęłam nieco zdziwiona.
- Spoko. - Parker posłał mi delikatny uśmiech.
- A ty nie masz koca? - zapytałam momentalnie.
- Nie robi mi to. - wzruszył ramionami.
- Daj spokój. Chodź tu. Jest na tyle duży, że okryje nas oboje. - stwierdziłam.
Brunet wziął coś ze stołu i przyszedł, po czym usiadł obok mnie i okrył nas oboje.
- Przepraszam za całą tą beznadziejną akcję z torebką. - szepnął i podrapał się po głowie.
- Przepraszam, że cię obrzygałam. - mruknęłam pod nosem.
- Zgoda?
- Zgoda. - podaliśmy sobie ręce.
Zaczęliśmy jeść chrupki, chipsy i inne śmieciowe, ale bardzo dobre jedzenie, do tego zapijaliśmy to wszystko piwem. Zaczęliśmy w końcu normalnie gadać. Z czasem żartować i grać w łapki i inne zabawy.
- Haha! A myślałam, że to ja ze wszystkimi przegrywam. - zaśmiałam się dźwięcznie.
- Serio? Ty też? - zapytał zaskoczony.
Potaknęłam i po chwili każdy usłyszał mój śmiech.
Cała nasza ósemka zaczęła się bawić w berka. Było bardzo dużo śmiechu.
Skończyliśmy zabawy o wschodzie słońca, kiedy każdy już mocno zmęczony, zasypiał na stojąco. Ja i Jen spałyśmy w pokoju gościnnym, a reszta u siebie. To był najlepszy grill na jakim kiedykolwiek byłam...
_____________________________
Cześć i czołem :)
Naszła mnie ostatnio wena na tego bloga i myślę, że w ciągu wakacji pojawi się tu spoooro rozdziałów.
Nika niestety ma blokadę i jest chwilowo zawieszona, więc blogiem w najbliższym czasie zajmuję się ja. :)
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, zapraszam do komentowania i do następnego! :)


Super rozdział ! wgl blog jest genialny ;)
OdpowiedzUsuńczekam na nn ! <33
Weny ;*
Dobre to jest! Pisz dalej! Proszę cię tak ładnie. :***
OdpowiedzUsuńŻyczę ci duuużo weny!
Do następnego. ;)